Tuesday, 20 November 2018

Anarquista Bum Bum - Księżycowy Terrorysta



Tylko dla prawdziwych rebeliantów;)


1
Czasem tak jak ty wolałbym w ręce mieć pistolet
bum bum sprawiedliwości przyśpieszona szkoła
rewolucji chylę czoła, zmiany są potrzebne,
bum bum, wolę jednak operować bębnem

Czasem tak jak ty wolałbym w ręce mieć pistolet
bum bum sprawiedliwości przyśpieszona szkoła
rewolucji chylę czoła, zmiany są potrzebne,
bum bum, wolę jednak operować bębnem

2
Jestem zawsze byłem po bezdrożach podróżnikiem
sensu szukając, zawsze będę wojownikiem
jedną rzecz zrozumieć musisz, to jest najważniejsze,
człowiek człowiekowi bratem, ale nigdy wilkiem.

Przeszedłem granice, nie znałem obcych języków,
autostop moim domem, miałem ich bez liku,
czasem głód i zimno dokuczały mi w podróży,
zawsze jednak obcy człowiek pomocą mi służył

3
Kiedy słyszysz, że ciapaty, pedał, arab, murzyn, ,
krew ci uderza do głowy, w sercu rośnie mroczna burza,
miłość którą masz, zaczyna nienawiść zachmurzać,
powstrzymaj swój gniew bo cała miłość legnie w gruzach

Faszystowskie mordy krzyczą, flagami machają
chciwi politycy w mediach strachem zatruwają,
zrozum to nieprawda, propaganda  Babilonu
popatrz w oczy brata swego, wkrótce będziesz w domu


ref 1
Zawsze będziesz wojownikiem,
zawsze światło nad ciemnością
zawsze mądrość nad głupotą

Zawsze będziesz wojownikiem
zawsze serce nad rozumem,
zawsze rozum nad głupotą

ref 2
Ten system jest chory i zły,
chcą cię uwieść kłamstwem, lecz pozostań silny,
Ten system jest chory i zły,
czasem straszy Bogiem, zawsze kusi zyskiem,

Ten system jest chory i zły,
Karmi cię oszustwem, każe nienawidzić,
Ten system jest chory i zły,
nie daj się truciźnie, miłością bądź silny

Jesteś gotowy? Posłuchaj!

3
Jeden – możesz wierzyć w Boga albo i nie wierzyć
Dwa – w czystości żyć albo z kobietą miłość przeżyć
Trzy – po górskich szlakach chodzić, patrzeć za horyzont,
Cztery – anonimowym być pośród tłumu pieszym
Pięć - nie ma znaczenia, jaką ścieżką idziesz bracie,
tylko nie zapomnij o tej prawdzie wojownika:
musisz sercem patrzeć, z dumą szczerość swoją dźwigać,
nie dać się pokusom, ich śliskim kłamstwom oszukać.

Thursday, 15 November 2018

Pilot Pirx i Jesienna Dziewczyna

 
   Pani Aniu
   Przepraszam za tak długą przerwę w korespondencji. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, oprócz okresowego introwertyzmu. Mam nadzieję, że u pani wszystko dobrze. Ciekaw jestem, jak rozwija się pani kariera, jak życie uczuciowe i co nowego pani czyta. No i wszystko, cała reszta, cokolwiek jest ważne.
   Czuję się dzisiaj zmęczony. Poprzedni tydzień w pracy był raczej intensywny, zarówno jeśli chodzi o wysiłek, jak i o nadmiar alkoholu. W tym tygodniu natomiast w podróży zabrnąłem kolejny raz w ślepą uliczkę. Za każdym razem wydaje mi się, że na końcu zobaczę szeroki horyzont, a okazuje się, że trafiam na litą ceglaną ścianę. Ponownie się wycofałem, z silnym postanowieniem, że nie zabłądzę w tamte rejony na nowo. No ale dość o tym. Kontynuujemy zabawę w Trzy Rzeczy? Teraz moja kolej.

   Trzy postacie z książek, którymi chciałem kiedyś być:
   1. Pilot Pirx. Wiadomo – podróże kosmiczne:) Ale nie tylko to. Pamiętam opowiadanie „Test Pilota Pirxa”. Kiedy underdog wygrywa, a śmiały, pewny siebie, silny as idzie w zapomnienie. Postanowiłem wtedy, że zostanę underdogiem. Jak na razie idzie mi wyśmienicie,
   2. Tutejszy. Hmm... Mam takie przeczucie, że pani, jako jedyna z ludzi, których znam, może wiedzieć, o kogo mi chodzi. Była kiedyś taka książka „Kluska, Kefir i Tutejszy”. O trójce dzieciaków, których spotykają niesamowite przygody w różnych wymiarach, miejscach i czasach. O ile pamiętam Kluska i Kefir to było rodzeństwo, a Tutejszy, to tajemniczy chudzielec, który pojawia się znikąd i wydaje się wiedzieć, o co chodzi w tym dziwnym świecie. Kiedy byłem już trochę starszy, dojrzałem tę książkę w bibliotece i ją ukradłem. Zaginęła. Drugi raz znalazłem ją na Allegro. I znów zgubiłem. To chyba jakaś klątwa.
   3. Jean Valjean. Mój tata, polecając mi lektury, nie zwracał uwagi na mój wiek. Czasami nie było to mądre (czytanie Edgara Alana Poe w wieku lat 10 może skończyć się długoletnimi koszmarami i fantazją przyciąganą na zawsze w mroczne rejony), ale w przypadku Nędzników, których przeczytałem, kiedy miałem 14 lat, to był dobry wybór. Jean Valjean, prześladowany bohater, który pomimo niesprawiedliwości, porażek, złych ludzi i nieludzkiego systemu, pozostaje człowiekiem, nie traci dobroci i prawego charakteru.

    Trzy postacie to za mało... Co z Mistrzem? Z bohaterami Strugackich? Z Arjuną? Z Williamem Foggiem? Winnetou? :)

   Teraz pani. Zapraszam.
   Z wyrazami szacunku
   Redaktor Marceli Szpak

***

   Drogi panie Redaktorze
   Bardzo dziękuję za list. Przyznam, że już zaczęłam się martwić. Czytając między wierszami, chyba wiem, do czego się pan odnosi. Proszę się nie zniechęcać. Wiem z całą pewnością (nie powiem skąd), że czeka na pana długa, interesująca i z pewnością nie ślepa uliczka. Kiedy obejrzy się pan któregoś dnia za siebie, zobaczy pan ze zdziwieniem i wielkim zadowoleniem, że dzięki tym peregrynacjom, skrótom, błędom i poszukiwaniom, zaszedł pan dalej, niż jeśli starałby się pan iść tylko prostymi, jasno oświetlonymi ścieżkami. Tak więc głowa do góry!
   (Wiem, kto to Tutejszy!!! Jest pan pierwszą osobą, która go zna. Mam ochotę podskakiwać pod sam sufit z dzikiej radości!:)
   U mnie wszystko w miarę spokojnie. Również mam swoje ślepe uliczki i tak jak pan, czasami na nie zbaczam, ale na szczęście uodporniłam się na ceglane ściany i nawet nie próbuję już przebijać ich głową. Wystarczy, że mignie mi z daleka ich ceglano-ruda czerwień, odwracam się na pięcie i nie poświęcam im zbędnej uwagi. Pyta pan o uczucia. Na tym polu bez fajerwerków. Ale nie narzekam. Fajerwerki są przereklamowane. Cieszę się swoim przytulnym pokoikiem, malutką pracą, którą jestem w stanie zapłacić za dach nad głową, trzy w miarę smaczne posiłki i kilka książek (jeśli nie ma ich jeszcze w bibliotece). Oprócz tego przyznam z lekkim rumieńcem, że nasza korespondencja również wypełnia ciepłem mały kącik w moim sercu.
   A teraz przejdźmy do gry:)

   Trzy postacie z książek, którymi chciałam kiedyś być:
   1. Milady. Proszę się nie bać. Nie jestem mroczną morderczynią (nawet w marzeniach;). Wiem, że to nie była najprzyjemniejsza postać. Ale kiedy Atos obciął jej głowę, to krew mnie zalała! Nadęty hipokryta! Może i nie miała zasad i była okrutna, ale będąc kobietą w świecie mężczyzn, musiała sobie jakoś radzić. Czy będąc skazaną na bycie kobiecą postacią w starej powieści, musiała przyjąć rolę romantycznej, słodkiej i niewinnej niewiasty?;)
   2. Alicja Sielezniewa. Tak jak pan, uwielbiałam fantastykę. Książki o Alicji były moimi pierwszymi. Kiryła Bułyczowa też polecił mi tata. Na szczęście Z Edgarem Alanem Poe czekałam do osiemnastki:) Z Alicją zakochałam się w kosmosie i podróżach w czasie. Forever.
   3. Tytus... Proszę się nie śmiać! Bardzo go lubiłam. Był o wiele sympatyczniejszy od Romka i A’tomka, miał najlepsze pomysły, niczego się nie bał i gdyby nie on, to ci dwaj harcerze mieliby nudne i głupie życie. I wyrośliby pewnie na polityków, albo programistów. Wie pan, czego nie znoszę? Kiedy w radiu puszczają reklamy Mediamarkt  i „Tytus” brzmi tam jak zupełny idiota. Udusiłabym własnymi rękami copywritera, który wpadł na ten świętokradczy pomysł (to mówi Milady:).

   Bardzo dziękuję, że jednak podjął się pan gry. Sprawia mi to ogromną przyjemność.
   Życzę panu spokojnego weekendu. Kiedy będę przechadzać się po Kopcu Kościuszki (wybieram się tam w sobotę z Ambrożym - moim najbliższym przyjacielem i najbrzydszym kundelkiem w Polsce), będę myślała o panu, otoczonym opadłymi z liśćmi, szaro-burymi Beskidami.
   Z ciepłymi uściskami
   Anna Słota
   znana również jako Jesienna Dziewczyna

   PS. Proszę tyle nie pić. Ale naprawdę!
   PPS. Załączam zdjęcie Alicji ze starej radzieckiej adaptacji. Nigdy nie widziałam. Może kiedyś będzie okazja obejrzeć to wspólnie? Jeśli nie w tym życiu, to może w następnym. Co pan na to?


Sunday, 28 October 2018

Gra w Trzy Rzeczy

 












   Dobry, wyciszony dzień. W piątek po południu wróciłem z Bałkanów. W sobotę nie odpocząłem, ponieważ wciągnął mnie proces twórczy. Od dziewiątej rano do drugiej rano dzisiaj pisałem, nagrywałem, edytowałem i dopiero kiedy skończyłem (zadowolony z efektu:), padłem do łóżka.
   Dziś za to zrobiłem sobie dzień relaksu i nicnierobienia. Napaliłem w kominku, ogień tli się od rana, wygonił słotę i chłód ze ścian. Rozpaliłem też w kuchni, żeby nagrzać wodę w bojlerze. Wziąłem długą kąpiel z pianą, prawie zasnąłem w wannie. Później przy szepcie telewizora (leciała powtórka Wielkiej Gry z lat dziewięćdziesiątych) czytałem gotyckie opowiadanie z osiemnastego wieku „Dusze czyśćcowe”, o zepsuciu i nawróceniu Don Juana.
   Czuję się spokojny. Ucichły zawirowania ostatniego roku, pragnienia, rozczarowania, dysonanse. Z ulgą odkrywam, że jestem ciągle sobą, nie popsułem się. Ufff...:)

*** *** ***
 
   Panie Redaktorze
   Zagramy w pewną grę? Proszę, niech się pan nie boi, nic poważnego. Sama ją dzisiaj wymyśliłam i stwierdziłam, że wypróbuję na panu, jeśli oczywiście nie ma pan nic przeciwko. No więc tak. Ta gra się nazywa trzy rzeczy i nigdy się nie kończy. Temat na dzisiaj:
   „Trzy rzeczy, które widzisz, leżąc w wannie.”
   W sumie to nie wiem, czy można nazwać to grą, ale byłam ciekawa, co (i jak) pan napisze. Oczywiście, skoro to wymyśliłam, zacznę od siebie. Mam nadzieję, że nie weźmie pan tego za oznakę mojego egocentryzmu i arogancji (choć trudno zaprzeczyć, że jak większość z nas, w jakimś tam stopniu cierpię na te dolegliwości:).
   Zaczynam.
   Trzy rzeczy, które widzę, leżąc w wannie:
   1.  Moje kolana!:) W mojej mini kawalerce zmieściła się tylko mini wanna, która stoi wciśnięta między wysłużoną pralkę i przyrdzewiały kaloryfer. Nad prawym kolanem mam malutkie, jasnobrązowe znamię. Mama mówiła mi zawsze, że jest kształtu ziemniaka, ale ja uważam, że to dokładna mapa Australii.
   2. Franka. Franek to mój dziki pająk. Próbowałam go oswoić, ale myślę, że pająki to małe narcyzy, które nie są w stanie nawiązać głębszej emocjonalnej relacji. I tak go lubię. Franek od miesięcy rozbudowuje swoją pajęczynę za pralką. Nie mam sumienia, żeby mu ją wymieść. Czasami, kiedy leżę w wannie (albo siedzę na wiadomym miejscu), wychodzi sobie na mnie popatrzeć.
   3. Niemiecką, przedwojenną maszynę do szycia. To bardzo malutka maszyna, mieści się na pralce. Jest czarna, ma złoty napis „Serata”, który otaczają złote frezje. Bardzo ją lubię, choć czasami budzi we mnie niepokój myśl, że może jakaś niemiecka szwaczka naprawiała na niej kiedyś mundur Hitlera. Mam nadzieję, że nie.
   Czy ta gra jest dla pana głupia i dziecinna? Niech pan szczerze powie. Czekam na list.

   Z serdecznymi pozdrowieniami
   Szmuglerka ukraińskich rowerów
   Anna Słota 
   Kraków (jednak trochę tutaj jeszcze pobędę, więc śmiało, niech pan pisze, jeśli tylko będzie pan miał ochotę)



   Pani Anno
   Bardzo dziękuję za  krótki, ale treściwy list. Ta garstka osobistych informacji sprawiła mi ogromną radość. Szczerze mówiąc jestem zaszczycony, że obdarzyła mnie pani takim zaufaniem. A gra wcale nie wydaje mi się głupia ani dziecinna. Obawiam się jednak, że moja łazienka jest trochę trywialna. No ale spróbuję popatrzeć na nią magicznym okiem. No więc...
   Trzy rzeczy, które widzę, leżąc w wannie:
   (o kolanach nie piszę, bo nie chcę dublować:)
   1. Duże zdjęcie Cziburaszki zwanego Kiwaczkiem. Wisi nad pralką. Kiedy jest mi źle i sobie patrzę na tego futrzatego smutnego nie wiadomo co, to robi mi się lepiej. Nie jestem pewny, dlaczego... W jakiś dziwny sposób przypomina mi, kim byłem i jestem. Głupie, co? Czy nie?
   2. Pianę. Lubię się kąpać w pianie. Prawie zawsze wlewam za dużo płynu do bąbelków i kiedy wanna napełnia się wodą to kłęby piany zaczynają spadać na podłogę. Zerkam wtedy zza pienistej zasłony, czy nie zostawiłem w kontakcie kabla od pralki, albo czegoś innego, żeby wymykająca się spod kontroli piana nie skróciła mi niespodziewanie życia.
   3. Półkę z książkami:) Tak, mam w łazience małą, wiszącą półeczkę, na której zawsze leży kilka tomów. Mam coś takiego, że leżąc w wannie lubię czytać klasykę. Obecnie na regaliku znajdują się: „Opowieści Niesamowite” Edgar Alan Poe, „Martin Eden” Jack London, „Dzienniki Gwiazdowe” Stanisław Lem i „Na srebrnym globie” Żuławski. „Opowieści niesamowite” leżą na samym spodzie, żeby nie straszyły mnie okładką, kiedy chcę zrelaksować się w kąpieli, a nie pomaga w tym widok trumny z odsuniętym wiekiem i wysuwającą się dłonią kościotrupa.

   Z jakiegoś powodu kontakt z panią stał się dla mnie bardzo ważny.
   Pozdrawiam panią bardzo serdecznie.
   Marcycho del Urviho

Stara sukienka - Księżycowy Terrorysta



Stara sukienka

Jakie to było przepiękne, kiedy zaczął się bal,
ubrała stara sukienkę, którą ktoś dawno jej dał.
Ona ma w oczach żal, lecz uśmiechem go zakrywa,
pośród ciał, pośród fal, chce się ukryć, w tłumie zginąć.

a jajajajajajaajaj, jaka piękna z niej jest dama,
parę kilo, kilka zmarszczek, ostrożnie zasłoniła,
choć tak głośno i tak pięknie, czuje że czas jej przemija,
ktoś podaje szklankę wina, szybko ze wstydem wypija.

Kiedyś przyjdzie, kiedyś zjawi się,
kiedyś stamtąd ją zabierze,
nie ostatni, który kłamał,
ani tamten który bił.

Ten, co jeszcze jej nie spotkał,
a nie ten, co w oczy kpił,
ten co kochać będzie czysto,
a nie ten co mówił: ssij.

Dajdaradadadaj, to pracowniczy jest bal,
orkiestra gra, no bo dobry szef, zamówił, wielki ma gest.
Ona nie tańczy, choć chciałaby,
przecież chodziła na kurs.
Każdy już wziął to co chciał, a jej żal,
chociaż to dla niego ma.

Ref:
Zatańcz ze mną, mój mężczyzno,
zobacz co dla ciebie mam,
pierwszy taniec, pierwsza miłość,
nie patrz na mój album szram.

Dziś dla ciebie się urodzę,
będę najpiękniejszą z dam,
parę kilo, parę zmarszczek,
tobie dziś w posagu dam.

2.

Kiedyś przyjdzie, kiedyś zjawi się,
kiedyś stamtąd ją zabierze,
nie ostatni, który kłamał,
ani tamten który bił.

Ten, co jeszcze jej nie spotkał,
a nie ten, co w oczy kpił,
ten co kochać będzie czysto,
a nie ten co mówił: ssij.

Friday, 26 October 2018

Słodkie jabłka - Księżycowy Terrorysta

Zapomniałem wkleić ostatnio. Mój najnowszy rzewny;) Z elementami hip hopu, tak dla hecy;)

 

Słodkie jabłka 1. Hej moja mała, otrzyj z twarzy łzę wszystko będzie dobrze, zniknie cały lęk, miłość to jest życie, więc uśmiechnij się, kochaj samą siebie, kochaj też i mnie. Weź do ręki kluczyk, otwórz serce swe, zaproś mnie do środka, tam zamieszkać chcę, na tym głupim świecie każdy zmaga się, dla pieniędzy i pozycji, a ja ciebie, ciebie chcę. Ref: Niech poprowadzę cię za rękę tam gdzie, chciwość ucięła sobie drzemkę i gdzie, nikt się nie chowa, no bo nikt nie musi, gdzie słodkie jabłka, słodka wolność mądrej duszy. 2. Musisz teraz wierzyć, że już będzie dobrze, to co się splątało, z biegiem czasu się rozplącze, miłość to jest droga, miłość to jest dar, im więcej jej dajesz komuś tym więcej jej masz. Pamiętaj że nawet kiedy nie stoję zbyt blisko, nawet wtedy kiedy w kłótni, głupie słowa trysną, miłość to jest droga, miłość to jest dar, im więcej jej dajesz komuś tym więcej jej masz. Ref: Niech poprowadzę cię za rękę tam gdzie, chciwość ucięła sobie drzemkę i gdzie, nikt się nie chowa, no bo nikt nie musi, gdzie słodkie jabłka, słodka wolność mądrej duszy. 3. W materialnym świecie tak to już wygląda, im więcej rozdajesz, tym mniej tego masz, Nic tu nie jest trwałe, każda rzecz się kończy, skończą się pieniądze, kiedyś skończy się twój czas Tylko ona trwa i kwitnie, nigdy nie przestaje, gdy ją masz, to ze mną na jednych falach nadajesz miłość to jest droga, miłość to jest dar, im więcej jej dajesz komuś tym więcej jej masz. Tylko ona trwa i kwitnie, nigdy nie przestaje, gdy ją masz, to ze mną na jednych falach nadajesz słodkie jabłka, słodka wolność, słodki dotyk skóry, w ciele dusza, w duszy miłość, lecimy pod chmury

Wednesday, 24 October 2018

Chrześcijanie niech się smucą (półwysep Istria)

 
 Dwieście euro i tydzień wolnego to mało na bałkańską ekspedycję. Ale i dużo, bo przy takim ograniczeniu człowiek nastawia się na intensywne odczuwanie, patrzenie, doświadczanie... Choć nie wiem, na ile tej intensywności miałem. Myślę, że bardziej nastawiłem się na czas dla siebie, refleksję.
   Rano wczesna pobudka, ale z tym nie mam problemu, sam z siebie budzę się koło szóstej. Cieszyłem się, że szyby zupełnie zaparowały. Mogłem w spokoju i prywatności umyć się chusteczkami nawilżającymi, bez obawy, że ktoś dostrzeże golasa zaplątanego w śpiwory i koce.
   Po drodze, już w Chorwacji, zjadłem śniadanie w zatoczce, a później korzystając z pogody skręciłem w polną dróżkę, zagotowałem wodę i wykąpałem się z garnka, porządnie, z szamponem i całkowitą zmianą ciuchów.















   Do Puli na półwyspie Istria dojechałem popołudniem. Zaparkowałem przy starym rzymskim amfiteatrze, gdzie teraz siedzę i piję białe wino.
   Byłem pochodzić po mieście, posiedziałem nad morzem, zjadłem burka z serem i na tym skończę już zwiedzanie. Położę się wcześnie i poczytam coś. Zabrałem ze sobą dwie książki, które u zarania dziejów miały duży wpływ na ukształtowanie mojej wizji świata: Martin Eden i Buszujący w zbożu. Czuję, że potrzebuję takiego powrotu do korzeni. Próbując się dopasować, trochę zapomniałem ostatnio, kim jestem.
   Dawno nie było listy. No więc...

   Lista na siłę (ale może niekoniecznie)

   1. Zachód słońca pomiędzy filarami ruin amfiteatru. Próbuję wysilić wyobraźnię. Dwa tysiące lat temu bogaci koloniści z Cesarstwa i lokalna śmietanka chorwacka... Nie, wtedy mieszkali tu Ilirowie. No więc siedzieli na tych trybunach i oglądali najnowszą komedię Afraniusza. Wybuchali śmiechem, albo ucinali sobie drzemkę. A później szli pić wino do... vinorium? A ci, którzy mieli wystarczająco szczęścia albo pieniędzy, spędzali resztę nocy na miłosnych igraszkach z żonami albo prostytutkami. A rano skacowani wysyłali niewolnika po więcej wina, żeby jakoś przeżyć poniedziałek.
   2. Sprawia mi dużą satysfakcję układanie całych zdań po chorwacku i obserwowanie, że jestem zrozumiały. Gorzej ze zrozumieniem odpowiedzi :)
   3. Z przyzwyczajenia kupiłem jej mały upominek. Ciężko wykorzenić naturalne odruchy.
   4. Policzyłem dziś gotówkę i wyszło mi, że muszę zacząć kierować się na północ, jeśli nie chcę utknąć z pustym bakiem gdzieś na południu Węgier. Rozłożę sobie powrót na dwa albo trzy dni, żeby jeszcze pocieszyć się podróżą.
   5. Jedna z rzeczy, która zafascynowała mnie w Bałkanach. Napiszę to naokoło. Kiedy miałem jakieś pięć lat, tata zabrał mnie w góry, na granicę ze Słowacją i pokazał odległą wioskę w dolinie. Powiedział, że to jest inny kraj "Za Granicą". Pamiętam, jak wielkie to zrobiło na mnie wrażenie. Gdzieś tam, w niedostępnym miejscu za mistyczną Granicą jest odmienna kraina, gdzie mieszkają odmienni ludzie. To było dla mnie tak, jakby pokazał mi przez lunetę mieszkańców księżyca.
   W tym roku, na wiosnę, postanowiłem, że pojadę właśnie tam, do odmiennych krain, które teoretycznie są bliżej niż te oswojone, które do tej pory poznawałem: Anglia, Irlandia, Dania, Holandia, Hiszpania. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że te miejsca naprawdę tam są. Inne, egzotyczne, barwne, i są niesamowicie blisko. Wystarczy kilka godzin. Moja Xsara stała się moim kosmicznym wehikułem. A mieszkańcy obcych planet nie zdają sobie nawet sprawy, że między nimi przechodza się kosmita, szpieg z krainy deszczowców.
   6. Lubię pisać, bawić się słowami, którymi sam w sobie wykopuję wrażenia. Pisanie najbardziej pomaga mi odzyskiwać siebie po ostatnim roku próbowania być kimś innym w imię uczucia. Kiedy piszę, wszystko się zatrzymuje. Nie czuję się wtedy "nikimś", nie martwi mnie brak wielkiej kariery, bogactwa, wpływów. Nie biegnę, nie boję się, nie martwię. Jestem najbardziej sobą. Jeśli jeszcze kiedyś spotkam osobę, którą pokocham, to tak właśnie powinienem się przy niej czuć. I'm writing it in stone.
   7. Biją dzwony. Rzymianie zapalają pochodnie. Wieczorny spektakl właśnie się zaczyna. Nalejcie wina do czasz i niechaj dzisiejszego wieczoru nikt się nie smuci. (Oprócz Chrześcijan na arenie. Chrześcijanie niech się smucą.)

Tuesday, 23 October 2018

Zapisek znaleziony w ruinach

 
Szłam dziś przez park. Tivoli w październiku jest dla mnie najpiękniejszy. W taki złoty dzień, jak dziś, ale i w szaro-siny, deszczowy, jak wczoraj i jutro.
   Tęsknię za domem. Za naszą chatką pod Radosinem, gdzie mama hodowała róże, a ojciec wracał późno do domu po pracy w browarze. Wiem, że Serbia nie jest daleko. Czasami zdaje mi się jednak, że jest. Kiedy on patrzy na mnie pustym wzrokiem, a oczy które kiedyś spoglądały z miłością, dziś najczęściej prześlizgują się po mnie z gadzią pogardą, wtedy wydaje mi się, że zabrał mnie na księżyc zły duch i zamknął samą w zimnym księżycowym zamku. Słoweński księżyc.
   Myślałam dzisiaj i poczułam coś, co jest prawdą. Czasami tak się zdarzy, że pewna myśl jest tak żywa, potężna i prawdziwa, że nie może być po prostu myślą, musi być prawdą. Pomyślałam, że największym szczęściem jest spotkanie kogoś, kogo Bóg stworzył w tak podobnym natchnieniu, że ten ktoś myśli i czuje zupełnie jak my. I kiedy się spotkamy, to będzie, jakbyśmy spotkali samego Boga. Nie wiem, czy dobrze to tłumaczę. Bratnia dusza.
   Ale później pomyślałam, że czas jest taką nieskończoną otchłanią. Jedna godzina, jeden dzień, rok, stulecie, milion lat. Ile dni ma milion lat?
   Kiedy czasami przechodzam się po muzeum, zdaje mi się, jakbym spadała w bezdenną przepaść. Patrzę np. na taki obraz sprzed 500 lat. Pewnego dnia ktoś go namalował. Może to był taki dzień, jak dzisiaj. Suche kolorowe liście, chłodnawy blask słońca, zapach ziemi. Minął dzień, malarz popatrzył na swoje dzieło i powiedział do żony: kochana, zobacz, chyba już skończyłem, nie będę już nic zmieniał. Jak ci się wydaje? Później minął następny dzień, i następny i następny. Minęło 50 lat i artysta zmarł. Później minęło jeszcze 10000 dni, a później 300000, I tak się zbierało, aż do dzisiaj. Przeraża mnie to.
   No więc czas jest otchłanią. A co jeśli Bóg nie wysyła nas tutaj zgodnie z jakimś planem, tylko wrzuca do świata chaotycznie? "Ty wyląduj sobie dzisiaj, a ty zostań jaskinowcem, a ty na stalowym ptaku polecisz do gwiazd". I wtedy być może nigdy nie spotkamy tej jednej duszy, z którą kochalibyśmy się doskonale, bo mogą dzielić nas tysiące, miliony dni, miliardy godzin!
   Zaczyna się chmurzyć i wiatr mocniej wieje. Nie wiem dlaczego, zrobiło mi się bardzo smutno. Poczułam, że jesteś tak blisko, jak to tylko możliwe. Przez chwilę czułam nawet twój zapach, między gałęziami drzew mignął mi kolor twoich włosów. Rozglądam się i jestem sama...

Adrijana Kovacevic
Ljubljana, 23 październik, 1876 rok

   Zatrzymałem się przy stosie zmurszałych cegieł porośniętych bluszczem. Spodobało mi się to miejsce. Tak blisko centrum Ljubljany, a wydawało się, jakbym znalazł się w angielskiej, zapuszczonej wsi.
   Ogarnął mnie smutek. Ktoś tu kiedyś mieszkał, pracował, kochał, żył.
   Poczułem też zapach perfum, jakich nigdy wcześniej nie czułem. Róża i ogórek. I wśród gałęzi mignął mi kolor twoich włosów.

Marcello de Amontillado
Ljubljana, 23 października, 2018 rok

Ljubljana



 Noc była chłodna, ale dwa śpiwory ogrzewały mnie aż nadto. Obudziłem się o szóstej, po długim, spokojnym śnie. Wstawiłem wodę na kawę na kuchence turystycznej, co wzbudziło zainteresowanie przechodniów zmierzających do pracy. Kawa i papieros odgoniły resztki snu. Odpaliłem silnik i ruszyłem w stronę Ljubljany.
   Jechałem powoli, leniwie, ciesząc się złocistą pogodą. W radiu nastawiłem jakąś spokojną stację, nadającą słoweńską muzykę. Zatrzymałem się na śniadanie (przywieziony z Polski chleb i pasztet sojowy). Na łące zobaczyłem rzeźbę sympatycznego byka z bujną hipsterską grzywką. Podszedłem bliżej, żeby zrobić zdjęcie i okazałości, że to nie rzeźba, ale żywy, najpiękniejszy na świecie długowłosy byczek. Zastygł po prostu w bezruchu, zaskoczony moim pojawieniem się.
   Ljubljana jest urocza. Brukowane ciasne uliczki otaczają wzgórze z zamkiem. Przeszedłem chyba wszystkie. Wspiąłem się też na wzgórze, skąd roztacza się bajeczny widok na całe miasto.
   Przed powrotem do samochodu zjadłem pysznego falafela. Musiałem wrócić i wykupić dodatkowy bilet, ponieważ maksymalny czas parkowania to cztery godziny. A od dziewiętnastej, tak jak w Mariborze, nie płaci się nic, więc zostaję na noc.
   Błądząc po mieście trafiłem do Parku Tivoli, który po zejściu z głównej drogi zamienił się w ciemny, wilgotny las. Przy starych ruinach miałem krótka wizję artystyczno-emocjonalną;) Może ją rozwinę.
   Teraz siedzę opatulony przed pubem Levstik i piję piwo: ciemne mieszane z jasnym. Pycha. W Polsce nie ma takiego dobrego piwa. Nie wiem dlaczego.

Monday, 22 October 2018

Noc w Mariborze

 
A gdyby śpiewak z Mariboru zaczął nucić cichutko, tuż obok parku, gdzie pijany chłopak zwrócił właśnie skromną kolację wymieszaną z piwem? Zasnąłbym jak kamień i nie obudziłby mnie żaden zły sen, jak wczoraj (za dużo ostatnio było tych złych snów).
   Zaraz będzie dziesiąta. Leżę w samochodzie na parkingu przy cichutkiej uliczce obok centrum.
   Słowenia powitała mnie dobrą muzyką w radiu i dobrymi drogami.   
   Odetchnąłem z ulgą, kiedy wyjechałem z Węgier. Zawsze oddycham z ulgą, kiedy opuszczam ten nudny, obcy kraj z jego suchym porządkiem, płaskością i nieprzyjemnym językiem, i wjeżdżam do słowiańskich krain. Tutaj czuję się od razu jak w domu.
   Słuchając radia upewniłem się, że słoweński jest bardzo podobny do chorwackiego i będę mógł się bez trudu porozumieć. Dwa miesiące intensywnej nauki opłaciły się; bez trudu nawiązałem kilka rozmów z mieszkańcami Mariboru. Spytałem, gdzie kupić papierosy o tej porze, do której mogę parkować za darmo, co ciekawego można tutaj zobaczyć. Rozumiałem też wszystkie szyldy :) Do przyszłego lata będzie już zupełnie dobrze.
   Dwanaście godzin za kółkiem wyciszyło mnie. Byłem zmęczony, bo kolejną noc spałem tylko kilka godzin, ale umysł pozostał skupiony i spokojny.
   Jutro chcę zwiedzić Ljubljanę (oryginalny zapis podoba mi się o wiele bardziej niż polska Lublana. Brzmi słodziej, miękcej). Nie wiem, czy zostanę tam na noc, ale całkiem możliwe. Chciałbym zobaczyć to miasto nocą, napić się piwa w przytulnym pubie, poobserwować ludzi, poczuć ich.
   A później Chorwacja. Jest taki półwysep na północy, który mi się spodobał na mapie, będę chciał się tam zatrzymać na chwilę.
   Inspiracją do tej podróży jest samotność. Moje potrzeby emocjonalne: potrzeba bliskości, głębokiej rozmowy, zrozumienia, dotyku, intymności, są niezaspokojone. Szukając kontaktu z kimś, kto wydawał mi się jeszcze niedawno bliski, natknąłem się na ścianę niezrozumienia na skalę kosmiczną. Jakbyśmy byli z dwóch różnych planet.
   Podróż pozwala mi nabrać dystansu. Odrywając się od miejsca, gdzie mieszkam i pracuję, odrywam się w pewnym sensie od siebie. Stając się obserwatorem mijanych krain, troszkę staję się też obserwatorem siebie i mogę podejść do swoich spraw z pewną neutralnością.
   Eh, coś chyba marudzę i za bardzo filozofuję:) To przez zmęczenie.
   Światła uniwersytetu ekonomicznego zaglądają mi do samochodu, ale nie przeszkadzają. Z rzadka przejeżdżają poniedziałkowe auta i jeszcze rzadziej rozlegają się kroki przechodniów. Troszkę zlepiają się mi już powieki. Na pewno nie narysuję nic do tego zapiska. Zrobię tylko zdjęcie. Dobrze mi tu na swój sposób. Lepiej niż we własnym łóżku.
 

Sunday, 21 October 2018

Niedziela przedbałkańska

 
 Jest ranek. Ogień wesoło strzela w piecu, czajniki szumią parą, zza ścian dobiegają głosy budzących się turystów. To ostatnia niedziela trzytygodniowego maratonu pracy. Choć jestem zmęczony, było warto: spłaciłem wszystkie długi, a to dla mnie bardzo ważna rzecz. Teraz czeka mnie tydzień urlopu. Planuję jutro wyruszyć na krótką wycieczkę na Bałkany. Myślę o Słowenii i kawałku Chorwacji. Może pora roku nie najlepsza, ale nie przejmuję się. Potrzebuję przestrzeni, żeby móc swobodnie pooddychać i pomyśleć. Długa podróż samochodem do krainy, którą ostatnio pokochałem na pewno mi w tym pomoże. I będę mógł poćwiczyć i wypróbować mój chorwacki :)
   Dziś wyspałem się lepiej niż w ciągu ostatnich kilku tygodni. Zaczynam uwalniać się od negatywnych przekazów na swój temat, którymi byłem ostatnio intensywnie karmiony. Cieszę się wewnętrzna wolnością, wracającą energią, perspektywami. Planuję otaczać się pozytywnymi ludźmi, którzy mnie doceniają, szanują to, co robię, prezentują podobne spojrzenie na rzeczywistość, są dojrzali emocjonalnie. A jeśli takich nie spotkam w tym momencie, to i tak jakiś czas chcę pobyć sam, poukładać sobie wszystko w środku, zanim znów otworzę się na związek i wpuszczę kogoś do swojego życia.
   No więc jutro zaczyna się trzecia wyprawa bałkańska! I to trzecia w tym roku:)
   Dziś po zejściu z gór planuję wreszcie posprzątać dom na błysk, oprać się i spakować. Mam tylko 3 kartusze do kuchenki, ale na tydzień powinno wystarczyć. Wezmę też coś do czytania, chce mi się jakiejś klasyki. Od jakiegoś czasu chodzą za mną "Nędznicy", może wygospodaruję czas na lekturę. Oprócz tego dziennik, żeby systematycznie pisać. Dwa śpiwory, bo będę spał w samochodzie, a noce mają być zimne. Nagrać na płyty kilka nowych albumów, bo starocie już mi się przesluchały. Jakieś zakupy w Biedronce, bo budżet wyjątkowo ograniczony. I tyle. Cała naprzód ku nowej przygodzie ;)