Poniedziałek. Pierwszy dzień pracy. W poniedziałki jeżdżę na basen z jednym z uczniów collegu. Czas szybciej leci, no i fajnie zacząć tydzień od wymoczenia się w ciepłej wodzie. Z tej okazji pozwalam sobie na odrobinę lenistwa i nie biorę prysznica, wystarczy wody na jeden dzień.
Siedzę w living roomie, oglądamy Sok z żuka, tzn. część ogląda, część zerka i rozmawia, ja czytam reportaże o Czechosłowacji.
Codziennie pełno ludzi, nie znam imienia wszystkich gości nawet. Zwykle fajne osoby, choć parę razy zjawili się kolesie ostro sterani przez dragi i alkohol. Unikam wtedy. Potrzebuję spokojnych, stabilnych klimatów w tym momencie życia. Wczoraj z rana wpadł chłopak, widać że po imprezie schodził z haju, i przyniósł sensację, że na innym skłocie ktoś przedawkował. Dobrze, że nasze miejsce nie jest tak ekstremalne. No i mam swój pokój, gdzie mogę sie odłączyć.
W weekend dopadła mnie ostra chandra, nie chce mi się nawet pisać, o co poszło. Dziś też się czuję trochę zmęczony, niezmotywowany,ale jeśli czegoś sie nauczyłem w życiu, to przeczekiwanie złych dni.
Nie rysuję ostatnio, nie piszę piosenek. Mode: survival:)
https://www.youtube.com/watch?v=KzLYCkY3ZBg&feature=youtu.be
ReplyDeleteTak, to sprawdzona metoda, przeczekać... ściskam ciepło
ReplyDeleteDzięki za piosenkę, Balaji:)
ReplyDeleteMargarithes, dzięki, też ściskam:) Czasami nie zostaje nic innego jak przeczekanie. Co zrobić. Słońce jeszcze wzejdzie:)