Monday, 16 November 2015
Wiadomości marynistyczne
Dziś trochę wieści marynistycznych. Pogadałem właśnie z Beretem. Wrócił z Holandii, z oględzin łodzi. Nie jest źle, ale jednak trochę remontu i przebudowy trzeba będzie zrobić. Przedyskutowaliśmy opcje i doszliśmy do wniosku, że najlepiej będzie kanałami przez Niemcy dopłynąć do Szczecina i tam zrobić cały remont. Beret ma przyczepę, tam moglibyśmy mieszkać, blisko łodzi i wspólnie doprowadzilibyśmy ją do stanu używalnosci.
Cieszę się bardzo. Nawet to rzyganie na początku jakoś mnie nie rusza (choć na pewno będę miał jeszcze dosyć). Dostaniemy w kość na pewno już na początku, bo remont łodzi w lutym, w Polsce, to będzie doświadczenie, ale takie niewygody w służbie wolności to sama radość;)
Pogadałem też Petią. Dziś była na plaży, wysłała mi zdjęcia. Zazdroszczę. W Londynie wieje, leje, szaroburo i smętnie. Nastrój mi się udziela, ale po rozmowie z Beretem duch się trochę podniósł.
Ostatniej nocy śniło mi się Camino de Santiago. Trochę mnie to przybiło z rana, ale nauczyłem się podnosić i iść, bo innego wyjścia nie ma, a zresztą uczucia, wspomnienia, doły, są jak powoli przesuwająca się chmura. Co jakiś czas wychodzi słońce, później chmura wraca i znów odpływa. Taka jest natura świadomości. Widzę, że ostatnimi laty wzrosła moja wytrzymałość.
Powyżej zdjęcie naszej łajby. Jeszcze nie zdecydowaliśmy o imieniu, ale Beret skłania się ku "Zofii". Zosia... Mi pasuje:)
Sunday, 15 November 2015
Samsara Lovers
No i weekend przeleciał błyskawicznie. Prawie całe dwa dni spędziłem w łóżku, oglądając Heroes. W piątek zaszaleliśmy trochę z Michellem i Clem. Zjedliśmy wspólną kolację, zrobiliśmy jam session, a później namówiłem wszystkich, żeby pójść potańczyć. Zeszło nam gdzieś tak do drugiej w Tigerze. Klem ukradli kurtkę. Ale zabawę mieliśmy dobrą.
W sobotę, jak można było przewidzieć, nie czułem się najlepiej. Obejrzałem chyba z dziesięć odcinków Heroes, ugotowałem cieńką zupę. Dziś było lepiej. Też serial, ale wieczorem otrząsnąłem się. Poćwiczyłem na rowerze przy muzyce, relaksując się i czekając na artystyczną inspirację.
Pojawił mi się ten obraz: tańcząca para dekadenckich kościotrupów, a nad nimi ich dusze, tańczące lekko, radośnie, nieformalnie. Nie byłem pewny, jak to ogarnąć, ale udało się, jestem zadowolony z efektu. Nazwałem ten kawałek "Samsara Lovers". Samsara oznacza cykl narodzin i śmierci. A "Lovers", bo wierzę, że jesteśmy czymś więcej, ponad ciałem, czasem i przestrzenią. Miłość jest prawdziwa. A reszta to wiatr, zamieszanie, tale told by an idiot, full of sound and fury, signifying nothing.
Ale mi się nie chce iść do roboty jutro!
Friday, 13 November 2015
Piątkowe ekstazy
Uff, weekend wreszcie:) Tydzień w pracy był dosyć ciężki, polityki, donosicielstwo, jakaś kosmiczna, surrealistyczna bzdura. Ale czuję, że dwutygodniowy dół się skończył. Dzięki Bogu.
Właśnie rozmawiałem z Petią na skypie. Dziś wylądowały z Martą w Bankoku. Pokazała mi hotel i ryneczek obok. Pierwsza w nocy u nich, a życie kwitnie. Uśmiecham się do siebie, widząc jej podekscytowanie i radość z podróży. Trzydziestoletnia dziewczynka:) Już za nią tęsknię. Cieszę się na naszą podróż w święta do Polski, pokażę jej polskie góry, moją cudną rodzinę, prawdziwe święta (bo u mnie w domu święta są najlepsze). A później Wyprawa, Rejs, Wolność.
Właśnie zagadała do mnie Sibila na fejsie. Szefowa sprzed lat z Birmingham. Chorwatka, kochana kobieta. Na koniec powiedziała: jeśli gdzieś w drodze będziesz już spłukany, to nie będzie grzech napisać do mnie, zawsze coś będę mogła wysłać, żebyś nie była skazany na łowienie ryb.
Właśnie rozmawiałem z Petią na skypie. Dziś wylądowały z Martą w Bankoku. Pokazała mi hotel i ryneczek obok. Pierwsza w nocy u nich, a życie kwitnie. Uśmiecham się do siebie, widząc jej podekscytowanie i radość z podróży. Trzydziestoletnia dziewczynka:) Już za nią tęsknię. Cieszę się na naszą podróż w święta do Polski, pokażę jej polskie góry, moją cudną rodzinę, prawdziwe święta (bo u mnie w domu święta są najlepsze). A później Wyprawa, Rejs, Wolność.
Właśnie zagadała do mnie Sibila na fejsie. Szefowa sprzed lat z Birmingham. Chorwatka, kochana kobieta. Na koniec powiedziała: jeśli gdzieś w drodze będziesz już spłukany, to nie będzie grzech napisać do mnie, zawsze coś będę mogła wysłać, żebyś nie była skazany na łowienie ryb.
Sunday, 8 November 2015
Kryszna, sny i oceany
Dzień spędziłem z Kryszną. Słuchałem bhajanów, rysowałem, później słuchałem Red Hots Chili Peppers, z albumu By the Way, mój ulubiony, też związany z czasami bhaktowskimi, z farmy w Hiszpanii. Kupiłem na ulicy w Madrycie, pirat od Nigeryjczyków z prześcieradłami, w które zwijali płyty, kiedy musieli uciekać przed policją. Szkoda mi ich było.
Serce boli, myślę, że następny tydzień będzie tak ciężki, jak poprzedni, no ale nie narzekam. Wszystko, co się dzieje, to życie.
W domu mieliśmy wspólną kolację. Ugotowałem pyzy ze smażoną cebulką, kiełbasą sojową i sałatką z czerwonej kapusty.
Jutro praca, a za pięć tygodni święta w domu, na wsi.
Ogromny szmat czasu do lutego. Chciałbym już wypłynąć i zostawić wszystko za sobą. Odliczam. Może ta cała woda, rzeki, morza, oceany, spłukają ze mnie zmęczenie, sny i wspomnienia.
Thursday, 5 November 2015
O czytaniu i inne
Efekt domina wygląda tak: miałem ochotę na dobrą fantastykę. Ściągnąłem z Chomika "Czas zmierzchu" Dmitra Glukhovskiego (ponieważ, jak wszyscy wiedzą, Rosjanie to najlepsi pisarze). Książka wciągnęła mnie po uszy. Ale po pierwszym rozdziale okazało się, że to tylko jednorozdziałowy sample. Było już za późno na wahanie. Sprawdziłem jeszcze dokładnie w sieci, czy jest kompletne wydanie pirackie. Nie było, więc kupiłem legalnego ebooka.
Książka mówi o prekolumbijskiej Ameryce. Temat przedstawiony tak ciekawie, że przypomniałem sobie o książce, na którą miałem wielką chęć kilka lat temu: "1491. Ameryka przed Kolumbem" Charls'a C. Mann'a. Po sprawdzeniu okazało się, że pirackiego ani innego ebooka nie ma, więc wszedłem na stronę jakiejś polskiej księgarni w UK. Tam okazało się, że książka ma drugi tom: "1493. Świat po Kolumbie". Nie mogłem się już wycofać, zakupiłem obydwie.
Miałem przez chwilę wyrzuty sumienia, bo cienko z kasą, budżet to 40 funtów na tydzień, ale później pomyślałem, ile wydałem od weekendu na wino i piwo, i wyrzuty sumienia mi przeszły:)
***
1. Postanowiłem pisać więcej w moim papierowym dzienniku. Przyzwyczajam się. Kiedy ruszę w rejs, chciałbym, żeby to był mój codzienny kompan.
2. Ogromny smutek od weekendu. Tęsknota, uczucie utraconej miłości, niewinności, stara bajka, poznajecie ją już długo, nie będę więc rozwijał.
3. Odkąd zdecydowałem się odejść z pracy, chodzenie tam stało się nieopisaną męką. Aż się boję swojej mrukliwości i drażliwości. A najgorsze są zebrania departamentów. Raz, że nie mogę patrzeć na niektórych (ostatnio ktoś mnie zakablował do menagerki, że używałem komórki w godzinach pracy), a dwa, to męczę się próbami pokazania, że mnie to interesuje. Biurokracyjne pierdoły. Na przykład weszła teraz nowa ustawa pomagająca w zapobieganiu terroryzmowi i każda szkoła musi wprowadzić ten temat do programu nauczania. Ja cie pier... Połowa z naszych dzieciaków nie umie się podetrzeć, 70% nie umie nawet mówić. I teraz ustawowo mamy pilnować, żeby się nie zradykalizowały. Debilny świat. Jeśli jednak chodzi o same dzieciaki, to próbuję dawać z siebie wszystko, jak wcześniej. Bidulki nie są przecież winne, że mam doła i że świat jest jebnięty.
4. W weekend ma przyjść Petia. Ciężko, bo mam okres tzw. "jaskiniowy", męczy mnie każde towarzystwo. Nie mogę jednak się wykręcić, bo w środe wyjeżdża do Tajlandii na dwa tygodnie z Martą. Nie wiem, czy będę jeszcze kiedyś w stanie mieszkać z kobietą. Póki co, nie wygląda to najlepiej. Trzy, cztery dni mogę wytrwać, później jednak jedyne, o czym marzę, to żeby zostawiono mnie samego. Kiedyś tak nie miałem.
5. Źle mi dziś, ale przy książce jest lepiej, relaksuję się, więc spadam. Pa.
Książka mówi o prekolumbijskiej Ameryce. Temat przedstawiony tak ciekawie, że przypomniałem sobie o książce, na którą miałem wielką chęć kilka lat temu: "1491. Ameryka przed Kolumbem" Charls'a C. Mann'a. Po sprawdzeniu okazało się, że pirackiego ani innego ebooka nie ma, więc wszedłem na stronę jakiejś polskiej księgarni w UK. Tam okazało się, że książka ma drugi tom: "1493. Świat po Kolumbie". Nie mogłem się już wycofać, zakupiłem obydwie.
Miałem przez chwilę wyrzuty sumienia, bo cienko z kasą, budżet to 40 funtów na tydzień, ale później pomyślałem, ile wydałem od weekendu na wino i piwo, i wyrzuty sumienia mi przeszły:)
***
1. Postanowiłem pisać więcej w moim papierowym dzienniku. Przyzwyczajam się. Kiedy ruszę w rejs, chciałbym, żeby to był mój codzienny kompan.
2. Ogromny smutek od weekendu. Tęsknota, uczucie utraconej miłości, niewinności, stara bajka, poznajecie ją już długo, nie będę więc rozwijał.
3. Odkąd zdecydowałem się odejść z pracy, chodzenie tam stało się nieopisaną męką. Aż się boję swojej mrukliwości i drażliwości. A najgorsze są zebrania departamentów. Raz, że nie mogę patrzeć na niektórych (ostatnio ktoś mnie zakablował do menagerki, że używałem komórki w godzinach pracy), a dwa, to męczę się próbami pokazania, że mnie to interesuje. Biurokracyjne pierdoły. Na przykład weszła teraz nowa ustawa pomagająca w zapobieganiu terroryzmowi i każda szkoła musi wprowadzić ten temat do programu nauczania. Ja cie pier... Połowa z naszych dzieciaków nie umie się podetrzeć, 70% nie umie nawet mówić. I teraz ustawowo mamy pilnować, żeby się nie zradykalizowały. Debilny świat. Jeśli jednak chodzi o same dzieciaki, to próbuję dawać z siebie wszystko, jak wcześniej. Bidulki nie są przecież winne, że mam doła i że świat jest jebnięty.
4. W weekend ma przyjść Petia. Ciężko, bo mam okres tzw. "jaskiniowy", męczy mnie każde towarzystwo. Nie mogę jednak się wykręcić, bo w środe wyjeżdża do Tajlandii na dwa tygodnie z Martą. Nie wiem, czy będę jeszcze kiedyś w stanie mieszkać z kobietą. Póki co, nie wygląda to najlepiej. Trzy, cztery dni mogę wytrwać, później jednak jedyne, o czym marzę, to żeby zostawiono mnie samego. Kiedyś tak nie miałem.
5. Źle mi dziś, ale przy książce jest lepiej, relaksuję się, więc spadam. Pa.
Monday, 2 November 2015
Czy baranek zjadł różę?
Tu kryje się wielka tajemnica. Dla was, którzy tak jak ja kochacie Małego Księcia, nie ma na świecie poważniejszego zagadnienia niż to, czy gdzieś - nie wiadomo gdzie - baranek, którego nie znacie, zjadł różę czy nie... Popatrzcie w niebo. Zapytajcie: " Czy baranek zjadł różę? Tak czy nie?". I zobaczycie jak cały świat zmieni się dla was. A żaden dorosły nie zrozumie nigdy, jak wielkie to ma znaczenie!
Mały książę - Antoine de Saint-Exupéry
Rozbitek
Pierwszy dzień w pracy po urlopie. M. prawie odgryzła mi kciuka. Przez jakieś 15 sekund zaciskała na nim zęby z całej siły i nic nie mogłem zrobić. Na szczęście trafiła na paznokieć, tak że skończyło się tylko na siniaku i niewielkim krwiaku. Będzie bolało parę dni, nie pogram na charango.
Później zebranie departamentów, standartowa nuda, wazeliniarstwo, nieważne dyskusje. Jakoś dotrwałem do końca. Po pracy wyskoczyłem do supermarketu, kupiłem sobie pure ziemniaczane, kotlety sojowe, ogórki kiszone i zgrzewkę piwa.
W domu posprzątałem kible, wziąłem prysznic, zjadłem. Petia chciała pogadać, ale napisałem jej, że jestem zmęczony, zamykam się w jaskini, nie ma mnie dla nikogo.
Tak, że posłuchajcie Antoniny Krzysztoń i spadajcie (ale wróćcie).
Sunday, 1 November 2015
Il de Fons

Wiem, że jest gdzieś taki cmentarz. Może w niebie
lub przy porcie, gdzie się kończą zbłąkania.
O mym sercu tam jest napis, kochana:
"Ono biło tylko dla ciebie"...
Szło za tobą w słońcu, w rozpaczy,
przy każdej czekało cię bramie -
tak było zawsze. A kto myśli inaczej,
kłamie, pamiętaj, kłamie.
K.I. Gałczyński
Thursday, 29 October 2015
Bajka o nostalgii - Księżycowy terrorysta
Bajka o nostalgii
Na dachu leży złodziej, patrzy w gwiazdy i drży,
Piętro niżej siedzę przy oknie, w ręku papieros się tli,
A w dole na ulicy bezdomny pijak śni,
Mgły się snują, pary całują, mam nostalgię we krwi.
Opowiedz mi, co lubisz i czego się boisz.
Opowiedz mi, co podziwiasz i z czego kpisz.
Opowiedz mi, w co wierzysz i w co wątpisz (czy to samo to jest).
Opowiedz mi, czy kochałaś i o czym zapomniałaś.
Kocham cię, kocham cię, otwórz się,
Jestem jaskółką, twą przyjaciółką.
Kocham cię, przytulić mam cię chęć.
Jestem strumykiem, w ciemności płomykiem.
Kocham cię, tylko ciebie chcę.
Jestem piosenką, nucę cichuteńko.
Kocham cię, kocham cię, kocham cię,
Nucę cichuteńko.
Opowiedz mi, jak umarłaś i czy poszłaś do nieba
Opowiedz mi, czy ktoś o ciebie dbał, gdy była potrzeba
Opowiedz mi, czy zawsze miałaś dosyć chleba
Opowiedz mi, czy kochałaś i o czym zapomniałaś.
Tuesday, 27 October 2015
Ahoj, kapitanie!
Życie mnie zaskoczyło.
No więc sobota, siedzę w domu, cieszę się z urlopu, ale bardzo się nie cieszę, że muszę wrócić za tydzień do pracy. Atmosfera w collegu po zmianie kierownictwa stała się dla mnie nieznośna.
No i na fejsie odzywa się facet, którego poznałem na Rainbow. Fajny człowiek, artysta, filozof, wolnościowiec. Gadamy przez chwilę, aż nagle mówi:
- Wiesz, kupiłem jacht i w lutym ruszam w rejs po świecie. Chcesz się dołączyć?
Serce zabiło mi jak młot.
- Rejs? Ja? Poważnie? Gdzie?
- Jak najbardziej poważnie. Ruszamy końcem lutego. Pierwszy etap: z Holandii, przez Belgię, Francję do Marsylii kanałami i rzekami. Etap drugi: z Marsylii Morzem Środziemnym do Grecji i włóczymy się po greckich wysepkach. Etap trzeci: na jesień przez Atlantyk do Argentyny. Wchodzisz w to?
No i wszedłem.
Zostaję w Londynie do połowy lutego, a później z Petią zaciągamy się na łajbę. Pierwszy raz od dawna oddycham pełną piersią.
Subscribe to:
Posts (Atom)





