Niedziela wieczór. Wziąłem prysznic, żeby rano mieć trochę więcej luzu. Jestem sam. Trochę na kacu. Wczoraj mieliśmy u Olgi małe party, głównie ludzie z pracy. Wino, zioło, dużo fajek, jam session, śmiech, wygłupy. Wróciłem do domu około drugiej w nocy. Większość dnia spędziłem w łóżku, oglądając The Big Bang Theory i Elementary. Wstałem tylko, żeby ugotować barszczu, będzie na jutro na lunch w pracy.
Samotność tli się w środku, jak zwykle, dziś może mocniej niż ostatnie parę dni. Świadomość, że ona nie wyjechała tylko na chwilę, ale na zawsze. Nie zjawi się zaraz w drzwiach z jakimś problemikiem albo wieścią.
Pewnie temu, że kac. Jutro będzie lepiej.
Piękny ten filmik o psach.
Sunday, 30 November 2014
Saturday, 29 November 2014
Sentinelczyk
Sentinelczyk *
Sentinelczyku niewielki,
co ci chodzi po głowie?
Ciekawi mnie to niezmiernie,
i spać nie daje po nocach.
Czy paleolityczne masz sny,
czyste od Pitagorasa,
Homera, Lenina i Dody?
Czy śnisz o rybach, o Bogu?
Gdy patrzysz w gwiazdy po nocach
to rzeczy rozważasz kosmiczne?
Czy myślisz nielinearnie
i widzisz tylko rzeczy śliczne?
Czy zmarłych zakopujesz w ogródku,
sadząc na grobie sałatę?
Czy też robisz z nich gulasz,
a później pląsasz w żałobie?
Czy na tantrycznych wyżynach
w wersji sentinelskiej się gzisz,
czy też pączkujesz cichaczem,
bądź jajka składasz na plaży?
O kuchnię nawet nie pytam.
Pewnie kulki lepisz z morskiej piany
i smażysz je z kiścią bananów,
zapijasz natomiast szampanem
(z winogron marsjańskiej odmiany)
Gdybyśmy razem usiedli
i pogawędkę ucięli,
to czy by nam głowy wybuchły,
czy w kosmos byśmy pomknęli?
Sentinelczyku niewielki i czarny,
za cholerę cię rozgryźć nie umiem.
Więc może dam ci już spokój,
a ty opowiesz mi wszystko już w raju.
* Co to ten Sentinelczyk?
Thursday, 27 November 2014
Dziewczyna na huśtawce i czas
Za bardzo nie chce mi się dziś wieczorem pisać.
Obrazek o czasie, który się nami karmi (czerwień - krew), rozświetlając czerń kosmosu nikłymi latarenkami nadziei, na horyzoncie światło, choć jeszcze daleko i spokojna, smutna dziewczyna na huśtawce, która nie symbolizuje niczego.
Wednesday, 26 November 2014
Uśmiech
Fajny dzień. Ostatnio mam takich więcej: kiedy jest spokój, światło, bliskość. Rano interview o pracę w moim collegu. Poszło moim zdaniem świetnie, będę wiedział w piątek. Fernanda miała rozmowę zaraz po mnie, też zadowolona.
W pracy super, świetna atmosfera, dobra współpraca, no i nasi uczniowie są świetni, bardzo się czuję z nimi dobrze. K. popatrzył na mnie dziś uważnie.
- You've got a haircut - zauważył.
- I did, indeed, thank you for noticing!
- It is a very nice haircut - skomplementował uprzejmie.
- Thank you, K. You are the first one who said so.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
Chloe spotkała się z jego mamą ostatnio. Mama spytała: "Kto to Marcin i Fernanda? Jego koledzy z klasy? Cały czas o nich mówi". Miło się na sercu zrobiło.
Fernanda i ja, wyszliśmy kilka minut wcześniej. Zapaliliśmy papierosa pod collegem i obserwowaliśmy wychodzących ludzi.
- Zobacz - powiedziałem - wszyscy żartują, śmieją się, pozdrawiają. Pracowałaś kiedyś w takim miejscu?
- Właśnie widzę. Niesamowite.
W sobotę organizujemy małą prywatkę u Olgi. Parę osób z pracy, może z dziesięć, piętnaście. Część to muzycy, pewnie sklecimy jakiś jam session.
W domu Petra nasmażyła znowu frytek, sączę Żywca, czytam "Tysiąc lat wkurzania Francuzów". I tyle ze środy.
Monday, 24 November 2014
Lista słoneczno-listopadowa
Lista słoneczno-listopadowa:
1. Dzień zaczął się słońcem, miłym nastrojem, nadzieją, lekkością. W samochodzie do pracy, z Andym, bez gadania, słuchając przebojów sprzed lat.
2. W pracy jak zwykle wesoło. Rano na basen z N., wymoczyłem się w ciepłej wodzie za wszystkie czasy. Dlatego lubię poniedziałki. Po południu, zaraz przed wyjściem uczniów włączyłem na youtubie The Pogues. K. wyprostował się na wózku i wbił wzrok w ekran. Widać było, że rozpoznał, ale na ile? Z tymi dzieciakami ciężko czasami wyczuć.
- Dirty Old Town! - wyjąkał głośno. Zatkało mnie. Przełączyłem na następny.
- Fairytale of New York!
Wow. Następny.
- Rum, Sodomy & the Lash!
Chłopak znał wszystkie kawałki The Pogues! Zarobił u mnie duży szacun:)
3. Przed wyjściem Chloe przygotowała Fernandę i mnie na środowe interview. Zrobiła dla nas nawet trochę notatek, czego możemy oczekiwać. Kochana dziewczyna.
4. Po pracy za ostatnią dychę wyskoczyłem do fryzjera. Zacząłem już zarastać. W okolicy tylko murzyńscy i arabscy fryzjerzy. Z dwojga złego wybrałem perskiego. Wiem, jak to brzmi, ale daję słowo: nie chodzi o rasizm, ale jednak inne zwyczaje fryzurowe mają różne kultury:) Wyjaśniłem uprzejmemu panu, co bym chciał. Obciął mnie bardzo dobrze. Przy okazji zasugerował, że mógłbym zrobić sobie transplant włosów z tyłu głowy na zakola. Przyznaję, zaintrygował mnie, bo coraz szybciej cofa mi się linia brzegowa, ale kiedy powiedział, że tygodniowy zabieg kosztuje 2000 funtów w Iranie albo Turcji, a jakieś 5 do 9 tysięcy w UK, to jednak zdecydowałem się łysieć dalej.
5. Narysowałem dla Toma obrazek z nami, z dawnych czasów. Obiecałem mu na urodziny. Rano w pracy naszkicowałem, przed wyjściem pokolorowałem, dokończyłem w domu. Przy okazji (skoro już mowa o włosach) przypomniałem sobie, jaką miałem gęstą, długą, bujną grzywę. Czas nieubłagany:)
Saturday, 22 November 2014
Prośba o wyspy szczęśliwe
Prośba o wyspy szczęśliwe
A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.
Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.
K. I. Gałczyński
Friday, 21 November 2014
Woland
I znów weekend. Jak w pralce się kręci. Pamiętam, jak lata temu, niedługo przed śmiercią taty, robiliśmy duszonki na podwórku i powiedział, że im starszy, tym czas biegnie szybciej. Pory roku śmigają jak strzały, ledwo zacznie się lato, a już trzeba ubierać grube skarpetki i brodzić w śniegu.
Piję wino i znów przytulam siebie baśniowymi ilustracjami. Woland z Behemotem tańczą nad Petersburgiem. Byłem Mistrzem ze swoją Małgorzatą, a nagle zostałem Wolandem. Też jest w tym urok. Noc, wolność, samotność i magia.
Thursday, 20 November 2014
Świąteczna wieczerza
Śniła mi się świąteczna wieczerza
Słodka muzyka, Jankiel grał na cymbałach
Trochę jazz, trochę flamenco, trochę kołysanka,
Wąsaci Cyganie robili murmurando
Był tam Jezus, śmiał się głośno,
Z Mahometem wznosili toasty,
Za miłość, dziewczyny i młodość
Widziałem też Matkę Teresę,
z Kryszną tańczyła walca
Księżyc zerkał zachwycony
I puszczał kółka srebrnego dymu
***
Lista zdecydowanie za wcześnie świąteczna
1. Już czwartek. Jutro tylko trzy godziny i weekend. Ale zasuwa czas!
2. Przejrzałem się dziś w lustrze. Ale mam siwych włosów. W tym roku ostro zbielałem. Jeśli w tym tempie to pójdzie, to jeszcze dwa, trzy lata i będę siwiutki jak gołąb. Dziwnie tak. Nie ogarniam starzenia się.
3. Petra najprawdopodobniej wyjeżdża na początku stycznia. Dostałem propozycje wprowadzenia się na skłot w Brixton. Jeśli ciągle będzie aktualna, to po wyjeździe Petry przeprowadzę się. Stracę depozyt, ale nie płacąc czynszu, wreszcie się odbiję. Zobaczymy.
4. Najważniejsza wiadomość z dzisiaj: moje podanie o pracę przeszło, w środę mam interview! Rano rozmowa, a później obserwacja w pracy z uczniami. Pracuję w collegu od ponad roku, ale przez agencję, co oznacza niepłatne wolne, niepłatne chorobowe, zero pewności, w każdej chwili agencja może mnie wysłać gdzieś indziej. Jeśli dostałbym stałą pracę, to mógłbym się wreszcie zrelaksować. Płaca też będzie większa i przede wszystkim regularna. Gdyby jeszcze udało się z tym skłotem, to wreszcie bym spłacił długi i zaczął coś odkładać.
5. Samoocenę mam kiepską ostatnio. Odkąd jestem sam, czuje się jakiś niedokończony, niewidzialny. Taki chudy, lekko przezroczysty, zagubiony chłopak w średnim wieku. Dopiero kiedy robię coś twórczego, jakąś piosenkę, czy choćby obrazek, to jestem pełniejszy, bardziej namacalny. No i jeszcze czasami w pracy, kiedy zaangażuję się mocno, zamiast odliczać czas do wyjścia. Odkąd jestem w nowej klasie, pracuje mi się lepiej. Chloe przekazuje nam dużo inicjatywy, przyjmuje sugestie, traktuje po koleżeńsku, nie po "szefowemu", jak w innych klasach. Taki klimat mi sprzyja.
Wednesday, 19 November 2014
Ot tak
Rano ciężkie: zły sen o Tani. Wykrzyczałem jej w tym śnie całą złość, tęsknotę, zawód, wszystko, co mnie męczy.
Później lepiej. W pracy było fajnie. Czuję się związany z naszymi uczniami. Martwię się o K. Chłopak bardzo nieszczęśliwy. Nie znam jego sytuacji do końca, komunikacja jest trudna. Zapytany o rodzinę albo dom, zaczyna się denerwować. "Nie ma już domu! Nie ma mamy!" krzyczy. Tak, że unikamy tematu. Łamie serce. Wiem tylko, że stracił dom, rodziców i teraz mieszka w ośrodku. Wydaje się zaniedbany, smutny, zmęczony. Próbuję mu jakoś pomóc, ale dużo nie mogę zrobić.
Dobrze pracuje mi się z Fernandą. Czasami zdarza nam się przegapić godzinę wyjścia z pracy, tak się zagadamy. Nigdy mi się nie zdarzało. Zaprzyjaźniamy się coraz bardziej. Przywiązuję się do ludzi. Po wakacjach planuje wyjechać do Ekwadoru na wolontariat. Będzie mi jej brakować. Rozmawiamy o wszystkim; o świecie, sztuce, żartujemy. W jej towarzystwie czuję się sobą. Uczucia czysto przyjacielskie. Rozmawialiśmy dziś o wolności. Powiedziała, jak bardzo ceni niezależność. Poradziła mi, żebym właśnie w swobodzie poszukał radości. Teraz, kiedy jestem sam, mogę znaleźć w tym siłę i z czasem przyjemność. Podobała mi się ta idea i przez chwilę to poczułem. Później jednak wróciłem do domu i znów wróciły myśli, wspomnienia, tęsknota. Tak, że wieczór tak jak rano, trudny.
Teraz już w łóżku. Najadłem się frytek z serem. Ciepło od grzejników, za oknem zaczyna być zimowo. Próbowałem obejrzeć odcinek Voyagera, ale nie byłem w stanie, miałkie to. Słucham Afro Celt Sound System. Nostalgia, bo słuchałem tego dużo dziesięć lat temu, kiedy mieszkałem w Irlandii. Długie spacery po kamienistej plaży w Brey, ja pracowałem u Krwawej Mary w restauracji, Tania w domu starców.
Dopiero ósma, ale chyba powoli zwinę się w kłębek i zasnę.
Dobranoc.
Zamiast nowej ilustracji, kartka z dziennika sprzed jakichś 12 lat.
Później lepiej. W pracy było fajnie. Czuję się związany z naszymi uczniami. Martwię się o K. Chłopak bardzo nieszczęśliwy. Nie znam jego sytuacji do końca, komunikacja jest trudna. Zapytany o rodzinę albo dom, zaczyna się denerwować. "Nie ma już domu! Nie ma mamy!" krzyczy. Tak, że unikamy tematu. Łamie serce. Wiem tylko, że stracił dom, rodziców i teraz mieszka w ośrodku. Wydaje się zaniedbany, smutny, zmęczony. Próbuję mu jakoś pomóc, ale dużo nie mogę zrobić.
Dobrze pracuje mi się z Fernandą. Czasami zdarza nam się przegapić godzinę wyjścia z pracy, tak się zagadamy. Nigdy mi się nie zdarzało. Zaprzyjaźniamy się coraz bardziej. Przywiązuję się do ludzi. Po wakacjach planuje wyjechać do Ekwadoru na wolontariat. Będzie mi jej brakować. Rozmawiamy o wszystkim; o świecie, sztuce, żartujemy. W jej towarzystwie czuję się sobą. Uczucia czysto przyjacielskie. Rozmawialiśmy dziś o wolności. Powiedziała, jak bardzo ceni niezależność. Poradziła mi, żebym właśnie w swobodzie poszukał radości. Teraz, kiedy jestem sam, mogę znaleźć w tym siłę i z czasem przyjemność. Podobała mi się ta idea i przez chwilę to poczułem. Później jednak wróciłem do domu i znów wróciły myśli, wspomnienia, tęsknota. Tak, że wieczór tak jak rano, trudny.
Teraz już w łóżku. Najadłem się frytek z serem. Ciepło od grzejników, za oknem zaczyna być zimowo. Próbowałem obejrzeć odcinek Voyagera, ale nie byłem w stanie, miałkie to. Słucham Afro Celt Sound System. Nostalgia, bo słuchałem tego dużo dziesięć lat temu, kiedy mieszkałem w Irlandii. Długie spacery po kamienistej plaży w Brey, ja pracowałem u Krwawej Mary w restauracji, Tania w domu starców.
Dopiero ósma, ale chyba powoli zwinę się w kłębek i zasnę.
Dobranoc.
Zamiast nowej ilustracji, kartka z dziennika sprzed jakichś 12 lat.
Tuesday, 18 November 2014
Subscribe to:
Posts (Atom)






