Wieczór. Trochę kiepski, jak zresztą cały dzień, może nawet tydzień. Słucham Donguralesko i Łony, piję likier z leechy, który Yoyek przywiózł mi z Berlina. Ohyda, ale mocne. Obudziłem się o piątej rano, nie mogłem już zasnąć, męczony myślami, o tym co bym chciał, a co nie mam. W końcu koło 5:30 wyszedłem w poranny półmrok i wsiadłem w samochód. Zrobiłem jakieś 200 kilometrów, dla oczyszczenia głowy, słuchając niewyraźnych, nieznanych stacji radiowych i paląc papierosy z klikiem. Odwiedziłem Zakopane, połaziłem po Krupówkach, kupiłem nowe trampki, bo stare przemokły (dziura). Wróciłem przez Słowację. Lubię prowadzić samochód, teraz nawet bardziej, bo kupiłem "nowe" Renault Scenic z 2001, silnik 2.0, 150 koni. Daje radę. Audi na szczęście odeszło w przeszłość, zanim zdążyło mnie zrujnować. Odczucia na teraz: dysonans, rozczarowanie, złość, smutek. Wpasowuję się w agresywne bity DonGuralesko.
Niepokoje egzystencjalne trochę Cię przegoniły. W pracy ok?
ReplyDeleteNo trochę mnie męczy Welschmertz. W pracy na szczęście ok.
Delete:) gratuluję nowego auta :)
ReplyDeleteNie odpisywałem, bo nie chciałem zapeszać;) Ale ciągle śmiga, dzięki:)
Delete