Palę w piecach, powoli wyganiam mróz ze ścian, a przy okazji grzeje się woda w bojlerze, potrzebuję długiej kąpieli. Ruch w biznesie jakiś tam dzisiaj miałem. Moi odbiorcy są raczej specyficznym typem ludzi. Poznaję to po błysku w oku, kiedy trafiają na moją galerię. Reszta rzuca tylko zdawkowo okiem, z twarzy wyczytać można niezrozumienie, obcość, a czasami nawet irytację. A inni coś widzą, wzruszają się, chcą rozmawiać, otwierają się, widać, że czują połączenie. Aha - no i jeszcze dzieci: one w większości są zaciekawione. Zwróciły mi się koszty i jeszcze zostało na życie na ten tydzień i na mechanika (coś szwankuje z termostatem albo nagrzewnicą, marznę w czasie jazdy). Więc nie narzekam. Za tydzień Rabka i na tym kończy się sezon kiermaszowy.
Wewnątrz to, co w sumie towarzyszy mi ostatnio na co dzień. Smutek, samotność, poczucie odcięcia od nurtu życia, lęk.
Oby w Rabce poszło lepiej niż w Wiśle, choć i tam górale...
ReplyDeleteNo właśnie, tego się boję ;)
Delete