Serbia – Bośnia i Hercegowina – Chorwacja – Słowenia - Włochy
26 sierpień – 13 wrzesień 2019
19. Pizza i góry w pełni księżyca
(12.09.2019, 6 rano, 1 godzina od Ljubljany, Słowenia)
streszczenie wczorajszego dnia:
Dojazd na plażę we Włoszech miał nam zająć 40 minut. Po kilku godzinach jazdy, ciągle bez powodzenia szukaliśmy odpowiedniego miejsca. Okazało się, że po wyjechaniu z Chorwacji, zaczęło robić się tylko gorzej. Przed Triestem nie było żadnej plaży, tylko szosa i wąski pasek z dostępem do morza, sam Triest był wielki, brudny, głośny i chaotyczny, odetchnąłem z ulgą, kiedy przejechaliśmy miasto. Za Triestem też nie wyglądało lepiej. Zjechaliśmy do jakiejś kafejki, zamówiliśmy po kawałku ciasta i wyciągnęliśmy mapę. Nasza mapa Bałkanów sięgała do małego cypelka o nazwie Grado – półwyspu połączonego ze stałym lądem mostem. Zauważyliśmy czarne namiociki oznaczające kemping. No to spróbujemy.
Plaża okazała się okropna. Brzydka, śmierdząca, zamulona, rozległa. Musiałem wejść chyba z pół kilometra w morze, żeby mieć wodę po szyję. M. opalała się przez chwilę, później zbierała muszelki.
Na szczęście samo miasteczko okazało się bardzo ładne i przyjemne. Tętniło życiem, pełne było ciasnych uliczek, małych sklepików z ciekawostkami, knajpek. Zjedliśmy pizzę (w końcu to Włochy!), połaziliśmy po mieście i około dwudziestej pierwszej wyjechaliśmy w stronę Ljubljany.
Jadąc w ciemności, ciężko znaleźć miejsce na obóz. Dopiero koło dwudziestej trzeciej zjechaliśmy z głównej drogi i zatrzymaliśmy się na górskiej łące, z widokiem na zalane światłem księżyca góry. Zimno było niemiłosiernie, ubrałem nawet czapkę. Ale jeszcze usiedliśmy opatuleni przy samochodzie i oglądaliśmy góry i księżyc. Bardzo to było przyjemne.
A dzisiaj:
Po szalonych snach (coś o jeździe wśród gór, zagubionej drodze, lęku), obudziłem się około piątej rano. M. przez chwilę też była przytomna, zrobiła siku i wróciła do spania, ale ja już byłem całkiem rozbudzony i postanowiłem napisać parę słów.
20. Pożegnania
(14.09.2019, wieczór, Village, Polska)
Dojechaliśmy do domu. Wczoraj nie dałem rady już nic napisać, a dzisiaj jestem tak zmęczony, że tylko w punktach chociaż streszczę.
Ostatnia lista:
1. Po wyjeździe z gór, dotarliśmy szybko do Ljubljany. Bałem się, że moje wspomnienia były zbyt barwne i sentymentalne, a w kontakcie z rzeczywistością, pierzchną. Ale nie – kocham to miasto. Czuję z nim jakąś magiczną więź. Jakby żył tam w poprzednim wcieleniu. Niestety nie weszliśmy na wzgórze zamkowe, ani do Tivoli. M. wpadła w nastrój zakupowy, a ja nie chciałem jej zostawić. Kiedy wreszcie doszła do wniosku, że wystarczy, to było już zbyt późno. Trochę żałowałem, ale z drugiej strony fajnie, że mam te ulubione miejsca tylko dla siebie. Wrócę tam jeszcze.
2. Długa droga na północ. Wreszcie koło 23:00 dotarliśmy na jakiś parking w Chorwacji. Byliśmy tak wykończeni, że padliśmy chyba w minutę.
3. Dziś cały dzień drogi: Chorwacja, kawałek Słowenii, Węgry, Słowacja. Dotarliśmy do domu około 21:00. Rozpakowaliśmy prezenty. M. trochę podłamana, że kupiła za dużo alkoholu, zamiast pamiątek. Dałem jej na pocieszenie dwie piękne miseczki, które kupiłem w Blagaju w Bośni.
4. Challenge Bałkański prawie się udał. Piszę „prawie”, bo wczoraj nic nie narysowałem. Ale naprawię to. Poniżej kubeczek, jaki kupiłem sobie w mojej ukochanej Ljubljanie. To będzie mój ulubiony kubek do herbaty.
5. To była... ważna wyprawa (zresztą każda taka dłuższa wędrówka jest dla mnie ważna). Dużo rzeczy znów się dowiedziałem o sobie, o M., zrozumiałem wiele, ale tak na pozytywną nutę: Boże, jak ja lubię Bałkany. Chcę tam wracać całe życie. Mam ciągle w głowie te wszystkie miejsca, ludzi, widoki, drobiazgi, wrażenia. Jest to dla mnie, jak zbieranie skarbów. Cieszę się, że codziennie pisałem i rysowałem. Nic mi nie umknie dzięki temu. Smutno mi jednak, że się skończyło. Bo wiem, że nie tylko podróż dobiegła końca, ale również inne rzeczy.




Życie nie znosi próżni, więc jeśli coś się kończy, coś innego zaczyna...
ReplyDeleteDzięki Adam. Tak staram sobie mówić. Ale ciężko. Ta relacja była burzliwa, ciężka, ale jednak napełniała mnie, w jakie jestem zdolny do czegoś nowego. Że to w ogóle możliwe. Ale staram się nie przyśpieszać niczego. Wyciszyć się, czytać książki, jeździć na wycieczki i czekać, że jakoś się podleczę.
DeleteZa jakiś czas Ci przejdzie i będziesz wtedy gotowy na coś nowego, bo wiesz, że jesteś do tego zdolny.
DeleteKochany jesteś :)
ReplyDelete