Rozkręcił się znowu ten mój blog. Zawsze jak jestem sam, kiedy dopada mnie smutek, no i po prostu samotność, odwracam się do środka. Dziś od rana malowałem Behemoty. Męczy mnie trochę bezsenność, budzę się o piątej, czwartej rano, więc start mam dobry. Nie mogę już zasnąć, bo dopadają mnie myśli różne. Nie martwię się biznesem, to jakoś ogarnę. Chodzi o emocje, miłość. Czuję, że to wszystko źle poszło. Tęsknię za M. choć tak bardzo wiem, jak ten związek był zły dla mnie, jak źle byłem traktowany, jak mnie to rozwalało, rozbijało samo serce, sedno tego, kim jestem. Nie mogłem jej ufać, od czułości potrafiła w sekundę przejść do wściekłości, zazdrości i agresji. Ciężko tak było funkcjonować. Ale i tak mi brakuje tych dobrych chwil, które też się zdarzały. Czułości, seksu, podróży. No ale co, to nie miało szansy się zmienić.
Sam już nawet nie wiem, czy brakuje mi jej, czy ogólnie bliskości, dotyku, świadomości, że jest ktoś bliski, piękny, pełen energii. Więc zostawiam to, niech swędzi to uczucie, aż wreszcie przestanie. A kiedy przestanie, to coś innego się wydarzy. Może.
Mam opory pisać o tych głębszych rzeczach, szczerze, bo jestem świadomy, że albo ona, albo inna ona, to przeczyta, i ktoś poczuje się zraniony, albo dostanie zielone światło, albo cokolwiek. Ale nie chcę się ciągle hamować, zastanawiać. Ten blog zawsze był takim szczerym zakątkiem, miejscem, w którym mogłem być sobą, w lepszych i gorszych momentach. Nie chcę ograniczać się strachem.
Jestem:
- samotny
- podekscytowany moim projektem
- zaniepokojony ilością fajek i wina w codziennym życiu
- niepewny, czy dobrze żyję, czy nie
- stęskniony za miłością
- smutny na to wszystko, co się dzieje na świecie
- pełen strachu, że mało życia mi zostało i nic nie zdążę (za 3 miesiąc będę miał 46 lat)
Popołudnie, ale w sumie już wieczór. Kończę butelkę Riojy, oglądam House'a, który mnie wycisza, unikam przebrania pościeli, choć pełno okruchów, bo żrę chipsy w łóżku, zastanawiam się, czy jutro się zbiorę, żeby posprzątać dom, myślę czy może jutro nie wybrać się na dłuższą przejażdżkę, żeby trochę się wyrwać, ale z drugiej strony nie mam kasy na paliwo, jeszcze cholerstwo podrożało, więc po prostu nie wiem, czy daleko zajadę.

Piękne te koty. Masz swój styl. Zdolnyś.
ReplyDelete