
Szperając w starych zapiskach, natrafiłem na tę modlitwę hinduską. Uspokoiła mnie i zainspirowała do osobistej modlitwy. Szarpiemy się, zmagamy, pędzimy, a przecież ostatecznie są ważniejsze rzeczy.
* * *
O bracie!
Czy jest jakaś przyjemność,
której jeszcze nie doświadczyłeś
w tym świecie narodzin i śmierci?
Czy pozostał jakiś rodzaj
uwielbienia, czy sławy,
których nie doświadczyłbyś
dzięki swojej wiedzy, wyrzeczeniom,
czy dobroczynności?
Przyjacielu!
Dziś wreszcie porzuć to wszystko
i jedz tylko to, co przyjdzie samo,
dostrzegaj w innych tylko dobre cechy,
nie patrz na ich błędy,
nie pchaj się do przodu,
pozostań w ukryciu,
nieznany i mały.
Po prostu zawsze
wędruj samotnie
po tym pięknym lesie
Vrindavany
Przepraszam, że zażartuję:
ReplyDelete"jedz tylko to, co przyjdzie samo" - nie lubię robaczków, much, myszy, piesków, ani kotków. Inne żyjątka nie pojawiają się na mojej drodze.
A tak poważnie, to zatrzymałam się i wiem, że chcę coś w życiu zmienić. By kiedyś nie żałować...
He, he, dobre z tymi robaczkami:)) Chyba można by to przetłumaczyć lepiej.
ReplyDeleteWiersz, zamiast wiadra zimnej wody na głowę..
ReplyDeleteWspaniały, prosty przepis na życie.
Pozdrowienia :)
Szkoda, że choć w teorii ma to sens, to tak ciężko w praktyce i czasami nawet życia nie starcza, żeby osiągnąć taki stan.
ReplyDeletemusi być samotnie??
ReplyDeletebuu...:-(
Czy naprawdę samotnie?:) Myślę, że autorowi chodzi o odsunięcie się od towarzystwa materialistów, konsumpcjonistów, egocentryków. A czy w lesie Vrindavany ktoś na niego nie czeka? Nie wiadomo. Las to różnorodne, kipiące życiem miejsce ;)
ReplyDelete:) naiwne:) ale podoba mi się!!!!!!!!!!
ReplyDeleteNaiwność, a prostota - gdzie jest różnica? ;)
ReplyDeleteOsiągnięcie takiego stanu - prawie niemożliwe, ale nieustanne dążenie do niego - w zasięgu :)
ReplyDelete