Saturday, 10 March 2018

O'Kruca

   Wieczór. Trochę kiepski, jak zresztą cały dzień, może nawet tydzień. Słucham Donguralesko i Łony, piję likier z leechy, który Yoyek przywiózł mi z Berlina. Ohyda, ale mocne. Obudziłem się o piątej rano, nie mogłem już zasnąć, męczony myślami, o tym co bym chciał, a co nie mam. W końcu koło 5:30 wyszedłem w poranny półmrok i wsiadłem w samochód. Zrobiłem jakieś 200 kilometrów, dla oczyszczenia głowy, słuchając niewyraźnych, nieznanych stacji radiowych i paląc papierosy z klikiem. Odwiedziłem Zakopane, połaziłem po Krupówkach, kupiłem nowe trampki, bo stare przemokły (dziura). Wróciłem przez Słowację. Lubię prowadzić samochód, teraz nawet bardziej, bo kupiłem "nowe" Renault Scenic z 2001, silnik 2.0, 150 koni. Daje radę. Audi na szczęście odeszło w przeszłość, zanim zdążyło mnie zrujnować. Odczucia na teraz: dysonans, rozczarowanie, złość, smutek. Wpasowuję się w agresywne bity DonGuralesko.


 





4 comments:

  1. Niepokoje egzystencjalne trochę Cię przegoniły. W pracy ok?

    ReplyDelete
    Replies
    1. No trochę mnie męczy Welschmertz. W pracy na szczęście ok.

      Delete
  2. Replies
    1. Nie odpisywałem, bo nie chciałem zapeszać;) Ale ciągle śmiga, dzięki:)

      Delete