Saturday, 3 October 2020

Bieszczadzki przerywnik


 











Ale dawno mnie tutaj nie było. Już wieczór, choć wczesny. Leżę w samochodzie. Bieszczady, a dokładnie kemping Bieszczadzka Legenda w Wetlinie. Wszedłem dziś na Smerek. Dostałem w kość, na szczycie wiatr przewrócił mnie dwa razy, dzięki Bogu, że wziąłem puchówkę. Schodząc już ze szczytu, naładowany endorfinami, uśmiechałem się do ludzi i pozdrawiałem każdego, choć tłumy. W knajpie na moim kempingu napiłem się piwa i zjadłem wege obiadek: falafele z frytkami i surówką. Próbowałem się zbratać z lokalsami. Ciężko. Udało się zaprzyjaźnić z miejscowym żulem, choć raczej duży wpływ na to miało postawione mu piwo i porcja placków ziemniaczanych. Natomiast śmietanka lokalnych rastamanów i rastagirls była trochę nieprzyjemna. Zapytałem skąd są, co robią. Popatrzyli drwiąco, "dlaczego pytasz o takie przyziemne rzeczy?" OK. O co mam więc was spytać? Miałem dużo głębokich pytań, ale już zniknęli. Na FB zagadałem z przyjacielem. Zaśmiał się. "Bo rasta są jak lustrzane odbicie prawaków". Odpowiedziałem uśmiecham, choć było mi smutno. Poczytałem Kinga, drugi tom Pana Mercedesa. Kiedy zaczęło się sciemniać, poszedłem do kochanej Xsary, włączyłem na Spotify amerykański, spokojny folk i pomyślałem, że napiszę kilka  słów. Kim jestem? Dziś w dzienniku napisałem, że jestem już dorosłym mężczyzną, czas być samodzielnym. A teraz czuję się jak mały chłopiec. Więc kim jestem? Obydwoma? Sam nie wiem. Jestem zmęczony sztucznością, pozami, maskami. Ludzie zbyt bardzo próbują, zamiast być sobą. Luz. Wolę cię, jako głupolka, który gdzieś tam się zgubił, albo puścił bąka, niż dumnego, kolejnego mędrca. Za dużo już mędrców dookoła. 

Jutro czeka mnie długa droga, z 6 godzin za kierownicą. Najpierw z rana pojadę ze Stasiem (sympatycznym żulem z dzisiaj) obejrzeć działkę, która podobno jest na sprzedaż. Nie wiem, czy rano będzie pamiętał, że dzisiaj się umówiliśmy. A później pojadę do domu. Kiedy dojadę, zapalę w kominku, naleję sobie wina, wezmę prysznic i przez chwilę będę patrzył dookoła, może coś do siebie powiem (często rozmawiam ze sobą), pewnie coś miłego, np. "hej Marcyś, witaj w domku", a później będę leżał w łóżku do 3 w nocy i oglądał głupie filmiki na FB, może puszczę sobie erotyczny film. A następnego dnia namaluję obraz, albo nagram piosenkę. Nie ma w tym chwały i dumy, wiem. Ale po co nam więcej chwały? 


No comments:

Post a Comment