Tuesday, 17 March 2015

Ragnar Lothbrok, magiczne moce i amory (sen)



























   Szalony, super sen. Obudziłem się w środku nocy i zrobiłem szybkie notatki, żeby nie zapomnieć. Miałem z notatek zrobić małe streszczenie, ale stwierdziłem, że dobrze jest, jak jest:)
   No więc:

   Ragnar Lothbrok, magiczne moce i amory
 
   1. Ragnar, młodszy niż w serialu. Zadziorny i przyjacielski.
   2. Wyrywa młodą, tłuściutką (w normie:), śliczną dziewczynę z sąsiedniego mieszkania (to chyba Irene, Chorwatka z pubu w Lewisham). Jej okno jakimś cudem wychodzi na jego pokój. Ragnar łakomie przygląda się przebierającej się dziewczynie. Kiedy go dostrzega, udaje że go nie widzi, nie przerywa przebierania się. Po chwili zaczynają rozmawiać. umawiają się na noc, ale muszą być ostrożni, bo rodzice dziewczyny mieszkają w pokoju obok.
   3. Przeddzień wojny. Następnego dnia rano ma się odbyć wielka bitwa.
   4. Ale póki co relaks. Nasze miasteczko znajduje się blisko morza. nastrój Francuskiej Riviery z lat pięćdziesiątych. Piję piwo pod parasolami na plaży. Jestem najbliższym przyjacielem Ragnara. Czekam na niego, mamy się rozerwać przed bitwą.
   5. Wreszcie widzę go w oddali. Frunie z metr nad ziemią. Trzyma za rękę dziewczynę. Śmieję się i macham. Też unoszę się w powietrze i podfruwam. Ludzie patrzą z otwartymi ustami. Widok przyciąga wzrok: Wiking w towarzystwie raczej nieletniej dziewczyny oraz chudy artysta (ja), unoszący się z wiatrem.
   6. Nagle wyczuwamy, że szykuje się zamach na Ragnara. Ragnar przygotowuje się do walki, ale mówię mu, że dam sobie z tym rady, a on jest teraz bardzo potrzebny, żeby wygrać bitwę. Z oporem się zgadza. Próbujemy sie unieść, co udaje się z trudem. Chcemy wznieść się wyżej, żeby nie dosięgnęli nas ludzie, ale wiatr znosi nas w stronę baru. Krzyczę do Rangara, żeby leciał pierwszy, ja będę krył tyły.
   7. Tymczasem woda w morzu coraz bardziej wzburzona. To znaczy, że zabójcy nie są zwykli. W grę wchodzi magia. Widzę ich: dwie dalekie postacie, które też umieją latać. Pędzimy jak wiatr. Nie udaje nam się jednak uciec do domu. Dolatujemy do starego kościoła. Tam ja i dziewczyna walczymy z Demonem. udaje nam się go pokonać i lecimy dalej za Ragnarem.
   8. Oglądamy się za siebie. Choć pokonaliśmy demona, to ciągle nas ktoś ściga; krasnolud. Zdaję sobie sprawę, że to Gimli.
   9. Walczę z Gimlim na topory. Udaje mi się go pokonać, ale darowuję mu życie. Wtedy spada z niego czar i zdaje sobie sprawę, że wcale nic przeciwko nas nie ma.
   10. Dolatujemy do domu. Ragnar ściska mnie mocno i dziękuje za uratowanie życia.
   11. Jestem bardzo szczęśliwy i dumny. Wszyscy mieszkamy na skłocie. Szalona zbieranina: Wikingowie, krasnoludy, anarchiści, postacie z baśni i filmów. Dziewczyna z wypiekami opowiada wszystkim o naszej przygodzie. Reszta śmieje się i klepie nas po plecach. Duch w nas mocny, gotowy do jutrzejszej rozprawy.

Tania smutny clown

























   Tania wysłała mi ostatnio. Pięknie rysuje.
   Obrazek zimowo jesienny, ale piosenka już wiosenna, na dziś:

Monday, 9 March 2015

Wieczur melancholique

























   1. Gdzie jest dom? Tam gdzie na tżech stertach lerzą Fantastyki, obok łurzka obita czarna lampka, a ze ściany zerka smótna Cziburaszka?
   2. Czym jest miłość? Wspomnieniem wspulnego chrópania czipsuw na jednym z tysiąca dworcuw PKP?
   3. Czym jest pżygoda? Autostopem. Dźwiękiem autostrady, samotną nocą, w namiocie, gdzieś w Niemczech, pisząc list pży latarce i nasłóchując kłutni pijakuw w parku?
   4. Czym jest nadzieja? Modlitwą w ciche niebo, trzymając ją za rękę i ódając chłopca?
   5. Czym jest wiara? Cichą "kórwą" rzóconą w Boga, bo najwidoczniej nie uwarzał na karzdy muj krok?
   6. Gdzie jest jótro? Tam, gdzie wyśniłem naszą randkę pod brzuzką, turz zanim skończył się nam czas?
   7. Kim jest ona? Nie wiem. Zapomniałem jej imienia. Czy to mały jesienny stworek, ktury wypadł mi z kieszeni sórdótu i zapodział się w sóchych, kolorowych liściach?
   8. Kto to ja? Ni wim. Czasami jest mnie tak mało, że prawie mnie ni ma. Czasami jest mnie tak wiele, że nic z tych kawałków ni rozómim. Czasami lśnię w nocy, jak gwiazda i wtedy prawie... Ale puźniej przychodzi świt i znów jestem pogóbiony.
   9. Czym ten wieczur? Łkaniem cichym, wstydliwym.

Saturday, 7 March 2015

Wiosna w Londynie
















   Wiosna w Londynie się zaczęła. Poszliśmy na spacer z Petią.
   Pierwszy dzień weekendu. Melancholia trochę męczy. Ćwiczę na cajonie, nie palę już drugi tydzień, odliczam dni do wyjazdu do Polski (lecę trzydziestego na święta). Głodny jestem, wrzucamy na wrzątek knedle ze śliwkami.
   Breaking bad po raz drugi:)

Thursday, 26 February 2015

Positive

   Jest w porządku ostatnio. Wczoraj miałem dobry dzień, choć wróciłem z pracy o siódmej zmęczony. W środy pracuję dłużej.
   Poprosiłem managerkę, żebym mógł zmienić mój kontrakt z full-time na term time only i zarząd się zgodził. W skrócie - będę miał wszystkie ferie wolne, co oznacza jakieś 7 tygodni w lecie, 3 w grudniu, 3 w kwietniu, i po jednym w lutym, maju i listopadzie. Mniej kasy, ale co tam - tyle wolności:) Jutro pierwsza wypłata stałego pracownika. Zarezerwuję od razu bilet do Polski na święta, nie powinno być jeszcze za drogo.
   Oprócz tego nie palę już parę dni, na siedemnastego mam darmową wizytę u dentysty, zaczynam biegać (prawdopodobnie:) i ogólnie jest spoko.

Sunday, 22 February 2015

Trywialności


 Po skończeniu "Orange is the New Black", chciałem znaleźć coś nowego, dobrego. Sporo osób namawiało mnie na "House of Cards", więc spróbowałem. Masakra jakaś. Serial pełen ludzi bez zasad, którzy walczą o władzę. Wytrzymałem jeden odcinek,  na tym koniec. Podobne odczucie miałem, kiedy spróbowałem "Mad Men".
   Zrobiłem sobie dziś spacer do Greenwich. Z Lewisham jakieś 40 minut drogi. Oparłem się o barierkę, popatrzyłem na Tamizę, zapaliłem papierosa i z powrotem. Miałem ochotę posiedzieć w pubie, napić się piwa i poczytać książkę, ale w sumie szkoda mi było czterech funtów na szklankę Guinessa, więć w końcu kupiłem butelkę wina i teraz siedzę w domu, zabijając czas na koniec weekendu.        Nuda mnie zżera. Napisałem smsa do Petry, czy chce wpaść, ale pogoda pod psem, nie chce się jej ruszać z domu, a mieszka dosyć daleko, z Upton Park to ponad godzinę drogi.
  Zrobiłem chińszczyznę, podzieliłem się z Mariuszem i Sylwią. Nie chce mi się już oglądać filmów. Poczytam pewnie książkę.
   Czasem trywialność życia mnie rozwala.

Saturday, 21 February 2015

Lista z suchej pigwy i dżdżu


   1. Ostatnie trzy dni zrobiłem sobie maraton serialowy: wszystkie odcinki "Orange Is the New Black". Świetne. Każdy lubi underdogów.
  2. W międzyczasie ćwiczyłem na cajonie i gitarze. Działa to tak, że w komputerze puszczam sobie film, biorę instrument do ręki (jeśli gitara), albo na nim siadam (jeśli cajon) i młócę jeden rytm, kilka chwytów, w kółko. W ten sposób nie nudzę się mechaniczną czynnością, mózg samoczynnie tworzy nowe ścieżki i człowiek sam nie wie, kiedy zaczyna być coraz lepszy.
   3. Oprócz tego ciągle czekam na charango. Śni mi się po nocach jego słodki dźwięk:) Napisali mi z Boliwii, że zamówione charango jest właśnie robione i że w czwartek wyślą. Zwykle przesyłka idzie jakieś 3 tygodnie. Lubię mieć na co czekać.
   4. W kwietniu chcę wreszcie polecieć do Polski, spędzić jakiś czas z rodziną. Zobaczę ile wypłaty dostanę na koniec miesiąca i spróbuję od razu zarazerwować bilet. Prawie dwa lata nie było mnie w domu, tęsknię za wszystkimi, no i za górami.
   5. Samotny się bardzo czuję. Nie jestem przyzwyczajony, żeby nie mieć tak zupełnie nikogo, żadnej bliskiej osoby, z którą by można pogadać, zwierzyć się, pośmiać, zrelaksować razem. Pewnie dlatego uczę się grać. Zabijam czas, nie myślę tyle, nie rozkminiam. Mówię sobie, że to na przyszłość, kiedy znów bedę bliżej ludzi, może muzyków, razem będziemy sobie grać, będę mógł pobrylować w towarzystwie.
   6. Byłem dziś na zakupach, bo lodówka świeciła już pustkami. Kupiłem tofu, nudle ryżowe i pastę z fasoli w sklepie chińskim, pięć rodzajów róznych masali w sklepie indyjskim, ser w litewskim oraz chleb i "slodkie chwilki" w polskim. I jeszcze kiełbaski sojowe i pasztet w Holland & Barret. Tak, że jestem zaoopatrzony na cały tydzień. Trochę się przejadłem.
   7. Czytam świetną książkę; "Powiedz mi kim jestem" Julii Navarro. Gruba cegła, historia umieszczona w okresie Hiszpańskiej Wojny Domowej, czyli dla mnie jak znalazł.
   8. Idę na krótki spacer, przy okazji kupię tytoń. Dobrej nocy.

Monday, 16 February 2015

The Melodic




Kocham ich:) Moja piosenka urodzinowa. Dobre rzeczy przyjdą jeszcze:)

39

   Dziś moje 39 urodziny. Jakieś plany? Kupię sobie piwo na wieczór i ciasto czekoladowe ze śmietaną i jagodami:)
   16 luty to też inna rocznica - oświadczyny. W 1999, w kuchni świątyni Hare Kryszna, po dwóch tygodniach znajomości spytałem Tani, czy za mnie wyjdzie.
   Czuję się wykorzeniony. Już dawno wykorzeniłem się, jeśli chodzi o moje miejsce narodzin, kraj, itd, ale Tania była dla mnie czymś stałym, "opoką". Dopiero teraz jestem zupełnie wolny, choć na razie to jeszcze gorzka wolność.
   No ale jak zwykle marudzę:)
   Za chwilę wychodzę do pracy. Są ferie, więc nie będzie uczniów, będziemy zajmować się piciem herbaty i robotą papierkową. Biorę na wszelki wypadek książkę, jakby miało się okazać, że mogę się poobijać jeszcze bardziej. Trzymajcie się.

Sunday, 15 February 2015

Siódme niebo


























Siódme niebo
Konstanty Ildefons Gałczyński

I
Zima była, gdy wysiadłem z autobusu
i rzuciłem się w twoje ramiona,
i twych włosów, twych wieczornych włosów
ogarnęła mnie woń niezmierzona.

Księżyc zniżył się, błysnął nad klamką,
potem odszedł i wplątał się w drzewo.
Pierścień nocy nad nami się zamknął
i zaczęło się siódme niebo.

II
Choć godzina trochę późna,
jeszcze świecą twoje okna,
więc wołamy: — Hola, wpuść nas,
wpuśćże nas, pochmurnooka —

nie będziemy spać na dachu,
otwórz drzwi i wprowadź w nocy
w twe mieszkanie pełne ptaków,
instrumentów, świec płonących.

Przelecimy przez pokoje
wiatrem, walcem, tłumem szumnym,
ozłocimy loki twoje
dźwiękiem gitar siedmiostrunnym.

III
To było wieczorem w Europie,
może w Holandii, może w Belgii,
gwiazdy lśniły jak lampki na grobie
i szumiał wiatr. Taki wielki.

Bo już jesień grała, coraz szybciej,
na akordeonie złotym
i leciały nad dachami skrzypce,
liście, klarnety i fagoty.

A gdy deszcz bulwarami popłynął,
zaczynała się chwila szalona.
Bo na przedmieściu było male kino
(i pamiętasz? — kasjerka Simona).

I wieczorem każdym po ciemku —
i wieczorem każdym jak requiem,
z tulipanem czerwonym w ręku
przez bulwary do ciebie biegłem.

A tam było jasno w małym kinie…
Ej, wesoło w kinie „Olimpia”!
Piękny kwiat najpiękniejszej dziewczynie —
to dla ciebie ten czerwony tulipan.

Ja dla ciebie bym truciznę wypił,
chcę być z tobą duszą i ciałem —
l wyrzucali mnie z tej „Olimpii”,
bo za głośno o miłości krzyczałem.

Ale raz, rozpaczy na przekór,
przyszła noc najwyższa, natchniona.
Coś się stało: cud w XX wieku —
poszłaś ze mną ty, nie Simona.

Wtedy dłoń twą wziąłem w dłonie moje,
w oczach naszych wieczny blask zaświecił
i przez świat obłąkany od wojen
szliśmy razem jak dwoje dzieci.

IV
Ty jesteś najpiękniejsze zwierzęta,
twoje włosy o świcie są modre,
tyś wysoko jak światła na okrętach,
do oddechu twojego się modlę.

Tobiem wszystkie zbudował instrumenty,
wszystkie owoce zniósł, wszystkie kwiaty,
ciebie ścigam przez wszystkie firmamenty,
wszystkie światy, wszystkie klimaty.

V
Zadzwoniły zausznice z miedzi,
zadzwoniły jak dzwony Bizancjum,
wicher śnieżny za oknem zabredził
nad Grenoblą, nad górzystą Francją.

Na paznokciach twych, na włosów splotach
ptaki świateł gubiły swe pióra.
Nagle ptaki zgasły. Ciemnozłota
nadciągała miłość jak chmura.

1945