Monday, 22 October 2018
Noc w Mariborze
A gdyby śpiewak z Mariboru zaczął nucić cichutko, tuż obok parku, gdzie pijany chłopak zwrócił właśnie skromną kolację wymieszaną z piwem? Zasnąłbym jak kamień i nie obudziłby mnie żaden zły sen, jak wczoraj (za dużo ostatnio było tych złych snów).
Zaraz będzie dziesiąta. Leżę w samochodzie na parkingu przy cichutkiej uliczce obok centrum.
Słowenia powitała mnie dobrą muzyką w radiu i dobrymi drogami.
Odetchnąłem z ulgą, kiedy wyjechałem z Węgier. Zawsze oddycham z ulgą, kiedy opuszczam ten nudny, obcy kraj z jego suchym porządkiem, płaskością i nieprzyjemnym językiem, i wjeżdżam do słowiańskich krain. Tutaj czuję się od razu jak w domu.
Słuchając radia upewniłem się, że słoweński jest bardzo podobny do chorwackiego i będę mógł się bez trudu porozumieć. Dwa miesiące intensywnej nauki opłaciły się; bez trudu nawiązałem kilka rozmów z mieszkańcami Mariboru. Spytałem, gdzie kupić papierosy o tej porze, do której mogę parkować za darmo, co ciekawego można tutaj zobaczyć. Rozumiałem też wszystkie szyldy :) Do przyszłego lata będzie już zupełnie dobrze.
Dwanaście godzin za kółkiem wyciszyło mnie. Byłem zmęczony, bo kolejną noc spałem tylko kilka godzin, ale umysł pozostał skupiony i spokojny.
Jutro chcę zwiedzić Ljubljanę (oryginalny zapis podoba mi się o wiele bardziej niż polska Lublana. Brzmi słodziej, miękcej). Nie wiem, czy zostanę tam na noc, ale całkiem możliwe. Chciałbym zobaczyć to miasto nocą, napić się piwa w przytulnym pubie, poobserwować ludzi, poczuć ich.
A później Chorwacja. Jest taki półwysep na północy, który mi się spodobał na mapie, będę chciał się tam zatrzymać na chwilę.
Inspiracją do tej podróży jest samotność. Moje potrzeby emocjonalne: potrzeba bliskości, głębokiej rozmowy, zrozumienia, dotyku, intymności, są niezaspokojone. Szukając kontaktu z kimś, kto wydawał mi się jeszcze niedawno bliski, natknąłem się na ścianę niezrozumienia na skalę kosmiczną. Jakbyśmy byli z dwóch różnych planet.
Podróż pozwala mi nabrać dystansu. Odrywając się od miejsca, gdzie mieszkam i pracuję, odrywam się w pewnym sensie od siebie. Stając się obserwatorem mijanych krain, troszkę staję się też obserwatorem siebie i mogę podejść do swoich spraw z pewną neutralnością.
Eh, coś chyba marudzę i za bardzo filozofuję:) To przez zmęczenie.
Światła uniwersytetu ekonomicznego zaglądają mi do samochodu, ale nie przeszkadzają. Z rzadka przejeżdżają poniedziałkowe auta i jeszcze rzadziej rozlegają się kroki przechodniów. Troszkę zlepiają się mi już powieki. Na pewno nie narysuję nic do tego zapiska. Zrobię tylko zdjęcie. Dobrze mi tu na swój sposób. Lepiej niż we własnym łóżku.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment