Wszystko, co zaplanowałem, załatwiłem. Wcale nie jechało się źle vanem, wręcz przeciwnie. Kiedy już siedzę wysoko, na ciężkim dieslowym silniku, to nie zamieniłbym tego na moją Xsarę. Potrzebowałem wycieczki, dobrze mi zrobiła. Kiedy ostatnim razem byłem w Katowicach, żeby zamówić namiot, było ciężko - wskoczyły mi setki wspomnień z M, w końcu spędzałem tam dużo czasu. Lubiła podróżowanie, zawsze byliśmy w ruchu. Dziś było lżej. Cieszyłem się słońcem, prowadzeniem samochodu, muzyką, papierosami.
Zastanawiałem się dzisiaj, dlaczego tyle piszę na blogu, kiedy jestem sam. No ale to proste - choć jestem introwertykiem, to lubię się szczerze wygadać. Kiedy nie mam do kogo otworzyć gęby, to piszę. Rozmawiam wtedy z sobą i daje mi to ulgę. Oczywiście ktoś tam mnie czyta. Garstka osób, na jednej ręce można policzyć. Mam taką wtyczkę blogową, mogę zerknąć na mapie. Mam w sumie trzech czytelników. Adaś jest prawie codziennie, ogrzewa mnie swoim smutnym, ciepłym, gejowskim sercem:) Dwie inne osoby, które się pojawiają... Jeden stary znajomy, który pomógł mi ze startem biznesu, jego analityczny umysł fascynuje się kłębkiem uczuć, emocji, wewnętrznych walk, którym jestem. Nie może tego ogarnąć, choć czasami myśli, że wie, ale to tylko jego analityczny umysł go wciąga w pułapkę. Musiałby dużo puścić, ale nie wiem, czy potrafi. Jest jeszcze trzecia, myślę, że to M. Urażona, zraniona, porzucona, zgorzkniała, zagląda czasami, choć w życiu by się do tego nie przyznała. A może to zupełnie ktoś inny i geograficzna zbieżność jest po prostu przypadkiem. Kiedyś sporo osób mnie tutaj odwiedzało. Ale wtedy pisałem inaczej. Jeszcze za czasów Tani. Wtedy nie byłem rozbitkiem, ale po prostu lubiłem coś napisać, poczytać innych ludzi, komentowałem, poruszałem różne tematy, od Tarota do polityki, podróży, jakoś się ludzie przewijali. No a teraz mnie w sumie cieszy, że prawie nikogo nie ma. Mogę sobie to wszystko traktować bardziej osobiście, kameralnie.
Sprzedałem dziś jednego z Behemotów. 150 zeta. Fajnie, bo byłem zupełnie bez kasy. Zrobiłem zakupy, wziąłem wino, pomidory w puszce, makaron, kawałek cheddara, z 3 jogurty, czekoladę, paczkę fajek. Zrobiłem spaghetti. I tyle z obrazu. Nich ktoś mi kiedyś ponarzeka, że za drogo sprzedaję...;) Wino dobre, hiszpańskie, Don Simon, czerwone, wytrawne, długo leżało w dębowej beczce, czasami, jak dziś lubię ten cierpki, dymny smak. Aha, wziąłem też kłębek grubej dratwy. Będą na niej wisiały obrazy w namiocie, żeby całą przestrzeń wykorzystać.
No ale wydatki czekają mnie większe, za dwa tygodnie muszę zapłacić ubezpieczenie Xsary, a za cztery przegląd Trafica. Mam nadzieję, że te 3 kiermasze grudniowe uzbierają na to. A jeszcze prezenty świąteczne, paliwo i życie, pierwszy ZUS, jak przystało na przedsiębiorcę... Fuck...:) You are a real artist, my brother. Probably Russian and from XIX century... Tym tekstem zrobiłem sobie smaki na opowiadania Dostojewskiego:) Trzymałem kiedyś w ręce taki zbiór, "Białe Noce". Poszukam w sieci, ściągnę na Kindla i popłynę.