Friday, 13 March 2020

Twoje szepty...





















Choć nie trzeba już palić w kominku, bo temperatura do przetrwania, to nie potrafię zrezygnować z tego przyjemnego uczucia - patrzenia w ogień, trzasku płonących szczap, ciepła. Wreszcie piątek. Z powodu zarazy w tym tygodniu byłem w biurze tylko raz, a w przyszłym tygodniu wszyscy mają pracować z domu. To dobrze, bo we wtorek zostawiam samochód w warsztacie, więc nie miałbym jak dojechać. W trakcie przeglądu okazało się, że czekają mnie spore naprawy. Ale nie mam z tym problemu. Uwielbiam jeździć, więc dla mnie taka naprawa samochodu to w sumie radość. Dzięki temu wiem, że bez problemu sobie jeszcze pojeżdżę. A na wiosnę albo w lecie będę miał mój wehikuł gotowy na długą wyprawę.

Dostałem wczoraj pocztą pudło skrajek z brzozy. Zamówiłem na próbę, żeby zobaczyć, jak się będzie malować miniaturki. Dzisiejsza próba mnie zadowoliła. Namalowałem portrecik dziewczyny. Czy to ktoś, kogo znam? Nie. Poznawałem ją w trakcie malowania. Nie wiem, jak odczuwają to profesjonalni, zaawansowani artyści, ale dla mnie malowanie kogoś, równa się z odkrywaniem tej osoby. Jeśli oczy wyjdą za blisko, to będzie ktoś inny, jeśli pędzel lekko zejdzie pod podbródkiem, to ktoś będzie miał nadwagę, a jeśli brwi wyjdą grubsze, to... itd. Więc sam mam niespodziankę, kiedy kończę. Ale akurat ta dziewczyna bardzo mi się spodobała. Mam wrażenie, że skądś ją znam. Może z jakiegoś snu? Zamalowuję swoją samotność wyśnionymi postaciami.
Jak w piosence...

1 comment: