Tuesday, 26 February 2019
Taki tydzień, proszę pani
Sam nie wiem, dlaczego siadłem za klawiaturą. Może, żeby zająć umysł w tym poczuciu wewnętrznej dysharmonii i rozczarowania.
Po 9 dniach w schronisku jestem wykończony. To był ciężki tydzień. Najpierw okazało się, że szef przyjeżdża na cały tydzień z rodziną. Praca wtedy jest wykańczająca. Dużo gotowania, turyści, a przy tym cała kuchnia pełna głośnych dzieciaków, bałagan, chaos. Kiedy wreszcie wyjechali, w sobotę zrobiła się w kuchni pijacka impreza. Przyszli znajomi, którzy są głośni, dużo piją, nie zwracają uwagi na innych. Wreszcie w środku nocy rozgoniłem towarzystwo. O mały włos nie skończyło się bójką. Wszyscy się obrazili. Później dwa dni byłem sam w bacówce, ale też nie odpocząłem, stres zamiast się skończyć, stał się jeszcze gorszy. Telefoniczne szarpanie się z M. poczucie bezsensu, nielojalności, zdrady, chłodu, niemożność porozumienia. Kiedy dziś po południu zjawił się Mateo, zarzuciłem na plecy swoje rzeczy i bez energii, bezmyślnie pomaszerowałem przez las po topniejącym, brudnym śniegu, drapiąc ugryzienia po pluskwach.
W domu było mroźno. Napaliłem w piecach, rozpakowałem się, zalałem zupkę chińską i zjadłem z kawałkiem chleba, serem i garścią pieczarek marynowanych. Przy jedzeniu zerkałem na odcinek Friendsów w telewizji. Ross jest z Emily, niedługo się jej oświadczy, a później wszystko się im rozwali.
Mam teraz tydzień wolnego. Nie wiem, co z nim zrobię. Czuję emocjonalne wyczerpanie, wszystkie uczucia są jak za szybą. Tylko napięcie i niepokój są wyraźne. I jeszcze żal do niej. Że przecież wszystko mogłoby być takie jasne, normalne i spokojne, gdyby tylko...
Na pewno pojadę gdzieś samochodem. To moja główna terapia. Jeszcze nie wiem, gdzie, ale to nie ma znaczenia.
Dostałem zaproszenie na imprezę urodzinową od koleżanki, ale raczej nie pójdę. Impreza jest w schronisku, a po tych ostatnich dniach mam dość bacówki, a zresztą po ostatnich kwasach z Marem i w ogóle, nie chce mi się być z ludźmi. Męczy mnie towarzystwo, pijaństwo, hałas. Nie chcę być z obcymi ludźmi. Potrzebuję bliskości, intymności, ciepła i miłości. Wszystkie inne interakcje są teraz jak ból zęba.
Ostatnio najbliższe relacje mam z bohaterami książek. W ostatnich tygodniach zanurzyłem się w klasyce i dało mi to dużo radości. Wojna i pokój, Anna Karenina, Zmartwychwstanie, Błoto słodsze niż miód (to akurat reportaż), a wczoraj Pożegnanie z bronią, i dzisiaj 1984 Orwella. Nie mam najmniejszej ochoty na literaturę współczesną, choć czeka na mnie ostatnia powieść Murakamiego. Zostanie na później. Pożegnanie z bronią bardzo dobrze mi się wczoraj czytało. Miłość opisana przez Hemingway'a dała mi poczucie jasności. Świadomość czym jest prawdziwa miłość, a czym nie jest, złagodziła krawędzie i pozwoliła spokojnie zasnąć. Wiedząc, że wszystko ze mną w porządku, że nie oczekuję za dużo, że tak powinno być, że tym jest prawdziwe uczucie, uspokojony zamknąłem oczy i niezauważalnie odpłynąłem przy prawie niesłyszalnych dźwiękach słowackiego radia.
Choć jest już w miarę ciepło, to od grubych, przedwojennych murów ciągle wieje chłodem. Za pół godziny woda na kąpiel będzie już nagrzana. Zanurzę się w pianie i spróbuję nie myśleć. Chcę tylko czuć ciepłość, mokrość i spod zmrużonych powiek patrzeć na blask świeczek.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment