RAY BRADBURY, marzec 1967
* * * * * * * * * *
Tutaj jest mój wielki, soczysty uśmiech: ......... :))
PRÓBUJĄC ZNALEŹĆ ŹRÓDŁO.
„Podróżniku”
Podróżniku po podniebnych szlakach,
przestań się wreszcie bać –
po tylu odwiedzinach w domach z twardej cegły,
chyba już wreszcie wiesz:
jesteśmy wszyscy braćmi,
pielgrzymami
szukającymi źródła wieczności,
włóczęgami po zakurzonych drogach,
którzy zmęczeni wypijają ostatnie krople
wody, ze skórzanych bukłaków swoich serc.
Kiedy mówię o wieczności,
nie mam na myśli
kryształowych i chłodnych przestrzeni,
ani światła igrającego w lodzie.
Wieczność ma dla mnie inny kolor –
kolor śmiechu, ciepła i drzew,
znajomych głosów, zapachu owoców
i wiatru we włosach,
kiedy biegniesz na bosaka
po trawie,
z przyjaciółmi.
* * * * * * * * * *
Z kartami cały sekret polega na tym, żeby nie myśleć (tutaj uśmiecham się przekornie). Nie chodzi o całkowite „niemyślenie”, ale raczej o to, żeby racjonalna, gadająca strona ucichła, i żeby obudziła się strona rozpoznająca zapomniane smaki, zapachy, wrażenia ze snów i poprzednich żyć.
Klucz od tego miejsca ma Najwyższa Kapłanka, dlatego chyba, najbardziej ze wszystkich kart, ciągnie mnie w jej kierunku. Prawdziwy smak z życia można czerpać tylko wtedy, kiedy choć trochę jest się w kontakcie z tą ukrytą częścią naszej osobowości, która „wie” o wiele więcej, niż nasze świadome „ja”, które wielu nas uważa za wszystko co jest.
Nie jest łatwo odrzucić racjonalność. To tak, jakby ktoś chciał wyrzucić okulary, nie będąc pewnym, czy będzie mógł bez nich cokolwiek zobaczyć. Kiedy jednak zdecydujesz się ich pozbyć, zdajesz sobie sprawę, że to nie były okulary, tylko oprawki z czarną taśmą, zamiast szkieł.
O wiele ciężej nie myśleć głową, gdy chce się o tym pisać. Odłóż na chwilę długopis i popłyń, słuchając irańskich brzmień, które kilka lat temu, żegnały cię przed długą podróżą.
„Źródło”
Wsłuchuję się w śpiew – płacz
pustynnego wojownika.
Twardy głos i zimny, nocny wiatr
niosą pieśń życia
i wspomnienie,
którego nie nożna uchwycić.
Każdy z nas tęskni za domem.
Pamiętasz czasami uliczki miast,
w których nigdy nie byłeś?
Albo twarze nieznajomych,
znajome aż do bólu?
Albo wspólne spacery
i rozmowy w dziwnych językach?
Podniebne loty
w kryształowych samolotach,
piękne kobiety,
śpiewające dźwięczne pieśni,
o miłości i złotym, mocnym winie,
przynoszącym siłę i wizje.
To ciągle nie dom,
tylko okruch wspomnienia,
ze snu, jak ten.
W oczekiwaniu nadzwyczajności.
Wyciągnąłem z szafki karty Tarota i rozłożyłem je przed sobą na kocu, mając nadzieję, że uda mi się wyjść z niższych energii, w których dziś utknąłem. W momencie kiedy przestaję robić wysiłek, od razu zostawia mnie kreatywność i poczucie związku z czymś duchowym, głębokim. W takich momentach przestaję oczekiwać niezwykłości i przestaję wierzyć w magię, wychodzi ze mnie moja cyniczna, depresyjna strona, której nie znoszę. W takim momencie siadam i próbuję strząsnąć z siebie to co mnie ogranicza. Lubię wtedy wiązać Tarota z poezją. Od razu ostrzegam, że tarotową poezję traktuję raczej jako „free writing”, kiedy pozwalam ręce z długopisem iść tam gdzie chce, nie robiąc wysiłku, żeby nadać temu jakiś sens, albo doszlifować styl, czy znaleźć słowa. Chodzi mi tylko o to, żeby przebić się choć trochę do siebie.
„Zrzucanie skóry”
Zrzuć maskę nudnego błazna,
możesz być kim chcesz.
Wsiądź na dzikiego konia
i gnaj po listopadowych wzgórzach,
pełnych mgieł
i rzadkich kropel deszczu.
Kiedy serce pełne jest szczęścia,
nawet listopad nie jest w stanie
pokolorować go na szaro.
Możesz być szkockim włóczęgą
z czasów kiedy Szkocja
była dla ciebie
sceną z „Highlandera”.
Możesz też szukać pradawnej bogini
w labiryntach miasta przyszłości,
pomiędzy dekadenckimi ludźmi
z futurystycznych filmów
lat osiemdziesiątych.
Jako jeden z ostatnich prawdziwych ludzi
szukasz ucieczki z miejsca,
które nie może być niczym innym,
jak tylko złym snem.
Masz tylko starą mapę, przeczucia
i jedynego przyjaciela,
który ginie w trzeciej scenie.
Szukaj bogini, która skradnie twe serce
i zabierze cię na drugą stronę.
Najwyższa Kapłanka z „Victorian Romantic”
Wstęp do Tarota.
Chciałbym wrzucać tutaj, na bloga notatki, czy wiersze związane z Tarotem, ale zanim zacznę to robić, chciałbym najpierw napisać parę słów o moim zrozumieniu tematu.
Pamiętam jak dostałem moja pierwszą talię. Mieszkałem wtedy w Irlandii, pod Dublinem i pewnego dnia dostałem paczkę od mojego dobrego przyjaciela, który pod wpływem jakiegoś impulsu postanowił przesłać mi talię kart Tarota i książkę. Nigdy się tym nie interesowałem i szczerze mówiąc Tarot kojarzył mi się z egzaltowanymi, starszymi paniami, które wyobrażają sobie, że są dobrymi wróżkami (albo z ich młodszymi wersjami, wyobrażającymi sobie, że są mrocznymi czarodziejkami). Jedyne autentyczne doświadczenie z wróżeniem z kart (zwykłych, nie Tarota) miałem kilka lat wcześniej, w Hiszpanii z prawdziwą wiedźmą z Dominikany, która zmroziła mi krew w żyłach, mówiąc mi o takich szczegółach z życia, że nikt nie miał szans ich znać, a na koniec uwieńczyła swoje „czytanie” słowami: „Idź natychmiast i zadzwoń do domu. Z twoim tatą jest coś bardzo nie tak.” Okazało się, że ojciec leżał w szpitalu po wewnętrznym krwotoku, który o mało go nie zabił.
No więc otwarłem kartonowe pudełko i wyciągnąłem z niego pachnące jeszcze drukarską farbą karty. Tak się zaczęło. Wiadomo – na początku byłem kompletnie zielony i po kilku próbach zrozumienia o co w tym chodzi, dałem sobie spokój i karty skończyły gdzieś w szufladzie. Dopiero po roku, spacerując po uliczkach Birmingham, szukając świątecznych prezentów dla bliskich, natrafiliśmy z Tulasi na mały, ezoteryczny sklepik i tam na nowo złapałem bakcyla, widząc kolorowy i kuszący wybór talii Tarota. Wkrótce obkupiłem się książkami i zwiększyłem swoją kolekcję (drogich jak cholera!) kart. No i zacząłem badać temat.
Jest wiele opinii i sposobów pracy z Tarotem. Jedni uważają, że Tarot zawiera archetypowe symbole (jak Ojciec, Matka, Podróż, Śmierć itd.) i medytując nad nimi, próbując interpretować ich znaczenia możemy bardziej poznać swoją psychikę, możliwości, ewentualne problemy, ale nie ma w tym nic ponadnaturalnego, czy mistycznego. Uważam, że można pracować z Tarotem w ten sposób, osiągając duże sukcesy. Wiele osób uważających się za racjonalistów, a nawet ateistów może angażować się czytanie kart, nie rezygnując ze swojej wizji świata.
Istnieje też całkiem spora grupa ludzi, dla których Tarot jest metodą komunikacji z wyższymi poziomami rzeczywistości i dlatego też nie ma dla nich nic dziwnego w tym, że karty mogą przepowiedzieć przyszłość, czy mówić o ukrytych przed normalnymi zmysłami rzeczach.
Osoby te znane są jako okultyści. Wierzą one w istnienie Anima Mundi, czyli Duszy Wszechświata i uważają, że wszystko jest ze sobą połączone, w jakiejś kosmicznej harmonii. Karty pozwalają nawiązać kontakt z Wszechświatem i dać nam wgląd we wszystko (skoro wszystko jest połączone, badając jeden kawałek rzeczywistości, można dowiedzieć się czegoś o jej całości.)
Osobiście jestem bliższy okultystom niż racjonalistom, choć wiem, że Tarot można używać w terapiach i w osobistym rozwoju, sam przecież to robię. Mam tylko jeden problem z tzw. racjonalistami – nie wierzą w magię i myślę, że obdzierając z niej karty, pozbawiają je bardzo ważnej ich części.
Tarot jest dla mnie spokojną odskocznią od rzeczywistości. Lubię rozkładać karty, bez żadnego, konkretnego celu, bez pytań i po prostu przyglądać się im i próbować usłyszeć co chcą mi powiedzieć (tzn. co próbuje mi zakomunikować Anima Mundi:).
Często, kiedy wpadam w codzienny kierat i zaczynam pędzić na ślepo, ślizgając się tylko po powierzchni rzeczywistości, w desperacji chwytam za karty i próbuję nawiązać kontakt z samym sobą.
Czasami, kiedy mam jakieś wątpliwości, czy problemy i nie potrafię czegoś przeskoczyć, też rozkładam karty i nieraz jestem w stanie bardziej zrozumieć, co się ze mną dzieje, w czym rzecz, w czym się zakopałem. Nie jestem z tych fanatycznych tarociarzy, którzy nie podejmą żadnej decyzji bez poradzenia się kart. W sumie nigdy nie robię czegoś, bo tak powiedziały mi karty. Jestem na to za dużym anarchistą:). Ale tak jak mówiłem; używam je, żeby zrozumieć.
Są dla mnie kolejnym narzędziem, dzięki któremu mogę bardziej i głębiej poznać rzeczywistość i w ten sposób iść do przodu, stawać się pełniejszą osobą.
To tyle tytułem wstępu. Jeszcze tylko chciałem dodać, że jeśli trafią tutaj jakieś „dobre wróżki”, czy „mroczne czarodziejki” to mam nadzieję, że też będą czuły się tutaj jak u siebie w domu:)
Królowa buław z „Victorian Romantic”

Miła moja
Konstanty Ildefons Gałczyński
Prawda: na auto nie stać nas,
miła moja.
Lecz spójrz: tylko się durnie spieszą -
ileż dostojniej chodzić pieszo,
miła moja.
Na Londyn także brak funduszów,
miła moja.
Lecz po co Londyn ? Londyn - nora:
W "Paris-Soir" czytałem wczoraj,
że markiz Q. , to jest baronet,
psim makaronem otruł żonę...
Jasna cholera z takim Londynem,
miła moja !
Na kawior z Kremla, na jesiotra
również nie mamy, miła moja.
Lecz na cóż Kreml, gdy mam twoje biodra ?
biodra są złote, a noc modra.
A jeszcze mamy lampkę wina
i konto w niebie u serafina.
Więc gwiżdż na auto, Kreml i Londyn,
miła moja.
Wciąż uciekamy.
Konstanty Ildefons Gałczyński
Wciąż uciekamy. Z miasta do miasta.
Inteligenci.
Tęskniąca nacja. Ginąca klasa.
Mali, zmarznięci.
Milionem rodzin. Z gramofonami.
Z kraju do kraju.
- Powiedzcie, gdzie jest wasza ojczyzna?
Wciąż nas pytają.
A my nie wiemy; a my płaczemy,
jak woda morska.
Pod sztuczną palmą listy piszemy
na brudnych dworcach.
„Wood nymph” - Alexandre de Riquer
STRACH JEST TYLKO CIENIEM
Z drzewa świat wygląda inaczej.
Skaczę z gałęzi na gałąź,
a spacerowicze przechadzają się
w świetle księżyca.
Niedługo świt strzeli z bicza
i przepłoszy cienie.
Chciałbym cię chwycić za rękę
i na chwilę spaść,
w szarą masę się wkraść,
i poszukać skarbów,
zagubionych na uliczkach
cichej nocy-
zanim świt strzeli z bicza
i przepłoszy ciebie.
A raz ujrzałem pośród nieba
garść słów,
utkanych z jasnych gwiazd,
że trzeba być i iść i żyć i coś,
że strach to tylko sen i cień,
i że każdy dzień to jakby
nowa książka i nowy film...
aż świt strzelił z bicza,
i zniknęły naniziane na wszechświat
mądre słowa,
i tylko w sercu odbił się słów sens.
Najwspanialsze odkrycie to to,
że nie jestem sam,
sprytne oczy
figlarny blysk...
Za zakrętem jeszcze tyle miast
i przyjaznych domow o otwartych drzwiach,
i tyle nocy, gdzie ciepły powiew
obudzi łaskotaniem śmiech.
A później cichutko przyjdzie świt,
i nie budząc mnie ze snu,
delikatnie przegoni ostatni,
zabłąkany cien.
(Studzieniec 2003)