Thursday, 13 February 2020

Różne rodzaje spokoju

























Dobry wieczór Pani Aniu
Dziękuję za życzenia urodzinowe. To jeszcze kilka dni, dopiero w niedzielę. Bardzo się cieszę. Rękawiczki są przepiękne. Za każdym razem, kiedy będę je zakładał, pomyślę o Pani.
Pyta Pani, czy planuję jakąś wielką celebrację. Tak i nie. Usiądę sam przy kominku, napiję się wina i będę słuchał spokojnej muzyki. Nie będę się niczym martwił, nie będę myślał o problemach, wchodził w regiony egzystencjalnych wątpliwości. Jeśli powstrzymam się przed wypiciem całej butelki, to może poczytam książkę.
Dziś byłem na przejażdżce w pobliskim miasteczku. Odwiedziłem niewielką księgarenkę w przytulnym zaułku. Kupuję tam książki praktycznie od dzieciństwa. Starszą panią, która sprzedała mi dawno temu Władcę Pierścieni, zastąpiły jej córki, ale nastrój pozostał. Nie planowałem wydatków książkowych w tym miesiącu, ponieważ budżet jest napięty, a i pensyjka redaktora nie pozwala na takie luksusy. Ale powiedziałem sobie, że nie da się tak żyć, zamartwiając się tymi przeklętymi pieniędzmi i wydałem ponad 200 złotych. Jedna książka, potężna, 1400 stronicowa cegła opowiada o historii Europy. W drugiej sympatyczni astrofizycy wyjaśniają Wszechświat. A w trzeciej stary dobry King przedstawia wybór opowiastek grozy, z których każda dzieje się w przestworzach. Leżą teraz na taborecie obok łóżka i cieszą oko. Nie mogę się zdecydować, którą zacząć. Każda wprowadzi mnie przecież w zupełnie inny nastrój.
A Pani coś teraz czyta? Głupie pytanie. Wiem, że tak. Tylko ciekaw jestem, co. Czy opowieści, czy fakty, czy coś wesołego, czy smutnego, czy to stara książka, do której Pani powróciła po raz setny, czy jakiś nowy Murakami albo inna Tokarczuk. Proszę, niech Pani opowie.
Dziś, kiedy jechałem samochodem, miałem poczucie końca mojej historii. Wiem - to zima, brak słońca, wrodzona melancholia. Ale nie przeszkadzało mi to uczucie. Lęk był dopiero na ostatnim miejscu. Słuchałem lirycznego jazzu, patrzyłem na wzgórza obsypane śniegiem, szarą trawę, zdezelowane samochody, odrapany tynk na wiejskich chatkach i czułem pewien rodzaj spokoju. No bo są różne rodzaje spokoju. Np. jest spokój po wypełnieniu trudnego obowiązku. Albo spokój po uprawianiu miłości i leżeniu wtulonym w partnerkę. Jest spokój po usłyszeniu od lekarza, że to tylko zwykły ból gardła, a nie "tamto". Albo spokój przy czytaniu Cyberiady Lema. Mój spokój w poczuciu końca mojej opowieści był lekko smutny, nostalgiczny, pełen wspomnień i wewnętrznych pożegnań. Jak w tej piosence Bogusława Lindy ("Już nigdy nie będzie takiej wódeczki", czy jakoś tak to szło).
Żałuję, że nie poznałem Pani wcześniej.

Z wyrazami nie tylko szacunku
ale i ogromnej sympatii, przyjaźni i czułości
Pani przyjaciel na zawsze
Marcepalino de Księżycino

2 comments: