Friday, 15 February 2013

Życie Pi



















Życie Pi

14.02.2013 Kraków

     Z powrotem w Krakowie. Tania przeziębiona, tak że sam dziś łaziłem po mieście, załatwiałem sprawy. Wydrukowałem nasze CV w piętnastu kopiach, na początek powinno wystarczyć, dorobiłem klucze, przedłużyłem bilety miesięczne, doładowałem Tani telefon, byłem u dentysty, no i dom. 
     Tania zdrzemnęła się na „gombie” (ni to gąbka, ni to materac, ni to kanapa, fajna sprawa). Ja włączyłem „Życie Pi” i całkowicie wsiąkłem. Cudowny film. Pod każdym względem – wizualnym, aktorskim, uczuciowym, filozoficznym i duchowym. Z filmami mam tak, że daję im szansę przez pierwsze kilka, kilkanaście minut. Wtedy decyduję, czy mam zaufanie i otworzę serce, czy też wyczuwam zgrzyty tu i tam, więc oglądam i tak, ale z lekkim niesmakiem i na koniec jestem zmęczony. „Życie Pi” zdobyło moje zaufanie w pełni. 

     Czytałem kiedyś książkę, chyba z dwanaście lat temu. Pewnej zimy zajmowałem się górską bacówką i tak się jakoś złożyło, że którejś nocy byłem zupełnie sam – środek lasu, najbliższa wioska dwie godziny drogi, żadnych turystów, Tani też nie było. Nie było też prądu, a że duch we mnie strachliwy, to spędziłem całą prawie noc przy świeczce, czytając tą książkę. Pamiętam bardzo pozytywne wrażenie, choć z fabuły zapamiętałem tylko chłopca i tygrysa na łodzi.
     Film mnie chyba bardziej poruszył. Może dlatego, że dotyka tematów, które teraz akurat są mi bliskie. Na przykład Bóg, którego chyba pojmuję podobnie jak bohater filmu – bardzo uniwersalnie. Jak to powiedział w filmie? „Wiara to wielki dom, w którym jest wiele pokoi”? Coś w tym rodzaju. 

     Na samym końcu Pi pyta swojego słuchacza, którą historię woli (nie rozwijam tego, nie chcę psuć filmu tym, co nie oglądali). Ten odpowiada, że woli tą z tygrysem. „This is just a better story”. Wtedy Pi odpowiada: „Tak samo jest z Bogiem”. Nie wiem, czy uchwyciliście ten moment. Zrozumiałem to w ten sposób, że może Bóg jest, a może go nie ma, jednak możliwość, że istnieje, jest o wiele bardziej pociągająca („just a better story”). Trochę podobnie jest ze mną. Moja wiara nie jest niezachwiana, ortodoksyjna, czy dogmatyczna, nie mam logicznych argumentów na istnienie Boga. Jednak idea wszechświata, którego źródłem jest świadomość, a nawet głębiej – miłość, ta idea wygrywa na całej linii z koncepcją wszechświata bezosobowego, zimnego, przypadkowego. Która z nich jest prawdziwa? Nie mam pojęcia (choć serce ciągnie mnie w stronę teizmu). Jeśli wszechświat jest przypadkowym tworem, a nasza świadomość zaledwie nieskończenie króciutką fluktuacją, fałdką na materii doskonałej pustki, wtedy i tak nie ma znaczenia, co myślę. Jeśli jednak świat postrzegany zmysłami jest tylko małym wycinkiem rzeczywistości, poza którym istnieje duchowy kosmos oparty na porządku, opartym na świadomości, opartej na miłości, to wtedy jak pasjonującą i ciekawą jest nasza wędrówka przez życie! Szukanie sensu, próba zerknięcia „pod spód” codzienności, i trening serca, ćwiczenie go w sztuce poświęcenia, miłości, w szukaniu Stwórcy, „leap of faith”, który może przenieść nas z racjonalności, ze świata trójwymiarowego, rządzącego się znanymi, stosunkowo prostymi prawidłami, do trans-racjonalności, do krainy, która jest naszą ojczyzną, której szukanie nadaje sens i smak naszej egzystencji.

     Filozoficznie to brzmi, dla niektórych pewnie też naiwnie (w świecie, w którym cynizm mylony jest tak łatwo z mądrością, nic dziwnego). A prościej? Lubię prostą wiarę, sprawia mi radość prosta, nie zarozumiała modlitwa. Pociąga mnie charakter osób, które porzuciły ego, rozwinęły spokój, pokorę i współczucie, oraz rozbudziły w sobie przywiązanie do Wielkiego Ducha. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam dotrzeć.
     „Życie Pi” to naprawdę dobry film. Bardzo poetycki i uniwersalny. Polecam.

4 comments:

  1. Ot co, powiedział, a ja się muszę z tym zgodzić. pozdrawiam

    ReplyDelete
  2. No to inaczej - zgadzam się z tym co piszesz. Po drodze mi z tym...

    ReplyDelete
  3. Jasne, Bareya, od razu wiedziałem o co ci chodzi:) Fajnie, że tak piszesz. Czasami mi się zdaje, że dookoła sa albo ateiści albo dogmatycy, fajnie spotkać ludzi, którzy mają inne podejście do duchowości.

    ReplyDelete