Serbia – Bośnia i Hercegowina – Chorwacja – Słowenia - Włochy
26 sierpień – 13 wrzesień 2019
(08.09.2019, rano, Podstranica, Chorwacja)
Plażujemy. M. leży obok i się opala. Jej wysmukłe zgrabne ciało wygląda uroczo. Pragnę jej. Jest leniwie, sennie, niby błogo, a niby niepokojąco. Sam nie wiem, co napisać. Dziwny, onirystyczny poranek.
Za łukiem bioder M. widzę bloki mieszkalne niedalekiego Splitu. Z tej odległości wyglądają jak starożytne ruiny o kolorze piasku. Wieje mocno wiatr, prawie jak nad Bałtykiem. Nieliczni turyści przechadzają się w milczeniu. Uciekł im ostatni pociąg lata, więc błąkają się zagubieni. Czasami jest mi gorąco, a czasami wiatr przejmuje dreszczem. Pływałem przez chwilę.
(południe, Podstranica, Chorwacja)
M. szykuje się już do drogi: kąpiel, mycie włosów, suszenie. Ja schowałem się w cieniu i brzdękam na ukulele. Dawno tego nie robiłem. Gra mi się całkiem przyjemnie. Myślę, że w przeciągu godziny uda nam się wyjechać. Kierujemy się na północ wzdłuż wybrzeża.
(wieczór, Grebaštica, Chorwacja)
Obozujemy dziś na dziko. Choć nie do końca. Spytaliśmy gospodarza, czy możemy zaparkować i przespać się w samochodzie na jego ziemi. Zgodził się bez problemu. Więc nie ma co narzekać na wszystkich Chorwatów.
Byliśmy na spacerze po miasteczku. Bardzo miłe, spokojne, typowo turystyczne, czyli pełne knajpek, pensionatów, plaż. W czasie przechadzki trafiliśmy na miejsce, gdzie pewna rodzina oprócz pensjonatu ma sklepik z własnymi wyrobami. Kupiłem butelkę prošeku (słodkie wzmocnione wino z winogron), a jutro dokupię kilka słoików fig w rakiji, będą fajnym prezentem. Później M. zaprosiła mnie na pizzę, piwo i rakiję. Siedzieliśmy dosyć długo w knajpce, patrząc na morze i przeglądając w sieci informacje o tym miejscu. A później poszliśmy na spacer, już w ciemności. Po dwóch kilometrach doszliśmy do końca plaży. Z jachtu na środku zatoki dobiegał głośny śmiech i lekko bełkotliwe rozmowy po polsku.
Zaraz nadejdzie sen, już czuję, jak się zbliża. Lubię spać w samochodzie i patrzeć na gwiazdy przez tylną szybę. Myślę trochę o naszej podróży, o nas, o życiu i o nadchodzących dniach: jeszcze jeden wieczór gdzieś na plaży, później Słowenia, Ljubljana, a jeszcze później dom.
Zerwał się wiatr, a na horyzoncie zobaczyłem błyski. Czekam na kolejną burzę. Lubię spać w samochodzie, kiedy trzaskają pioruny i leje. Jest mi wtedy dobrze i bezpiecznie. No chyba, że zaraz samochód zostanie porwany przez fale, ale to nam dzisiaj nie grozi: do morza mamy z trzydzieści metrów.
16. Namiętności Istryjskie
(09.09.2019, wieczór, Lovran, Istria, Chorwacja)
Już wieczór, ale dopiero teraz mam chwilę, żeby napisać kilka słów.
Dojechaliśmy aż na Istrię. Po drodze do Rijeki nie udało nam się znaleźć żadnego przyjemnego miejsca na obóz. Od Zadaru była pustka: skały, szosa, malutkie, nieturystyczne miejscowości, gdzie nawet zaparkowanie okazałoby się trudne. Przejechaliśmy ogromną Rijekę i skręciliśmy na Zachód, na półwysep Istria. Po sprawdzeniu kilku wiosek w końcu zdecydowaliśmy się na nocleg w niewielkiej, ale naprawdę nastrojowej miejscowości o nazwie Lovran. Wynajęliśmy mały apartament w samym centrum starego miasta. M. stwierdziła, że flirtowałem z recepcjonistką i się obraziła. Nie pomogły tłumaczenia, że byłem po prostu miły i w ogóle nie byłem zainteresowany tamtą kobietą. Rozeszliśmy się więc każde w swoją stronę.
Czuję smutek, że tak się to wszystko kończy. Jakoś trywialnie i głupio. Bez poezji. A może jest w tym poezja, ale odkryję ją później?
A teraz czas na rysunek. Balkan Challenge trwa mimo przeciwności!:) Tylko co wymyślić w takim galimatiasie?
Siedzę w pubie tak na marginesie. Pizza była średnia, obsługa na +3, piwo dobre (San Servolo), rakija bardzo dobra. Mam wrażenie, że rakija w Chorwacji jest słabsza niż w reszcie Bałkanów. Koło 30%, nie więcej. W Czarnogórze trzy kieliszki potrafiły zwalić z nóg, szczególnie w upał. Tutaj wchodzi jak woda.
Temperatura w ciągu dnia to około 16 stopni. Chyba koniec z plażowaniem. Jutro Ljubljana. Jeśli znowu rozdzielimy się na mieście, to poszukam Parku Tivoli, gdzie pobłądziłem w zeszłym roku. To było dla mnie magiczne miejsce. Poproszę tam boginię lasu o pokazanie mi nowych ścieżek. Zastanawiam się czasami, jak długo można być zagubionym? Podejrzewam, że to konkretne życie już takie będzie do końca. Ale nie skarżę się. Jestem astronautą. Poznaję obce planety. Zimne, gorące, błękitne, różowe... Nie czuję się tutaj w domu, ale widzę piękno. A pewnego dnia, po tysiącach lat odysei wrócę do domu, usiądę przy kominku i odpocznę. A ile będę miał opowieści!
Robi się późno. Wrócę zaraz do hotelu. Włączę na chwilę telewizor. Wyciszają mnie te nieznane sprawy, ważne dla nich, a zupełnie błahe dla mnie.
17. Byłoby doskonale, gdyby...
(10.09.2019, rano, Lovran, Chorwacja)
Obudziły mnie dzwony kościoła. O piątej zaczęły walić, jak gdyby flotylla piratów dobiła do brzegu. Przez chwilę myślałem, że jestem w domu i nie rozumiałem skąd ten hałas. Zajęło mi dobre kilkanaście sekund, zanim sobie przypomniałem: Chorwacja, Bałkany, kamienne nadmorskie miasteczko, ona, ja.
Nie miałem ochoty już leżeć. Wyszedłem z kawą i papierosem na zaspaną jak ja uliczkę. Jest tutaj uroczo. Wąski przesmyk między starożytnymi budowlami, seledynowe okiennice, odrapane mury, czerwone zmurszałe dachówki, muszle wiszące na ścianach, skrzek nierozpoznawalnego ptaka.
Zrobię sobie spacer. Lubię uliczki obcego miasta, zanim obudzą się turyści.

(około 14:00, Bašanija, Istria, Chorwacja)
Mała zmiana planów: nie pojechaliśmy jeszcze do Słowenii. Postanowiliśmy spędzić jeszcze jeden dzień na plaży. O poranku zapłaciliśmy za hotel i wyruszyliśmy w poprzek Istrii (ze wschodu na zachód). To była dobra decyzja. Droga wiła się serpentyną przez zielone, piękne i górzyste okolice. Jechaliśmy powoli, spokojnie, ciesząc oczy soczystymi barwami, których tak mało w południowej części Chorwacji.
W końcu znaleźliśmy wielki (innych tutaj nie ma) kemping nad morzem za 21 euro.
Samochód już przygotowany (rzeczy przepakowane, śpiwory rozłożone). Siedzimy pod sosnami. Piję wino, M. robi kanapki. Tak planuję spędzić dzień. Do tego książka, dziennik. Nic więcej mi nie brakuje.
***
Czas snuje się leniwie. Moczyłem się w morzu i smażyłem w słońcu. Obok pięknie i chłodnie leżała M. Większość czasu milczeliśmy. W końcu zostawiłem ją tam i wróciłem na kemping. Poprosiłem sympatyczną, starszą Niemkę w kamperze, żeby włożyła do zamrażalki butelkę wina. Fajnie będzie napić się lodowatego trunku w tym gorącu.
Jestem na tyle blisko morza, że słyszę, jak fale rozbijają się o skalisty brzeg. Słońce prześwituje spoza gałęzi sosen. Śmiech dziecka. Maszeruje mężczyzna z synkiem i córką. Wszyscy tłuściutcy i poważni. Starsza pani (ta od zamrażalki) czyta z zainteresowaniem książkę. Odrobinę dalej, ale już za horyzontem Włochy. Gdybym miał jeszcze tydzień urlopu i z 300 euro, jechałbym dalej.
Wszystko byłoby doskonale, gdyby:
1. mieć pieniądze.
2. nie musieć pracować. (Nie żeby nie pracować, ale żeby nie musieć tego robić)
3. M. była prostsza, bardziej wyrozumiała... miększa.
4. nie palić papierosów
5. mieć większy samochód. Najlepiej Volksvagena z namiotem na dachu.
6. nie łysieć.
7. mieć własną chatkę w lesie.
(północ, Bašanija, Istria, Chorwacja)
Poszliśmy wieczorem na długi spacer. W pewnym momencie ta cisza towarzysząca nam od jakiegoś czasu pękła. Powiedzieliśmy sobie sporo niemiłych rzeczy.


18. Kierunek - Italija
(11.09.2019, Bašanija, Istria, Chorwacja)
Może to kłótnia, a może seks, ale rano mieliśmy lepszy nastrój. I postanowiliśmy, że przedłużymy wyprawę o jeszcze jeden dzień. Mamy stąd jakieś pół godziny drogi do Włoch. Spróbujemy znaleźć tam jakąś plażę i zostać jedną noc.
1. Olej ciągle cieknie (a co, miał sam z siebie przestać?!:) Dolewam na bieżąco.
2. Wczoraj na spacerze odkryliśmy jakieś 2 km od nas rozległy, spokojny kemping, bez tego tłoku, który mamy tutaj, o wiele piękniejszy, no wymarzony.
3. W pobliskim warzywniaku załatwiłem dwa kartony, żeby spakować prezenty, bo poprzednie się rozwaliły.
4. Czuję ekscytację. Zawsze tak mam, przed pierwszą wizytą w jakimś kraju. Włochy!



Włoski etap z pewnością będzie równie ekscytujący, jak bałkański. Czekam z popkornem na ciąg dalszy:)
ReplyDeleteNiecały dzień tam byliśmy, lekki niewypał:) Wieczorem byliśmy już w Słowenii.
Delete