Saturday, 13 March 2010

O Bogu, duszy i wieczności 2 - Bolesław Prus



Kolejny świetny fragment dyskusji o naturze świadomości. Czy myślenie i czucie są funkcjami mózgu, czy też mózg jest tylko narzędziem duszy? O nieśmiertelności energii i materii.

Jak doszło do tego, że kwestie ponadnaturalności świadomości i niematerialnej koncepcji świata stały sie już tylko domeną wyznań religijnych, a nie filozofów, naukowców i zwykłyh ludzi? Przecież argumenty racjonalistów nie są teraz wcale mocniejsze niż sto lat temu. Argumenty podane przez Brzeskiego, sprzeciwiające się idei duszy są o niebo lepsze niż te które do tej pory słyszałem od znanych mi ateistów. Skąd więc ten brak zainteresowania tak fundamentalnymi problemami, albo zostawienie tych kwestii w rękach kapłanów róznego wyznania?

O Bogu, duszy i wieczności 2

Bolesław Prus

Dusza, czy mózg

Dębicki położył kapelusz na imbryku i maśle, w kącie postawił laskę, która upadła, a sam usiadł na fotelu i założywszy ręce, bez wstępu zapytał Zdzisława:

- Dlaczego nie wierzysz pan w istnienie duszy, różnej i odrębnej od ciała?

- Bo jej nigdy nikt nie widział - odparł Brzeski.

- A dlaczego - mówił Dębicki - wierzysz pan, że zjawisko zwane światłem polega na czterystu do ośmiuset trylionów drgań na sekundę? Kto widział te drgania?

- Wiadomość o drganiach wynika z rachunku opartego na fakcie, że dwa promienie światła uderzając o siebie mogą się przygasić.

- A czy to, że ja, pan i wszyscy ludzie myślą i czują, nie jest faktem co najmniej równie dobrym jak wzajemne przygaszanie się promieni światła?

- Ale fakt myślenia wcale nie dowodzi, że dusza jest czymś odrębnym od ciała. Wszakże ona może być i jest na pewno ruchem cząstek mózgu. Bez mózgu nie ma myśli.



- A o tym skąd pan wie?... Do czasów Gilberta sądzono, że elektryczność istnieje tylko w bursztynie, dziś wiemy, że może istnieć w całym wszechświecie. Zwyczajni ludzie sądzą, że w tym miejscu, gdzie marznie woda, a jeszcze bardziej - merkuriusz, nie ma ciepła; fizycy zaś są pewni, że jeszcze o dwieście pięćdziesiąt i dwieście sześćdziesiąt stopni poniżej zamarzania wody jest ciepło. Stąd wniosek, że aczkolwiek duszę dzisiaj upatrujemy tylko w mózgu, nasi następcy mogą dojrzeć ją w roślinie, w kamieniu, nawet w tym, co nazywa się barometryczną próżnią.

- No - rzekł Zdzisław - to są dopiero przypuszczenia. Tymczasem fakt, że myśl jest funkcją mózgu.

- O... właśnie! Może pan zechce dowieść tego? - wtrącił Dębicki.

- Dowody pan zna - odparł Brzeski - więc wyliczę tylko ich nagłówki. Widzimy w świecie zwierzęcym, że większemu rozwojowi mózgu odpowiada większy rozwój umysłowości. Ze świata zaś ludzkiego wiemy, że nadmierny albo skąpy napływ krwi do mózgu osłabia lub unicestwia samo myślenie. Że alkohol, kawa, herbata, podniecając krążenie krwi, podniecają proces myślenia. Że gdy mózg więdnie na starość, słabną zarazem zdolności umysłowe... Decydującymi są doświadczenia Flourensa, który niszczył świadomość w gołębiach wycinając im warstwy mózgu; lecz gdy mózg odrastał, gołąb odzyskiwał świadomość... Zresztą - co mam więcej mówić?... Zna pan drugi tom Moleschotta pod tytułem: Krążenie życia. A ty, Madziu, możesz przeczytać bodaj osiemnasty list: O myśli.

- Teraz ja proszę pana - rzekł Dębicki - ażebyś nie posądził mnie o zarozumiałość. Otóż od bardzo dawna nie mogę wyjść z podziwu, że ludzie tej bystrości, co Moleschott albo Vogt, są tak naiwnymi w kwestii dowodów. Powiem krótko. Wszystkie doświadczenia robione nad mózgiem: badania produktów chemicznych, temperatury mózgu, jako prądów elektrycznych, wszystkie uszkodzenia mózgu, umyślne czy przypadkowe, dowiodły tylko jednej rzeczy, że mózg jest organem ducha. Człowiek z uszkodzonym mózgiem źle myśli czy nie może objawiać, że myśli; jak człowiek z uszkodzonym okiem źle widzi lub wcale nie widzi, a człowiek z uszkodzoną nogą - źle chodzi lub wcale nie chodzi. Tymczasem w naturze zjawisko ruchu bynajmniej nie jest związane z muskułami ani wrażliwość na światło - z okiem. Spadający kamień porusza się, choć nie ma muskułów ani nerwów; płytka fotograficzna i selen są wrażliwe na światło, choć nie posiadają nerwu optycznego... Jeżeli więc ruch mechaniczny może istnieć poza granicami muskułów, a wrażliwość na światło poza granicami oka, dlaczegoż by myśl, uczucie, świadomość nie miały istnieć poza obrębem mózgu? Bez mózgu nie ma myśli... bez bursztynu nie ma elektryczności! Pomyśl pan, czy to nie dzieciństwo...



- Pysznie!... - zawołał Brzeski. - Teraz zostaje profesorowi tylko pokazać nam duszę w kamieniu i barometrycznej próżni...

- Nie, panie. Nie pokażę ci ani duszy, ani tego łańcucha, którym zmierzano odległość ziemi bodajby od księżyca, ani czterystu trylionów drgań na sekundę... Są to bowiem fakta nie podpadające pod zmysły... Ale zrobię co innego: pokażę panu nowe zagadnienia dla myśli.

- Nie jest to wprawdzie to samo... - wtrącił Zdzisław.

- Znajdzie się i to samo. Tymczasem posłuchaj pan. Z górą przed stoma laty ktoś zapytywał Woltera: czy dusza ludzka może żyć po śmierci? Na to wielki satyryk odpowiedział: czy śpiew słowika zostaje po śmierci słowika?... Jest to dowcip kryjący w sobie wielką prawdę. Ale wie pan, co się stało w niecały wiek po tej genialnej odpowiedzi?... Przyszedł Hirn, Joule, Meyer i - dowiedli, że po śmierci słowika nie zostaje wprawdzie śpiew słowika, ale energia ukryta w tym śpiewie - zostaje i zostanie na całą wieczność. Innymi słowy, śpiew słowika, jako drganie powietrza działające na nasz słuch, znika; ale utajony w nim iloczyn z połowy kwadratu prędkości przez masę, czyli to, co stanowi duszę śpiewu, żyć będzie na wieki. W naturze nie ma potęgi, która mogłaby zniszczyć ten byt niewidzialny, a jednak rzeczywisty.

- No, to jeszcze nie jest nieśmiertelność duszy indywidualnej, czyjegoś ja... - przerwał Zdzisław.

- Zaczekaj pan!... To nie jest - to, ale zawsze - jest coś, a raczej dwa cosie: jakiś byt rzeczywisty, choć niewidzialny, i - jakaś wieczność, o której mówią nie baby pod kościołem, ale fizycy. Niech więc pan zapamięta, że są rzeczywistości nie podpadające pod zmysły i że jest nieśmiertelność dowiedziona w sposób naukowy...

- Ale nie dla mojej duszy...

- Przyjdzie i to; nie zaraz, ale przyjdzie. W tej chwili zwrócę uwagę pańską, że nieśmiertelność energii i materii, dowiedziona faktami i rachunkiem dopiero w naszych czasach, była przeczuwana od tysięcy lat. Przeczucia te wyraźnie formułowali greccy filozofowie, Spencer zaś mniema, że przeczucie niezniszczalności materii i energii narzuca się każdemu umysłowi w sposób konieczny. Nauka więc pod tym względem nie zrobiła nowego odkrycia, lecz tylko potwierdziła to, co ogół niejasno odczuwał. Otóż nie zaprzeczysz pan, że ludzkość w nierównie wyższym stopniu posiada przeczucie nieśmiertelności duszy. Nie widzi ona wyraźnie, ale spostrzega jakieś ogólne kontury tej prawdy; powszechność zaś przeczuć stanowi ważną wskazówkę...

- Są jednak ludzie nie mający tych przeczuć - wtrącił Brzeski.

- Są też ludzie niewrażliwi na światło, ślepi. Pociesz się pan jednak, że jak dla kompen¬saty istnieją ludzie obdarzeni wyjątkowo dobrym wzrokiem, którzy bez szkieł widzą księżyce Jowisza, tak również istnieją ludzie obdarowani wyjątkowo silnym zmysłem duchowym. Ci rozprawiają o duszy i o świecie nadzmysłowym jak my o Saskim placu, na który w tej chwili patrzę. Wstręt do nicości, wrodzony ludzkiej naturze, tym bardziej zastanawia, że nicość przedstawiamy sobie jako twardy sen. Otóż my z twardym snem jesteśmy oswojeni równie dobrze jak ze stanem czuwania. Więcej nawet - twardy sen jest bardzo przyjemnym zjawiskiem, a na odwrót: życie, czuwanie bywa niekiedy pełne cierpień. Mimo to myśl o wiecznym śnie przeraża nas, a myśl o wiecznym czuwaniu, choćby nawet nie wolnym od przykrości, napełnia nas pociechą. Nicość jest wstrętna ludzkiej naturze, pociąg do życia wiecznego prawie powszechny. Jeżeli więc istnieje szkoła filozoficzna, która wierzy i głosi nicość, to - powinna mieć jakieś potężne dowody. Nie ci bowiem dowodzą, którzy podzielają wiarę powszechną, a raczej instynkt powszechny w pewnym kierunku, ale ci, którzy wskazują - nowy kierunek. Otóż, jak się pan przekona, system dowodów materialistycznych nie tylko nie ma wartości naukowej, ale opiera się na tak rażących niedorzecznościach, że zdumiewają.

- Już zaczynam się zdumiewać - wtrącił Brzeski - ale... tym, co pan powiedział.

c.d.n.

(z "Emancypantek")


1 comment:

  1. Bolesław Prus to mój ulubiony polski twórca:) Mnie się wydaje, że to nie tylko ludzka ignorancja wpływa na zanikanie tak problematycznych rozważań, ale także fakt, że trudno jest się poruszać w tych abstrakcyjnych sferach.

    ReplyDelete