Łysica szarzy się w bezsłońcu, czeka na miotły, kuszące czarownice, na sabat, ponad niebytem codzienności.
Spod głazów wychynęło dwóch zwiadowców. Niedługo spod ziemi wyciągną skarby - stukilowe, słoniaste dynie. Zapłaciłem za nie odciskiem na dłoni i dwoma kroplami potu.
Spotkałem kosmitę. Nie mogliśmy się porozumieć, zbyt wiele dzieliło nas świetlnych lat, ale wydaje mi się, że wyczytałem z jego oczu kilka tajemnic z krańców galaktyki. Choć może to było tylko wishfull thinking.
W tym pałacu zaklętym w szopę mieszka wasz podmiot liryczny - książę zaklęty w solonego śledzia.





Ruchliwy kosmita :)))
ReplyDeleteA nad Łysicą, chyba padało.