Tuesday, 23 October 2018
Zapisek znaleziony w ruinach
Szłam dziś przez park. Tivoli w październiku jest dla mnie najpiękniejszy. W taki złoty dzień, jak dziś, ale i w szaro-siny, deszczowy, jak wczoraj i jutro.
Tęsknię za domem. Za naszą chatką pod Radosinem, gdzie mama hodowała róże, a ojciec wracał późno do domu po pracy w browarze. Wiem, że Serbia nie jest daleko. Czasami zdaje mi się jednak, że jest. Kiedy on patrzy na mnie pustym wzrokiem, a oczy które kiedyś spoglądały z miłością, dziś najczęściej prześlizgują się po mnie z gadzią pogardą, wtedy wydaje mi się, że zabrał mnie na księżyc zły duch i zamknął samą w zimnym księżycowym zamku. Słoweński księżyc.
Myślałam dzisiaj i poczułam coś, co jest prawdą. Czasami tak się zdarzy, że pewna myśl jest tak żywa, potężna i prawdziwa, że nie może być po prostu myślą, musi być prawdą. Pomyślałam, że największym szczęściem jest spotkanie kogoś, kogo Bóg stworzył w tak podobnym natchnieniu, że ten ktoś myśli i czuje zupełnie jak my. I kiedy się spotkamy, to będzie, jakbyśmy spotkali samego Boga. Nie wiem, czy dobrze to tłumaczę. Bratnia dusza.
Ale później pomyślałam, że czas jest taką nieskończoną otchłanią. Jedna godzina, jeden dzień, rok, stulecie, milion lat. Ile dni ma milion lat?
Kiedy czasami przechodzam się po muzeum, zdaje mi się, jakbym spadała w bezdenną przepaść. Patrzę np. na taki obraz sprzed 500 lat. Pewnego dnia ktoś go namalował. Może to był taki dzień, jak dzisiaj. Suche kolorowe liście, chłodnawy blask słońca, zapach ziemi. Minął dzień, malarz popatrzył na swoje dzieło i powiedział do żony: kochana, zobacz, chyba już skończyłem, nie będę już nic zmieniał. Jak ci się wydaje? Później minął następny dzień, i następny i następny. Minęło 50 lat i artysta zmarł. Później minęło jeszcze 10000 dni, a później 300000, I tak się zbierało, aż do dzisiaj. Przeraża mnie to.
No więc czas jest otchłanią. A co jeśli Bóg nie wysyła nas tutaj zgodnie z jakimś planem, tylko wrzuca do świata chaotycznie? "Ty wyląduj sobie dzisiaj, a ty zostań jaskinowcem, a ty na stalowym ptaku polecisz do gwiazd". I wtedy być może nigdy nie spotkamy tej jednej duszy, z którą kochalibyśmy się doskonale, bo mogą dzielić nas tysiące, miliony dni, miliardy godzin!
Zaczyna się chmurzyć i wiatr mocniej wieje. Nie wiem dlaczego, zrobiło mi się bardzo smutno. Poczułam, że jesteś tak blisko, jak to tylko możliwe. Przez chwilę czułam nawet twój zapach, między gałęziami drzew mignął mi kolor twoich włosów. Rozglądam się i jestem sama...
Adrijana Kovacevic
Ljubljana, 23 październik, 1876 rok
Zatrzymałem się przy stosie zmurszałych cegieł porośniętych bluszczem. Spodobało mi się to miejsce. Tak blisko centrum Ljubljany, a wydawało się, jakbym znalazł się w angielskiej, zapuszczonej wsi.
Ogarnął mnie smutek. Ktoś tu kiedyś mieszkał, pracował, kochał, żył.
Poczułem też zapach perfum, jakich nigdy wcześniej nie czułem. Róża i ogórek. I wśród gałęzi mignął mi kolor twoich włosów.
Marcello de Amontillado
Ljubljana, 23 października, 2018 rok
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment