Saturday, 15 November 2014
Niebieska sobota
Ciężki dzień. Kac. Rano kłótnia z Petrą. Później grałem w Bejewled przez kilka godzin, żeby się wyłączyć. Obejrzałem odcinek Star Treka. Ania poprosiła mnie o ocenę opowiadania i wskazówki. Pomogłem na ile się dało. Później coraz gorszy ból głowy, który ciągle trzyma.
Wcześniej męczące sny. W jednym tata ożył. Zamiast jednak cieszyć się dodatkowym życiem, zaczął pić, zachorował i znów umarł. W drugim śnie Tania. Odległa, chłodna, obojętna, utracona i moja zupełna bezsilność. Miałem te sny już od lat, gdzieś tam się błąkał ten dziwny strach, aż wreszcie stał się rzeczywistością. Kiedyś po takim śnie, w środku nocy, z głośno walącym sercem, spocony, drżący, przytulałem się do niej mocno. Pytała rozespana "Miałeś koszmar?". "Nigdy mnie nie zostawisz?" pytałem cicho. "Co to za bzdurki, głuptasie?" I zapadaliśmy razem w sen.
Pamiętam, kiedy widziałem ją ostatni raz. Chyba w lipcu, może jeszcze w czerwcu, zaraz po końcu roku szkolnego w collegu. Dzień wcześniej pokłóciliśmy się, później objęliśmy się i płakali. Później wstała bardzo wcześnie na samolot do Polski. Obudziła mnie przed samym wyjściem. Uściskaliśmy się i odeszła. Pamiętam, jak smutno patrzyła, w drzwiach, z walizką, mały stworek. Nie wierzyłem chyba jeszcze wtedy, że to koniec.
Dziwnie tak, kiedy kończy się życie, a człowiek ciągle oddycha, je, myśli.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment