Friday, 10 April 2009

Wędrówka, ponętna Ikea i złośliwe przytyki.


"Lappel de loiseaurr des" - Riquer

Wędrówka, ponętna Ikea i złośliwe przytyki.
(Sen)

Mieszkam w pięknym, śródziemnomorskim mieście, na wzgórzu. Stare, zbudowane z białego kamienia wille stoją otoczone winnicami i drzewami oliwkowymi. Przez kilka lat żyłem w jednym z tych bajecznych domów z moją Tulasi, która jednak pewnego dnia zostawiła mnie i wyjechała bez słowa. Minęło sporo czasu i znów spotkałem dziewczynę, z którą właśnie mam się żenić.

Jest dzień naszego ślubu. Odświętnie ubrany idę z moim przyjacielem w kierunku pogańskiej świątyńki, gdzie mamy wziąć ślub. Na szyi mam girlandę z kwiatów i mój przyjaciel podaje mi co chwila bukłak ze słodkim, złotym winem. Jestem szczęśliwy i podekscytowany, aż nagle uświadamiam sobie, że to wszystko nie ma sensu. Czy znowu chcę przez to wszystko przechodzić? Znów mam stać się ofiarą rozczarowań i zdrady? Zatrzymuję się.
- Wiesz co? – mówię do mojego przyjaciela – odchodzę.
- Co?! Gdzie?!
- Po prostu przed siebie. Kończę z tym wyścigiem za szczęściem. Będę po prostu szedł, przez resztę mojego życia. Zostanę żebrakiem i skieruję się w stronę Indii. A jak już tam dojdę, to zobaczę co dalej.
Oddaję mu bukłak z winem i zostawiam go stojącego z otwartymi ustami na środku ulicy.

Zaczyna się moja wędrówka. Przechodzę przez różne miasta i wioski, nikt mnie nie szanuje, ludzie śmieją się ze mnie, a raz napada mnie nawet banda rzezimieszków i biją mnie tak mocno, że ledwo co uchodzę z życiem. Mimo to czuję się wolny i szczęśliwy.

Pewnego dnia dochodzę do miasta, u którego bramy stoi ktoś, kto mówi, że jest strażnikiem i mam zapłacić mu myto. Patrzę na niego bezczelnie i odpowiadam, że moim zdaniem on jest zwykłym, takim jak ja włóczęgą i lepiej żeby zszedł mi z drogi, bo może dostać w nos. Facet patrzy na mnie niezdecydowany, aż w końcu zaczyna się śmiać i dołącza do mnie, mówiąc, że nieźle go rozgryzłem i że z chęcią zostanie moim przewodnikiem. Zdaję sobie sprawę, że jeśli tylko będzie miał okazję, sprzeda mnie za grosika, ale zgadzam się na towarzystwo.

Mija trochę czasu. Widać porzuciłem marzenie o wiecznej włóczędze, ponieważ osiedliłem się w mieście i nająłem do pracy przy budowie drogi. Mieszkam z dziesiątkami robotników i każdego dnia ciężarówki zawożą nas za miasto, gdzie w upale i pyle pracujemy cały dzień. Dookoła nas rozciąga się pustynia, a daleko na horyzoncie możemy widzieć nasze miasteczko.

Kończy się dzień pracy. Wracamy do ciężarówek, gdzie moi towarzysze pracy zaczynają bawić się grzechotnikiem, których z jakiegoś powodu mamy pełne skrzynie. Bardzo boję się węży, zeskakuję więc z ciężarówki i postanawiam wracać na piechotę. Moi „koledzy” ruszają beze mnie i śmiejąc się drwiąco, rzucają we mnie wężem, którego jednak udaje mi się łatwo przeskoczyć. pokazuję im środkowy palec i ruszam przed siebie, gwiżdżąc sobie dla otuchy.

Nie mija nawet pięć minut, kiedy podjeżdża do mnie czerwony, sportowy samochód z piękną blondynką w środku (mała dygresja: na jawie blondynki prawie w ogóle mi się nie podobają:). Pyta się czy mnie podwieźć. Jasne. Wskakuję do środka, rzucając na tylnie siedzenie moja starą, skórzaną torbę. Dziewczyna mówi, że nazywa się Ikea i pochodzi ze Szwecji (!). Po chwili zaczyna się do mnie tulić i zaprasza mnie do swojej willi za miastem. Uśmiecham się do siebie, widząc jak łatwo los może się odmienić, a później kiedy mijamy ciężarówki z moimi kolegami z pracy, macham im ręką, śmiejąc się głośno, podczas gdy chłopaki patrzą na mnie z zazdrością i z niedowierzaniem.

Nie wiem co działo się później, pamiętam jeszcze tylko wieczorną rozmowę, w barze z przyjaciółmi. Jest ich trójka. Para - on diaboliczny, sympatyczny Hiszpan z wyżelowanymi włosami, ona nieduża, ciemna Arabka i jest jeszcze gruby chłopak, który chyba był tym pseudo-strażnikiem, który nie chciał wpuścić mnie pierwszego dnia do miasta. Gruby pyta się mnie o czym rozmawiałem w samochodzie z Ikeą. Odpowiedziałem, że chwyciła mnie za udo i powiedziała, że lubi czuć, jak moje mięśnie poruszają się pod skórą. Gruby parska śmiechem.
- Mięśnie?!
Patrzę na niego spokojnie i odpowiadam, że u mnie pod skórą przynajmniej można poczuć mięśnie, ale u niego, przez warstwę tłuszczu nie ma takiej szansy. Gruby milknie urażony.
Diaboliczny przyjaciel słysząc moją celną ripostę, uśmiecha się półgębkiem, po czym pyta czy zaliczyłem tą moją Szwedkę. Odpowiadam, że nie, że chcę najpierw doprowadzić ją do szaleństwa, nie dotykając jej nawet, że to jest właśnie prawdziwa sztuka. Diaboliczny przyjaciel kiwa głową z aprobatą i podziwem, na co jego dziewczyna kopie go pod stołem w kostkę, po czym mruga do mnie z sympatią. Wypijam ostatni łyk piwa i budzę się.

No comments:

Post a Comment