Myślałem, że to już się nie zdarzy, ale Wszechświat mnie zaskoczył. Spotkałem dziewczynę i oszalałem na jej punkcie… Myślę, co o tym napisać, ale wszystko brzmi trywialnie. Może to dlatego, że o miłości napisano już wszystko. I jak uniknąć patetyczności?:)
Jest inna niż wszystkie dziewczyny, z którymi miałem do czynienia. Z jednej strony bardzo konserwatywna, zasadnicza, poważna, pełna zasad dotyczących damsko-męskich stosunków, zasad wywodzących się z dawnych wieków. Z drugiej strony jest lekka, dziewczęca, kokietująco-uwodzicielska.
Czasami budzę się przed nią i przez godzinę, albo i więcej po prostu patrzę, jak śpi, wsłuchuję się w jej oddech, staram się nie poruszyć, żeby nie wyrwać jej ze snu.
Kiedy opowiada swoje historyjki, mam takie chwile, że zupełnie się zapominam, czasami nawet gubię wątek i słucham jej głosu jak muzyki.
Lubię też patrzeć, kiedy z powagą i skupieniem stoi przed lustrem i traktuje swoją twarz tajemniczymi specyfikami, pudrami, kremami, pędzelkami, które magicznie sprawiają, że jest jeszcze piękniejsza.
Czasami na ulicy wskakuje na mnie, obejmuje mocno nogami i rękoma, i śmieje się głośno, nie zważając na przechodniów rzucających nam zaciekawione spojrzenia, a ja trzymam ją mocno, uważając, żeby się nie zachwiać, żeby pokazać, że jestem jej silnym mężczyzną, dla którego jej ciężar jest niezauważalny.
Kiedy jest rozgniewana, nie krzyczy, nie używa brzydkich słów, ale staje się lodowata niczym królowa śniegu i używa wyrażeń typu „nie życzę sobie” i wtedy boję się i robię wszystko, żeby znów była szczęśliwa.
Kiedy jesteśmy razem w większej grupie ludzi, nie wstydzi się okazywać mi uczuć. Widząc zazdrosne spojrzenia mężczyzn, czuję dumę i wydaje mi się, że mógłbym dokonać wielkich rzeczy.
Czasami stwierdza, że mój dom to nora i postanawia dokonać na nim rytualnego sprzątania. Kiedy chcę pomóc, uśmiecha się z politowaniem i radzi mi, żeby usiadł gdzieś z boku (co z radością robię). Później, kiedy zagląda ze szmatką w najmniejszy kącik, wodzę za nią wzrokiem, a kiedy przechodzi obok, zaczepiam ją na różne sposoby, budząc w niej chichoty i żartobliwe oburzenie.
Kiedy wiozę ją samochodem, ona często dotyka mojego ramienia, jakby od niechcenia, patrzy zrelaksowana na drogę albo na mnie, a ja czuję, że zupełnie na mnie polega i wydaje mi się wtedy, że nie prowadzę Audi 90, ale jestem Pirxem pilotującym statek kosmiczny.
Dużo pali. Choć czasami nie mam ochoty, to palę z nią, żeby dzielić ten samobójczy rytuał. Kiedy palę z nią papierosa za papierosem, czuję się jednak bezpieczny. Uważam, że rak płuc i choroby serca będą trzymać się od nas z daleka. W końcu ona jest córką Króla Słońca i Królowej Księżyca, chroni ją żelazny glejt bogów, a przez to i mnie.
To tylko próbka, mógłbym tak pisać godzinami, ale komu się chce czytać zakochanych głupców?

Pięknie! Jesteś szczęśliwy. To wspaniale! Pozdrów ode mnie M.:)
ReplyDeleteDzięki:)
ReplyDeleteTo jest szczęście. Szczęście niespokojne z Greka Zorby.
Szczęście to szczęście, nawet jeśli jest niespokojne, jak w Zorbie. Chuchaj na nie i dmuchaj, żeby płonęło. Amen:)
Delete