Później spacer po mieście, śniadanie w Vedze, pogaduchy z Dodą i Wiktorią w Kali.
Kiedy wracałem tramwajem, włączyłem na próbę podcast dziewczyny, z którą mamy się umówić w tym tygodniu. Jezu, ale się wpasował w to, gdzie jestem wewnętrznie. Żeby dosłuchać do końca poszedłem na długi spacer nad Odrą. Zaczął padać ciepły, wiosenny deszcz, słowa tej dziewczyny rezonowały i czułem się kompletny.
Teraz już siedzę we Włóczędze. Krople deszczu stukają miękko o dach vana. Nie brakuje mi nic (wczoraj i przedwczoraj brakowało mi towarzystwa). Mam trochę kasy, doszła większość wypłaty za Oświęcim. Kupiłem wydruki na płótnie, żeby być gotowym na rozpoczęcie sezonu, oddałem trochę długów, kupiłem epeta (oczywiście zacząłem znowu palić xd).
Chce mi się kupić trochę nowych ciuchów, znudził mi się czarny kolor.
Ta dziewczyna od podcastu - pierwszy raz od dawna ktoś mnie tak zainteresował.

To niesamowite, jak cudownie pachnie ciepły wiosenny deszcz. Wczoraj w Katowicach też zaczęło padać, jak wyszedłem z koncertu. Magnolie i wiśnie kwitną, drzewa zaczynają wypuszczać liście. Kocham wiosnę. To moja ulubiona pora roku.
ReplyDeleteFajnie to brzmi, widzę że też poczułeś tę wiosnę wczoraj. A jaki koncert? Ciekaw jestem, jaka muzą cie kręci:)
Delete