Uff, weekend wreszcie:) Tydzień w pracy był dosyć ciężki, polityki, donosicielstwo, jakaś kosmiczna, surrealistyczna bzdura. Ale czuję, że dwutygodniowy dół się skończył. Dzięki Bogu.
Właśnie rozmawiałem z Petią na skypie. Dziś wylądowały z Martą w Bankoku. Pokazała mi hotel i ryneczek obok. Pierwsza w nocy u nich, a życie kwitnie. Uśmiecham się do siebie, widząc jej podekscytowanie i radość z podróży. Trzydziestoletnia dziewczynka:) Już za nią tęsknię. Cieszę się na naszą podróż w święta do Polski, pokażę jej polskie góry, moją cudną rodzinę, prawdziwe święta (bo u mnie w domu święta są najlepsze). A później Wyprawa, Rejs, Wolność.
Właśnie zagadała do mnie Sibila na fejsie. Szefowa sprzed lat z Birmingham. Chorwatka, kochana kobieta. Na koniec powiedziała: jeśli gdzieś w drodze będziesz już spłukany, to nie będzie grzech napisać do mnie, zawsze coś będę mogła wysłać, żebyś nie była skazany na łowienie ryb.
Friday, 13 November 2015
Sunday, 8 November 2015
Kryszna, sny i oceany
Dzień spędziłem z Kryszną. Słuchałem bhajanów, rysowałem, później słuchałem Red Hots Chili Peppers, z albumu By the Way, mój ulubiony, też związany z czasami bhaktowskimi, z farmy w Hiszpanii. Kupiłem na ulicy w Madrycie, pirat od Nigeryjczyków z prześcieradłami, w które zwijali płyty, kiedy musieli uciekać przed policją. Szkoda mi ich było.
Serce boli, myślę, że następny tydzień będzie tak ciężki, jak poprzedni, no ale nie narzekam. Wszystko, co się dzieje, to życie.
W domu mieliśmy wspólną kolację. Ugotowałem pyzy ze smażoną cebulką, kiełbasą sojową i sałatką z czerwonej kapusty.
Jutro praca, a za pięć tygodni święta w domu, na wsi.
Ogromny szmat czasu do lutego. Chciałbym już wypłynąć i zostawić wszystko za sobą. Odliczam. Może ta cała woda, rzeki, morza, oceany, spłukają ze mnie zmęczenie, sny i wspomnienia.
Thursday, 5 November 2015
O czytaniu i inne
Efekt domina wygląda tak: miałem ochotę na dobrą fantastykę. Ściągnąłem z Chomika "Czas zmierzchu" Dmitra Glukhovskiego (ponieważ, jak wszyscy wiedzą, Rosjanie to najlepsi pisarze). Książka wciągnęła mnie po uszy. Ale po pierwszym rozdziale okazało się, że to tylko jednorozdziałowy sample. Było już za późno na wahanie. Sprawdziłem jeszcze dokładnie w sieci, czy jest kompletne wydanie pirackie. Nie było, więc kupiłem legalnego ebooka.
Książka mówi o prekolumbijskiej Ameryce. Temat przedstawiony tak ciekawie, że przypomniałem sobie o książce, na którą miałem wielką chęć kilka lat temu: "1491. Ameryka przed Kolumbem" Charls'a C. Mann'a. Po sprawdzeniu okazało się, że pirackiego ani innego ebooka nie ma, więc wszedłem na stronę jakiejś polskiej księgarni w UK. Tam okazało się, że książka ma drugi tom: "1493. Świat po Kolumbie". Nie mogłem się już wycofać, zakupiłem obydwie.
Miałem przez chwilę wyrzuty sumienia, bo cienko z kasą, budżet to 40 funtów na tydzień, ale później pomyślałem, ile wydałem od weekendu na wino i piwo, i wyrzuty sumienia mi przeszły:)
***
1. Postanowiłem pisać więcej w moim papierowym dzienniku. Przyzwyczajam się. Kiedy ruszę w rejs, chciałbym, żeby to był mój codzienny kompan.
2. Ogromny smutek od weekendu. Tęsknota, uczucie utraconej miłości, niewinności, stara bajka, poznajecie ją już długo, nie będę więc rozwijał.
3. Odkąd zdecydowałem się odejść z pracy, chodzenie tam stało się nieopisaną męką. Aż się boję swojej mrukliwości i drażliwości. A najgorsze są zebrania departamentów. Raz, że nie mogę patrzeć na niektórych (ostatnio ktoś mnie zakablował do menagerki, że używałem komórki w godzinach pracy), a dwa, to męczę się próbami pokazania, że mnie to interesuje. Biurokracyjne pierdoły. Na przykład weszła teraz nowa ustawa pomagająca w zapobieganiu terroryzmowi i każda szkoła musi wprowadzić ten temat do programu nauczania. Ja cie pier... Połowa z naszych dzieciaków nie umie się podetrzeć, 70% nie umie nawet mówić. I teraz ustawowo mamy pilnować, żeby się nie zradykalizowały. Debilny świat. Jeśli jednak chodzi o same dzieciaki, to próbuję dawać z siebie wszystko, jak wcześniej. Bidulki nie są przecież winne, że mam doła i że świat jest jebnięty.
4. W weekend ma przyjść Petia. Ciężko, bo mam okres tzw. "jaskiniowy", męczy mnie każde towarzystwo. Nie mogę jednak się wykręcić, bo w środe wyjeżdża do Tajlandii na dwa tygodnie z Martą. Nie wiem, czy będę jeszcze kiedyś w stanie mieszkać z kobietą. Póki co, nie wygląda to najlepiej. Trzy, cztery dni mogę wytrwać, później jednak jedyne, o czym marzę, to żeby zostawiono mnie samego. Kiedyś tak nie miałem.
5. Źle mi dziś, ale przy książce jest lepiej, relaksuję się, więc spadam. Pa.
Książka mówi o prekolumbijskiej Ameryce. Temat przedstawiony tak ciekawie, że przypomniałem sobie o książce, na którą miałem wielką chęć kilka lat temu: "1491. Ameryka przed Kolumbem" Charls'a C. Mann'a. Po sprawdzeniu okazało się, że pirackiego ani innego ebooka nie ma, więc wszedłem na stronę jakiejś polskiej księgarni w UK. Tam okazało się, że książka ma drugi tom: "1493. Świat po Kolumbie". Nie mogłem się już wycofać, zakupiłem obydwie.
Miałem przez chwilę wyrzuty sumienia, bo cienko z kasą, budżet to 40 funtów na tydzień, ale później pomyślałem, ile wydałem od weekendu na wino i piwo, i wyrzuty sumienia mi przeszły:)
***
1. Postanowiłem pisać więcej w moim papierowym dzienniku. Przyzwyczajam się. Kiedy ruszę w rejs, chciałbym, żeby to był mój codzienny kompan.
2. Ogromny smutek od weekendu. Tęsknota, uczucie utraconej miłości, niewinności, stara bajka, poznajecie ją już długo, nie będę więc rozwijał.
3. Odkąd zdecydowałem się odejść z pracy, chodzenie tam stało się nieopisaną męką. Aż się boję swojej mrukliwości i drażliwości. A najgorsze są zebrania departamentów. Raz, że nie mogę patrzeć na niektórych (ostatnio ktoś mnie zakablował do menagerki, że używałem komórki w godzinach pracy), a dwa, to męczę się próbami pokazania, że mnie to interesuje. Biurokracyjne pierdoły. Na przykład weszła teraz nowa ustawa pomagająca w zapobieganiu terroryzmowi i każda szkoła musi wprowadzić ten temat do programu nauczania. Ja cie pier... Połowa z naszych dzieciaków nie umie się podetrzeć, 70% nie umie nawet mówić. I teraz ustawowo mamy pilnować, żeby się nie zradykalizowały. Debilny świat. Jeśli jednak chodzi o same dzieciaki, to próbuję dawać z siebie wszystko, jak wcześniej. Bidulki nie są przecież winne, że mam doła i że świat jest jebnięty.
4. W weekend ma przyjść Petia. Ciężko, bo mam okres tzw. "jaskiniowy", męczy mnie każde towarzystwo. Nie mogę jednak się wykręcić, bo w środe wyjeżdża do Tajlandii na dwa tygodnie z Martą. Nie wiem, czy będę jeszcze kiedyś w stanie mieszkać z kobietą. Póki co, nie wygląda to najlepiej. Trzy, cztery dni mogę wytrwać, później jednak jedyne, o czym marzę, to żeby zostawiono mnie samego. Kiedyś tak nie miałem.
5. Źle mi dziś, ale przy książce jest lepiej, relaksuję się, więc spadam. Pa.
Monday, 2 November 2015
Czy baranek zjadł różę?
Tu kryje się wielka tajemnica. Dla was, którzy tak jak ja kochacie Małego Księcia, nie ma na świecie poważniejszego zagadnienia niż to, czy gdzieś - nie wiadomo gdzie - baranek, którego nie znacie, zjadł różę czy nie... Popatrzcie w niebo. Zapytajcie: " Czy baranek zjadł różę? Tak czy nie?". I zobaczycie jak cały świat zmieni się dla was. A żaden dorosły nie zrozumie nigdy, jak wielkie to ma znaczenie!
Mały książę - Antoine de Saint-Exupéry
Rozbitek
Pierwszy dzień w pracy po urlopie. M. prawie odgryzła mi kciuka. Przez jakieś 15 sekund zaciskała na nim zęby z całej siły i nic nie mogłem zrobić. Na szczęście trafiła na paznokieć, tak że skończyło się tylko na siniaku i niewielkim krwiaku. Będzie bolało parę dni, nie pogram na charango.
Później zebranie departamentów, standartowa nuda, wazeliniarstwo, nieważne dyskusje. Jakoś dotrwałem do końca. Po pracy wyskoczyłem do supermarketu, kupiłem sobie pure ziemniaczane, kotlety sojowe, ogórki kiszone i zgrzewkę piwa.
W domu posprzątałem kible, wziąłem prysznic, zjadłem. Petia chciała pogadać, ale napisałem jej, że jestem zmęczony, zamykam się w jaskini, nie ma mnie dla nikogo.
Tak, że posłuchajcie Antoniny Krzysztoń i spadajcie (ale wróćcie).
Sunday, 1 November 2015
Il de Fons

Wiem, że jest gdzieś taki cmentarz. Może w niebie
lub przy porcie, gdzie się kończą zbłąkania.
O mym sercu tam jest napis, kochana:
"Ono biło tylko dla ciebie"...
Szło za tobą w słońcu, w rozpaczy,
przy każdej czekało cię bramie -
tak było zawsze. A kto myśli inaczej,
kłamie, pamiętaj, kłamie.
K.I. Gałczyński
Thursday, 29 October 2015
Bajka o nostalgii - Księżycowy terrorysta
Bajka o nostalgii
Na dachu leży złodziej, patrzy w gwiazdy i drży,
Piętro niżej siedzę przy oknie, w ręku papieros się tli,
A w dole na ulicy bezdomny pijak śni,
Mgły się snują, pary całują, mam nostalgię we krwi.
Opowiedz mi, co lubisz i czego się boisz.
Opowiedz mi, co podziwiasz i z czego kpisz.
Opowiedz mi, w co wierzysz i w co wątpisz (czy to samo to jest).
Opowiedz mi, czy kochałaś i o czym zapomniałaś.
Kocham cię, kocham cię, otwórz się,
Jestem jaskółką, twą przyjaciółką.
Kocham cię, przytulić mam cię chęć.
Jestem strumykiem, w ciemności płomykiem.
Kocham cię, tylko ciebie chcę.
Jestem piosenką, nucę cichuteńko.
Kocham cię, kocham cię, kocham cię,
Nucę cichuteńko.
Opowiedz mi, jak umarłaś i czy poszłaś do nieba
Opowiedz mi, czy ktoś o ciebie dbał, gdy była potrzeba
Opowiedz mi, czy zawsze miałaś dosyć chleba
Opowiedz mi, czy kochałaś i o czym zapomniałaś.
Tuesday, 27 October 2015
Ahoj, kapitanie!
Życie mnie zaskoczyło.
No więc sobota, siedzę w domu, cieszę się z urlopu, ale bardzo się nie cieszę, że muszę wrócić za tydzień do pracy. Atmosfera w collegu po zmianie kierownictwa stała się dla mnie nieznośna.
No i na fejsie odzywa się facet, którego poznałem na Rainbow. Fajny człowiek, artysta, filozof, wolnościowiec. Gadamy przez chwilę, aż nagle mówi:
- Wiesz, kupiłem jacht i w lutym ruszam w rejs po świecie. Chcesz się dołączyć?
Serce zabiło mi jak młot.
- Rejs? Ja? Poważnie? Gdzie?
- Jak najbardziej poważnie. Ruszamy końcem lutego. Pierwszy etap: z Holandii, przez Belgię, Francję do Marsylii kanałami i rzekami. Etap drugi: z Marsylii Morzem Środziemnym do Grecji i włóczymy się po greckich wysepkach. Etap trzeci: na jesień przez Atlantyk do Argentyny. Wchodzisz w to?
No i wszedłem.
Zostaję w Londynie do połowy lutego, a później z Petią zaciągamy się na łajbę. Pierwszy raz od dawna oddycham pełną piersią.
Saturday, 24 October 2015
Jesienne smuteczki
Jesienne smuteczki (jak to u smutasa bywa).
Petia kiedyś wspomniała, że nigdy jej nie rysuję, zrobiłem więc jej małą niespodziankę. Jutro spróbuję dokończyć tekst nowej piosenki, a wieczorem może wspólna kolacja ze wspólokatorami, Simon zaproponował.
Kolejna porcja szalonych snów. Dziś w nocy Tania była niebezpieczną przestępczynią. Razem z przyjacielem mieliśmy ją schwytać. Zrobiliśmy zasadzkę. Kiedy nas zobaczyła, kazaliśmy jej się nie ruszać i z wycelowanymi strzelbami zaczęliśmy się powoli zbliżać. Nagle wyciągnęła pistolet i zanim zdążyliśmy zareagować, strzeliła. Mój przyjaciel dostał kulę w głowę, ja prosto w serce. Na chwilę straciłem przytomność. Gdy doszedłem do siebie, Tani już nie było. Zacząłem poszukiwania na własną rękę, ale nie było łatwo. Bolało mnie serce, w którym utkwiła kula, nie mogłem też wziąć głębszego oddechu, bo plułem od tego krwią. Mieszanka podświadomych i świadomych ran, oraz urywków z "Heroes".
Słucham bhajanów (BB Govinda Swami), bazgrzę, piję piwo, za drzwiami ogrodowymi chlupocze deszcz.
Dobranoc.
Thursday, 22 October 2015
Jaskółki
Muszę zrobić sobie przerwę.
Piszę piosenkę. Myślę o niej już od tygodnia, śni mi się, z moich nieporadnych brzdękań w snach rodzi się porywające arcydzieło, które roztkliwia duszę, rodzi harmonię, wyciska łzy, pozwala nawiązać kontakt z innymi statkami kosmicznymi zagubionymi w mroźnym kosmosie, smutek i radość, miłość i samotność.
A na jawie męczę się z każdym słowem, nic nie łączy się w spójną całość, nieporadne to, żałosne. Nie wiem, czy bardziej mnie wkurzają częstochowskie rymy, czy koncepcyjna niespójność. A przecież tuż tuż, pod cienką warstwą rzeczywistości dokładnie wiem, co chcę powiedzieć. No to czemu tak jest? Nie chcę zginąć w trywialności i zwyczajności.
Jutro ostatni dzień w pracy przed urlopem. Męczy mnie każda godzina. Pomijając obiektywną wartość mojej pracy: pomoc ludziom, którzy tej pomocy potrzebują, to subiektywnie patrząc, czuję się, że tracę tam życie. Od dziewiątej do szesnastej sprzedają swój czas, a w środku chcę czegoś zupełnie innego. Chcę to z siebie zrzucić, być wolnym, tworzyć, podróżować, płynąć z nurtem życia, a nie tak, na pół gwizdka.
Plan jest, żeby dotrwać do lata, a później wziąć rok bezpłatnego urlopu i odetchnąć, zastanowić się, co dalej.
Śniło mi się dzisiaj, że spotkałem Obcych. Ich intelekt nieporównywalnie przewyższał ludzki. Przejęli ciało mojej bratanicy, Nadii (czym złamali mi serce) i zajęli się badaniem ludzkości. Chciałem ich pokonać, uratować małą dziewczynkę, ale moje wysiłki były dla nich, jak brzęczenie komara. I na koniec, w desperacji powiedziałem im: "Macie swój intelekt, potęgę, technikę, ale nie rozumiecie, że to wszystko jest niczym w porównaniu z miłością. To nie wiedza stworzyła wszechświat. To miłość. My ludzie potrafimy kochać, wy nie. To wy jesteście niczym, nie my. Choćbyście nas całkiem zniszczyli, to i tak my wygramy". Zatrzymali się. Obcy w ciele Nadii, dziecięcym głosem, martwą, choć teraz lekko zaciekawioną intonacją zapytał mnie, czym jest miłość. I odpowiedziałem, jak mogłem najlepiej. O tym, co rodzi się z miłości: oddanie, poświęcenie, radość, ból, siła, ciekawość, jedność. Mówiłem i mówiłem, jąkając się, wiedząc, że od moich słów zależy przyszłość ludzkości. I nagle odeszli. Mała Nadia, teraz wolna, rozejrzała się zdziwiona dookoła, podbiegła do mnie i przytuliła się. "Co się stało, wujku?" zapytała. Rozpłakałem się z ulgi i obudziłem się.
Po drodze z pracy spotkałem dwóch czarnych nastolatków. Patrzyli na mnie drwiąco, agresywnie. Przechodząc obok, jeden z nich potrącił mnie ramieniem. Zwlnili kroku, czekając, czy wdam się w burdę. Oczywiście się nie wdałem. Ale w środku poczułem złość i przez chwilę pomyślałem sobie, że z chęcią bym im skopał dupy, ale to tak porządnie, żeby polała się krew.
I tak to idzie, w górę i w dół, od piękna do brzydoty, od miłości do samotności, od natchnienia do trywialności. Jak te jaskółki w piosence, bez gniazda, bez domu, z miejsc, któreśmy opuścili, smoki z papieru, z mięsa i kości, jesteśmy tylko gośćmi, nie ma nikogo, kto czeka na nasz powrót.
A może?
PS. Adam, nie chce mi się typować. Wiesz, że jestem aspołeczny. Ale odpowiem dla ciebie:)
- Twoja ulubiona książka i dlaczego właśnie ta?
Mistrz i Małgorzata. Bo to najpiękniejsza miłość, z jaką się spotkałem. I najwolniejsza wolność. I najcudniejszy diabeł.
- Jakie jest Twoje najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa?
Mój pradziadek, dziadek i tata i całe multum wujków śmieją się, jedzą i zapijają wódką, a mama popycha moją huśtawkę zawieszoną na futrynie drzwi w kuchni.
- Kiedy ostatnio i z jakich powodów czułaś/eś się (choć przez chwilę) szczęśliwa/y?
Kiedy grałem z dziewczyną w chińczyka w pubie przy kuflu guinessa. Bo wszystko było zwykłe i miłe.
- Pierwsza rzecz, którą robisz po wstaniu z łóżka?
Sprawdzam fejsa na komórce:)
- Masz możliwość poznania trzech postaci historycznych – jakie to postaci i dlaczego właśnie one?
Kropotkin, bo miał piękny umysł i niesamowite przygody.
Che Guevara, bo nie wierzę, że był mordercą. Z całych sił próbował zmienić świat na lepsze i zginął w trakcie.
Neandertalczyka, który zakochał się w dziewczynie homo sapiens i założył z nią rodzinę. To musiała być niesamowita sprawa, prawie jakby pokochali się mieszkańcy dwóch planet.
Piszę piosenkę. Myślę o niej już od tygodnia, śni mi się, z moich nieporadnych brzdękań w snach rodzi się porywające arcydzieło, które roztkliwia duszę, rodzi harmonię, wyciska łzy, pozwala nawiązać kontakt z innymi statkami kosmicznymi zagubionymi w mroźnym kosmosie, smutek i radość, miłość i samotność.
A na jawie męczę się z każdym słowem, nic nie łączy się w spójną całość, nieporadne to, żałosne. Nie wiem, czy bardziej mnie wkurzają częstochowskie rymy, czy koncepcyjna niespójność. A przecież tuż tuż, pod cienką warstwą rzeczywistości dokładnie wiem, co chcę powiedzieć. No to czemu tak jest? Nie chcę zginąć w trywialności i zwyczajności.
Jutro ostatni dzień w pracy przed urlopem. Męczy mnie każda godzina. Pomijając obiektywną wartość mojej pracy: pomoc ludziom, którzy tej pomocy potrzebują, to subiektywnie patrząc, czuję się, że tracę tam życie. Od dziewiątej do szesnastej sprzedają swój czas, a w środku chcę czegoś zupełnie innego. Chcę to z siebie zrzucić, być wolnym, tworzyć, podróżować, płynąć z nurtem życia, a nie tak, na pół gwizdka.
Plan jest, żeby dotrwać do lata, a później wziąć rok bezpłatnego urlopu i odetchnąć, zastanowić się, co dalej.
Śniło mi się dzisiaj, że spotkałem Obcych. Ich intelekt nieporównywalnie przewyższał ludzki. Przejęli ciało mojej bratanicy, Nadii (czym złamali mi serce) i zajęli się badaniem ludzkości. Chciałem ich pokonać, uratować małą dziewczynkę, ale moje wysiłki były dla nich, jak brzęczenie komara. I na koniec, w desperacji powiedziałem im: "Macie swój intelekt, potęgę, technikę, ale nie rozumiecie, że to wszystko jest niczym w porównaniu z miłością. To nie wiedza stworzyła wszechświat. To miłość. My ludzie potrafimy kochać, wy nie. To wy jesteście niczym, nie my. Choćbyście nas całkiem zniszczyli, to i tak my wygramy". Zatrzymali się. Obcy w ciele Nadii, dziecięcym głosem, martwą, choć teraz lekko zaciekawioną intonacją zapytał mnie, czym jest miłość. I odpowiedziałem, jak mogłem najlepiej. O tym, co rodzi się z miłości: oddanie, poświęcenie, radość, ból, siła, ciekawość, jedność. Mówiłem i mówiłem, jąkając się, wiedząc, że od moich słów zależy przyszłość ludzkości. I nagle odeszli. Mała Nadia, teraz wolna, rozejrzała się zdziwiona dookoła, podbiegła do mnie i przytuliła się. "Co się stało, wujku?" zapytała. Rozpłakałem się z ulgi i obudziłem się.
Po drodze z pracy spotkałem dwóch czarnych nastolatków. Patrzyli na mnie drwiąco, agresywnie. Przechodząc obok, jeden z nich potrącił mnie ramieniem. Zwlnili kroku, czekając, czy wdam się w burdę. Oczywiście się nie wdałem. Ale w środku poczułem złość i przez chwilę pomyślałem sobie, że z chęcią bym im skopał dupy, ale to tak porządnie, żeby polała się krew.
I tak to idzie, w górę i w dół, od piękna do brzydoty, od miłości do samotności, od natchnienia do trywialności. Jak te jaskółki w piosence, bez gniazda, bez domu, z miejsc, któreśmy opuścili, smoki z papieru, z mięsa i kości, jesteśmy tylko gośćmi, nie ma nikogo, kto czeka na nasz powrót.
A może?
PS. Adam, nie chce mi się typować. Wiesz, że jestem aspołeczny. Ale odpowiem dla ciebie:)
- Twoja ulubiona książka i dlaczego właśnie ta?
Mistrz i Małgorzata. Bo to najpiękniejsza miłość, z jaką się spotkałem. I najwolniejsza wolność. I najcudniejszy diabeł.
- Jakie jest Twoje najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa?
Mój pradziadek, dziadek i tata i całe multum wujków śmieją się, jedzą i zapijają wódką, a mama popycha moją huśtawkę zawieszoną na futrynie drzwi w kuchni.
- Kiedy ostatnio i z jakich powodów czułaś/eś się (choć przez chwilę) szczęśliwa/y?
Kiedy grałem z dziewczyną w chińczyka w pubie przy kuflu guinessa. Bo wszystko było zwykłe i miłe.
- Pierwsza rzecz, którą robisz po wstaniu z łóżka?
Sprawdzam fejsa na komórce:)
- Masz możliwość poznania trzech postaci historycznych – jakie to postaci i dlaczego właśnie one?
Kropotkin, bo miał piękny umysł i niesamowite przygody.
Che Guevara, bo nie wierzę, że był mordercą. Z całych sił próbował zmienić świat na lepsze i zginął w trakcie.
Neandertalczyka, który zakochał się w dziewczynie homo sapiens i założył z nią rodzinę. To musiała być niesamowita sprawa, prawie jakby pokochali się mieszkańcy dwóch planet.
Subscribe to:
Posts (Atom)



