Friday, 2 October 2009

Po prostu deprecha



Eh, jak mi się cholernie nie chce. Chciałbym móc wyłączyć się z gry, odsunąć od wszystkiego, zamknąć w jakimś domku na wsi i żeby nikt, niczego ode mnie nie chciał. Moja luba namówiła mnie na oglądanie Rancza na youtube, żeby mnie pocieszyć i jeszcze bardziej się zdołowałem sielankowym obrazem - odziedziczony domek z dębami, mała wioska, spokój.
Nie mam siły ani chęci chodzić do pracy 43 godziny w tygodniu, w obcym kraju, odkładając w ślimaczym tempie śmieszne pieniądze (choć na pewno lepsze niż w Polsce - jeszcze jeden powód, żeby tu utknąć), coraz częściej zaglądając w butelkę i czując, że utknąłem. Jedyne o czym teraz marzę, to żeby wszystko sie zatrzymało, żeby zamroził się czas i choć na kilka miesięcy wszystko przestało biec, uciekać. Mieć czas na poczytanie książki, spacer, pisanie, albo po prostu nic nie robienie.
Ludzie myślą, że jestem mrukiem i chamem, bo spławiam wszystkie zaproszenia, czy wproszenia, a ja po prostu nie mam siły na bycie z innymi. Męczy mnie każdy towarzyski wysiłek, a rozmowy są torturą - zwykle wydaje mi się, że wszyscy gadają o bzdurach i tylko z uśmiechem potakuję, marząc o ucieczce.
Noż kurwa mać.

23 comments:

  1. Ehh... mi się to przytrafiło nad Wisłą, więc to nie kwestia miejsca na globusie, tylko raczej czasu. Długo to trwało, resetowałem się alkoholem, finał był tragiczny. Musiało upłynąć dużo czasu, zanim powróciła równowaga i znowu zaczęły cieszyć mnie rzeczy małe i przestały wkurwiać te większe...

    ReplyDelete
  2. Kiedyś lubowałam się w prochach. A potem było już tylko gorzej...
    Niech Ci ten czas jak najszybciej minie i jak najmniej boleśnie, bo ja czekam na kolejne opowiadania:)

    ReplyDelete
  3. Absolutnie się w to włączam mentalnie, niekoniecznie włączając butelkę, na którą po prostu nie mam czasu. Ostatnio mam wrażenie, że powoli głupieje. Czuję się niewolnikiem wykonywanych schematów, grafików. Na słowo "menadżer" jestem bliski wymiotów. No i ogólnie wszystko... a tyle jeszcze przede mną. W każdym razie głowa do góry i ślę :), a jak to nie pomoże to polecam: http://www.youtube.com/watch?v=BD12FftO4KU

    ReplyDelete
  4. Witaj w klubie :)

    zakończenie the best :P

    ReplyDelete
  5. Bywa.
    Na szczęscie to stan przejściowy.
    I to wstawanie rano.
    Cholera.

    uściski

    ReplyDelete
  6. Nie czas na banały, pocieszania. Życie to nie jebajka... Odstaw butelkę, przytul dziewczynę i na jesienny spacer fruwaj...do ludzi a nie od... wyluzuj...to faktycznie minie. :)

    ReplyDelete
  7. A MI brakuje ludzi, chciałbym być blisko ICH!!!!!!!!!! DO CHOLERY, Q RDE

    ReplyDelete
  8. I do tego jesień, krótszy dzień i wrażenie, że czas się zawęża i brakuje go tym bardziej...

    ReplyDelete
  9. Dzięki ludzie za komentarze. Co zrobić, taką mam naturę melancholijną. Jedyny okres kiedy jestem szczęśliwy, to wtedy, kiedy mam kasy odłożonej na przynajmniej rok nic nie robienia i łażę gdzieś po bezdróżach Beskidów, albo Hiszpanii, z daleka od zobowiązań, klatki pracującego tygodnia, szefów itd. Najbardziej męczy mnie myśl, że teraz, w wieku 33 lat, mam jeszcze może z dziesięć lat (optymistycznie patrząc) aktywnego, w miarę młodzieńczego życia, a zamiast z tego korzystać, muszę się kisić w miejscu i sytuacji, której nie lubię.
    Wiem, że 99% ludzi tak musi, ale to żadne pocieszenie.

    ReplyDelete
  10. A za 20 minut wychodzę na 12 godzinną zmianę.

    ReplyDelete
  11. Chłopie, jakie 10 lat ?????? Mam 53 lata, kupę pskudnych chwil w życiu za sobą i ciągle apetyt na życie, na aktywność, na nowości. Właśnie 3 raz wyszłam za mąż. Uszy do góry, w każdej chwili życia możesz coś pięknego znaleźć. Tylko chciej chcieć:))))Mam nadzieję, że nie brzmi to dydaktycznie smrodliwie.

    ReplyDelete
  12. To brzmi dydaktycznie pozytywnie :)

    ReplyDelete
  13. a więc nie tylko ja jestem jakaś rozbita! po raz kolejny się przekonuję... to chyba kwestia pogody i braku Słońca, to się daje we znaki. a przed nami jeszcze kilka długich miesięcy zimy! ale wtedy już będziemy oswojeni z depresją - mam nadzieję!
    czego Tobie i sobie życzę :-)

    ReplyDelete
  14. Poprę Jaskółkę. W wieku 43 lat chcesz zakończyć aktywne i młodzieńcze życie?? Nie żartuj. No, co do tej młodzieńczości, to może otoczenie czasem nieco dziwnie patrzy, ale trzeba się uodpornić :-)
    Deprechy jesienne i emigracyjne... Znam. Częstsze zaglądanie do butelki też, ale to w sumie nic nie daje. Nie warto.

    Pozdrawiam i życzę słońca (albo takiej rozładowującej burzy jak u mnie teraz).

    ReplyDelete
  15. Dzięki za pozytywne wibracje:)
    Oprócz wrodzonej melancholii, którą zwykle mam pod kontrolą, ostatnio pojawił się u mnie problem zdrowotny. Czy to coś tak poważnego, jak się boję, okaże się dopiero w listopadzie (długo muszę czekać na specjalistę), a do tego czasu jestem skazany na męki czarnowidztwa. W takich warunkach ciężko walczyć z depresją.

    ReplyDelete
  16. Nieznośna ciężkość bytu... Zdarza się niestety nie tylko w obcym kraju. Mnie się zdarzyła i jakoś nie chce odpuścić, może zbyt przyciągam melancholię :/
    Jednak, po nawet krótszym przemyśleniu to właśnie o to chodzi naszej depresze - by się jej poddać, by jej ulec. A ja się postawię i nie dam się ;) Też się nie daj !

    ReplyDelete
  17. Ja dopiero dziś napiszę - wiesz, jak było, przez to czekanie na medyczne werdykty nie mogłam nawet zaglądać na blogi, zajęłam się pracą..
    O czekaniu, czarnowidztwie, czarnych scenariuszach i innych (po)tworach wyobraźni napisałam Ci w odpowiedzi na Twój komentarz u mnie. Teraz tylko wysyłam mnóstwo pozytywnych myśli :)
    A wiesz, jaka byłam dumna, gdy znalazłam w empiku przy Rynku 'akcent' z Twoimi "Rozmowami"? :)) Gratuluję raz jeszcze!

    ReplyDelete
  18. Dzięki Ada za pozytwne wibracje. Masz rację - czekanie jest najgorsze. Lepsza jest prawda, nawet ta niewesoła.
    Znalazłaś Akcent?:) Miło:)

    ReplyDelete
  19. Haaaalo, Marcinu fajny...:):):)ja tam Ciebie rozumiem.... bo też tak mam czasami, że się zamykam - i nihuku, nikogo nie wpuszczam do środka. Ale to nie jest złe, kto powiedział, że ciągle mamy być radośni, pełni "chce mi się" i pozytywni???? Czasami trzeba sobie pomarudzić...czasami.Czekania Ci nie zazdroszczę - ale mantruj...że wszystko jest OK. Ja wymantrowałam sobie domek na wsi, o którym wspomniałeś w pście....choć teoretycznie, szans nie było....Mantruj. Ściskam Cie - ze wsi polskiej:)I trzymam kciuki, i pomantruję Ci...na zdrowie. Bardzo lubię czytać Twoje posty.

    ReplyDelete
  20. Cześć Green Canoe. Fajnie, że czytasz. No i zazdroszczę Ci tego domku na wsi, ale jak sama mówisz, wszstko się może zdarzyć.
    Zaintrygowałaś mnie tym mantrowaniem:))

    ReplyDelete
  21. Mantruj - mówię poważnie,i wierz w swoją mantrę. Nie byłabym tu gdzie jestem gdybym nie mantrowała....Uściski z lasu ślę.

    ReplyDelete