Ale pod warstwą cywilizacji czai się, jak w każdym z nas, atawistyczny zwierz.
Dziś w Sheperd's Bush, w drodze z pracy, przechodziłem na światłach przez ulicę. Gęste, popołudniowe korki, samochody próbują wywalczyć kilka metrów, przeciskając się w ostatniej chwili na żółtym, wszyscy spieszą sę do koloacji, prysznica, piwa i wieczornego serialu.
Jeden kierowca nie zdążył i utknął na przejściu dla pieszych. Zamiast siedzieć cicho i pokornie unikać potępiającego wzroku przechodniów, nieszczęśnik zatrąbił.
Rozpętało się piekło. Twarze zmęczonych po dniu pracy ludzi wykrzywiła niczym nieskażona nienawiść. Tłum zatrzymał się i zaczął okłądać pięściami i parasolami maskę samochodu. Podobnej sceny nie powstydziłaby się Kalkuta. Starszy pan w garniturze i z teczką, zaczął wściekle kopać boczne drzwiczki, dwie nastoletnie dziewczyny wskoczyły na maskę i wyszczerzyły wilcze zęby, korpulentna pani z siatkami zakupów rozbiła lewe światło puszką zielonego groszku.
Po dziesięciu sekundach było po wszystkim. Tłum ucichnął i spokojnie ruszył dalej.
Prawie Keret :-)
ReplyDelete