Wednesday, 24 November 2010

Historia Hiszpanii



Historia Hiszpanii
Manuel Tunon De Lara (i inni)

Potężna księga, prawie 700 stron. Książka jest autorstwa trzech hiszpańskich historyków, co mnie bardzo ucieszyło – najlepsze książki o historii wychodzą spod pióra rodzimych historyków, którzy znają realia, przesiąkli światem, kształtującym się przez tysiące lat.

Lubię Hiszpanię. Ciekawe, bo kiedy tam mieszkałem, kraj ten i jego mieszkańcy drażnili mnie niemiłosiernie. Po półtora roku z ulgą wyjechałem i dopiero po jakimś czasie zacząłem szukać hiszpańskiej muzyki, książek, poznawać historię i realia. Okazało się, że w ciągu tamtego roku, poza moją kontrolą zaszczepiłem się uczuciem do Hiszpanii i po dziesięciu prawie latach uczucie to nie mija i kiedy tylko mogę wracam tam choć na chwilę.

Co do książki – podręczniki histioryczne mogą być nudne, ale wystarczy mieć trochę pasji dla okresu, czy miejsca, żeby zamiast suchych dat i wydarzeń, widzieć żywych ludzi, wyobrażać sobie, co czuli, kiedy zobaczyli pierwsze okręty fenickie przybijające do południowo-wschodnich wybrzeży, jak krytykowali przy obiedzie rzymską administrację za wzrost cen oliwek, jak wyglądał rozgniewany, dumny bagaud, kiedy po wiekach niewoli zbuntował się i z bronią w ręku zajął się zarówno Rzymianami, jak i wizygockimi najeźdźcami.

Na razie przeczytałem o okresie od czasów prehistorycznych (najnudniejsza, bo najbardziej zmyślona część historii każdego miejsca) do wyparcia wizygotów przez arabskich najeźdźców.

Sporo ciekawych rzeczy. Dzięki starożytnemu historykowi, Strabonowi, dowiedziałem się na przykład, że Gallekowie, lud zamieszkujący tereny dzisiejszej Galicji, wynosili swoich chorych z domu i kładli przy drodze. Oczywiście nie, aby ich tam zostawić. Liczyli po prostu na to, że któryś z przechodniów będzie znał tę określoną chorobę i pomoże dobrą radą.

Nikt już prawie nie pamięta o Argantonio – władcy mitycznego królestwa Tartezyjskiego, na terenach dzisiejszej Andaluzji, który zgodnie ze świadectwem Herodota: „rządził królestwem Tartessos przez lat osiemdziesiąt, a żył lat sto dwadzieścia”.

Warto też wspomnieć z szacunkiem o słynnym, opisanym przez Rzymian devotio iberico oraz fides iberica. Devotio iberico było silną więzią pomiędzy wojownikami i wodzem. Rzymianie byli w szoku, kiedy podczas podboju Hiszpanii, wojownicy iberyjscy po śmierci swojego wodza popełniali samobójstwo, okazując pogardę śmierci (co raczej nie było najmądrzejsze z militarnego punktu widzenia, ale na pewno miało romantyczną i honorową wartość). Natomast fides iberica polegała na bezwzględnym przestrzeganiem wierności danemu słowu – z tej cnoty Iberowie słynęli w całym starożytnym świecie.

Po Rzymianach Hiszpanię najechały plemiona germańskie. Podobno (ale nie ma na to jednoznacznych dowodów) zawarli z Rzymem pakt, który pozwalał im na osiedlanie się na Półwyspie. Najpierw Gemanie podzielili się strefami wpływów, ale w końcu poszli na całość i zaczęli wyrzynać się między sobą. Ostatecznie na „placu boju” zostali Wizygoci.

W 429 n.e. władca Wandalów, Genzeryk, zmęczony wojnami z innymi plemionami germańskimi, które opanowały Płw. Iberyjski, przekroczył cieśninę Giblartarską i ze swoim ludem założył królestwo na północnym wybrzeżu Afryki. Królestwo przetrwało sto lat. Temat na film. Ciekawe, czy germańskie, blond-geny zostawiły jakiś ślad na lokalnej ludności?

Wypiszę też trochę imion używanych w tych barbarzyńskich plemionach, brzmią bosko: Antangild, Hermenegild, Leowigild, Indegunda, Chindaswint, Rekceswint, Wamba i mój ulubiony – Fruktuoz.

Wizygoci, którzy w końcu wyparli z Hiszpanii inne ludy germańskie przypominali trochę polską szlachtę – nie było nawet kwestii monarchii dziedzicznej – króla wybierano na elekcjach, a po wyborze szlachta ciągle się buntowała i spiskowała, więc królowie zmieniali się często. Wystarczyło złapać takiego władcę i ogolić mu włosy – taki czyn równał się detronizacji i były władca musiał iść do klasztoru na resztę życia (Wizygoci przejęli chrześcijaństwo).

W 711 r. pod Guadalete poniósł porażkę Roderyk i z mapy świata zniknęło królestwo o kilkusetletniej historii. Od teraz na następnych kilkaset lat wizygocka Hiszpania zamieniła się w krainę al-Andalus.

3 comments:

  1. To świetna książka, można połknąć te 700 stron nie wiedząc kiedy (o ile się nie ugrzęźnie w XVII, XVIII i XIX wieku, ja ich strasznie nie luuubię). Ale prehistoria, nawet jeśli zmyślona, jest fajna! Tak mało wiadomo, tak dawno... Na mnie to działa ;)

    ReplyDelete
  2. Racja, niesamowicie napisana. Miałem kiedyś Historię Hiszpanii (History of Spain - Peter Pierson), ale nie umywa się do tej. Co do tych trzech wieków, o których wspominałaś, też nie jestem fanem, ale z chęcią dowiem się czegoś więcej.
    Dawne czasy, jak na przykład strzępki informacji o celtach, albo Wizygotach - spoko, ale kiedy na podstawie kilku skorupek i krzemieni tworzy się całą historię, to trochę too much:)

    ReplyDelete
  3. Naprawdę połknęliście tę księgę z taką zachłannością? Ja też ją pochłonęłam, ale bez zachwytu. Zdecydowanie najciekawsze dla mnie były rozdziały poruszające tematy kulturalno-społeczne. Wieczne wojny między księstwami i koronami niestety mnie pokonały.

    ReplyDelete