Tuesday, 5 May 2009

Pocałunek nieśmiertelności.



Pocałunek nieśmiertelności.
(sen)

Byłem młodym mężczyzną, niedocenionym poetą, mieszkającym w maleńkim pokoiku na poddaszu, w jakimś wielkim mieście. Nie miałem pieniędzy, bywałem głodny, a do tego zakochałem się w dziewczynie z bogatej rodziny. Niestety byłem zbyt nieśmiały, żeby do niej zagadać i jedyne na co mogłem się odważyć, to marzyć o niej.

Któregoś wieczoru, kiedy chłodna noc skryła się pod płaszczem gęstych chmur, usłyszałem pukanie do drzwi. Nigdy nie miałem gości, a już z pewnością nie o tej porze. Zdziwiony otworzyłem drzwi, za którymi stał wysoki, poważny mężczyzna. Choć było w nim coś złowrogiego, poczułem że nie mam się czego obawiać. W jakiś sposób wiedziałem, że przyszedł jako mój przyjaciel.
- Chodź ze mną chłopcze i nie zadawaj pytań – powiedział cicho.
Bez słowa wziąłem do ręki płaszcz i poprawiwszy długie włosy, skinąłem na mojego gościa, że jestem gotowy. To było dziwne, ale w pełni mu ufałem. Poza tym przeczuwałem nadejście wielkich zmian w moim życiu. Mogłem czuć w powietrzu zapach przygody i wiedziałem, że nadchodzi moment, na który długo czekałem; wreszcie zobaczę, co kryje się po drugiej stronie rzeczywistości.

W korytarzu natknęliśmy się na mojego sąsiada-dziwaka, z którym nigdy nie udało mi się zamienić ani słowa. Miałem wrażenie, że mną pogardzał, choć sądząc z jego ubioru, wcale nie był w lepszej sytuacji niż ja. Jak zwykle nie zwrócił na mnie uwagi, ale o dziwo ukłonił się z szacunkiem Nieznajomemu. Domyśliłem się, że wiąże ich jakaś tajemnica, którą wkrótce miałem poznać ja sam.
Wyszliśmy na czarną ulicę pachnącą zgniłymi liśćmi i deszczem.

Czułem się odświętnie, wiedząc, że wkrótce zdarzy się coś cudownego i strasznego zarazem. Choć była noc, w bladym świetle gazowych latarni, byłem w stanie przyjrzeć się Nieznajomemu. Ubrany był w czarny, długi płaszcz, spod którego wystawał kawałek pochwy na szablę. Podobnie jak ja, miał długie, czarne włosy, które związane, ciasno opinały jego głowę i tylko kilka kosmyków opadało na wysokie, dumne czoło. Jakby wyczuwając mój badawczy wzrok, odwrócił się w moim kierunku i uśmiechnął się szeroko.
Wtedy właśnie pierwszy raz zobaczyłem jego zęby i zdałem sobie sprawę, że Nieznajomy jest wampirem. Jednakże pomimo niezwykłości sytuacji, nie poczułem żadnego strachu. Wręcz przeciwnie, moje podniecenie jeszcze się zwiększyło.
- Wiesz po co przyszedłem? – zapytał, ciągle się uśmiechając.
- Nie mam pojęcia.
- Obserwowałem cię od dawna. Dziś chcę pokazać ci moje życie. Pod koniec nocy będziesz mógł zadecydować, czy chcesz otrzymać mój dar.
Serce zabiło mi mocniej i nie mogłem ukryć radości. Jednak miałem rację! Dziś w nocy miało zdarzyć się coś szczególnego!
Nieznajomy pokiwał głową, tym razem już poważny i powiedział:
- Zaczekaj, aż skończy się noc.




Po kilkunastu minutach zagłębiliśmy się w dzielnicę, która w całym mieście miała złą sławę. Nie czułem strachu, dopóki nie zobaczyłem, że mój przewodnik rozgląda się z niepokojem dookoła. W jakiś sposób wiedziałem, że nie boi się o siebie, ale o mnie. Przyśpieszyliśmy kroku, który nagle zaczął odbijać się głośnym echem, w złowrogich uliczkach-pułapkach. Wkrótce do stukotu naszych kroków dołączyły się nowe dźwięki – chichotanie, pijackie piosenki w dziwnym języku, przechodzące w poważne, mroczne modlitwy, groźby, których nie mogłem zrozumieć.
Zacząłem naprawdę się bać.
- Biegnij – rzucił Nieznajomy i w geście obrony, rozpostarł swój płaszcz, który wydawał się stapiać z ciemnością dookoła nas. Nie potrzebowałem zachęty. Biegliśmy jak szaleni. Wiedziałem, że od tego zależy moje życie. Zdawałem sobie sprawę, że sam już dawno wpadłbym w ręce naszych prześladowców i tylko moc mojego nowego przyjaciela pozwala mi biec tak szybko.
W pewnym momencie, gdy wydawało się, że zostawiliśmy nasz pościg daleko za sobą, Nieznajomy nagle skręcił w bramę i po chwili byliśmy już na schodach starej kamienicy.
Wreszcie mogłem złapać oddech.
- Kim oni są? – spytałem zdyszany.
Nieznajomy nakazał mi gestem milczenie, po czym szeptem wyjaśnił, że są to wampiry, jak on, które widzą we mnie ofiarę, na której chcą się pożywić, a nie adepta mocy, którym jestem dla niego. Następnie wyjaśnił, że całe miasto pełne jest różnych istot, energii i krain, ukrytych w innych wymiarach, które czają się w nigdy nie uczęszczanych uliczkach. Nasz dzienny świat jest tak naprawdę tylko małym i nudnym wycinkiem rzeczywistości.

Nagle ktoś z wściekłością uderzył w drewniane drzwi. Nieznajomy wskazał na schody prowadzące na górę. Zanim nasi prześladowcy rozbili drzwi, udało nam się schronić w jednym z mieszkań. W ciemnym, pachnącym dymem pokoju, siedziała stara kobieta, która popatrzyła na nas z zaciekawieniem, ale nie odezwała się ani słowem. Po chwili usłyszeliśmy uderzenia, drwiące krzyki i drapanie w drzwi, za którymi znaleźliśmy schronienie.
Stara kobieta nie spuszczała z nas wzroku, aż w końcu wskazała na zakratowane okno którego wcześniej nie dostrzegliśmy. Nieznajomy wyrwał kraty jednym ruchem i po chwili znów biegliśmy, tym razem skacząc po dachach i balkonach. Choć czułem strach, na myśl o tym, co mogą nam zrobić ścigający nas mordercy, to było w tej ucieczce coś przyjemnego – pęd, adrenalina i świadomość przeżywania czegoś niezwykłego.

Wreszcie się zatrzymaliśmy. Był to ostatni dach, za nim nie było już nic. Nieznajomy odwrócił się do mnie.
- Nie możemy już dalej uciekać. Przykro mi, że naraziłem cię na to, ale teraz nie masz już wyboru: jeśli zostaniesz człowiekiem, oni cię zabiją. Jeśli zdecydujesz się na moje ukąszenie, będziesz taki jak ja. Wtedy nic nie będą mogli ci zrobić.
- Nie martw się. Nawet gdybyśmy ich nie spotkali, podjąłem decyzję, kiedy tylko zobaczyłem cię w drzwiach. Zrób to.
Nie tracąc czasu chwycił mnie w ramiona, jakby do pocałunku i wgryzł się w moją szyję. Ból był straszliwy. Miałem wrażenie, jakby z jego zębów wylał się jad, który zatruł moją krew ogniem i kosmiczną próżnią. Poczułem jak wycieka ze mnie życie i zwiędłem w jego ramionach, jak marionetka. Po kilku chwilach jednakże, poczułem, że wlewa się we mnie nowe życie: mocniejsze, głębsze i bardziej soczyste, niż to, którego zostałem właśnie pozbawiony.

W tym momencie dopadł nas pościg i znów zaczął się ból. Tym razem jednak wiedziałem, że nic nie mogą nam zrobić. Rzucili się na nas jak dzikie zwierzęta i zaczęli szarpać nas i gryźć w złości, widząc, że jednak, w jakimś sensie udało mi się uciec. W końcu wyładowawszy na nas swoją złość, odeszli w ciemność, szukać nowej ofiary, a my zostaliśmy sami, na wysokim dachu, leżąc i wracając do sił.

Po kilku, może kilkunastu minutach udało mi się wstać. Wciągnąłem w płuca zimne powietrze nocy. Rozejrzałem się dookoła i zdałem sobie sprawę, że świat wygląda inaczej. Pojawiły się nowe kolory, z których nie zdawałem sobie do tej pory sprawy, wszystkie z nich, będąc odcieniami fioletu, czerwieni i czerni. Przedmioty, które do tej pory wydawały mi się martwą materią, nabrały życia, posągi wydawały się ruszać i rozmawiać. Choć była noc, mogłem patrzeć tak daleko, jak chciałem, zaglądając nawet w okna mieszkań po drugiej stronie miasta. Zobaczyłem nawet mój pusty pokój na poddaszu, a później pokój mojej ukochanej. Wypełniała mnie energia i poczucie wolności oraz nieograniczonej siły. Noc stała się moim żywiołem. Zaśmiałem się głośno.
- Dziękuję – powiedziałem do Nieznajomego, który uśmiechnął się do mnie ze zrozumieniem.
- Teraz powinniśmy wrócić - powiedział cicho.
- Gdzie?
- Do twojego mieszkania. Późno już – dodał z zawadiackim uśmiechem.
Ruszyliśmy więc w drogę powrotną. Cieszyłem się tym spacerem, delektując się całkiem nowym postrzeganiem miasta. Po drodze spotkaliśmy wiele osób, istot nocy, jak my i patrząc na mijające nas wampiry, wilkołaki, upiory i duchy, zrozumiałem, jak bogatsze jest moje miasto, od tego jakie znałem do tej pory.

Wreszcie doszliśmy z powrotem do mojego mieszkania.
- Tutaj się rozstajemy – powiedział, wyciągając do mnie dłoń. Uściskałem ją mocno.
- Zobaczymy się jeszcze? – spytałem.
Nieznajomy zaśmiał się cicho.
- Jeszcze będziesz miał mnie dość, chłopcze.
Odetchnąłem z ulgą.
- To do widzenia.

W korytarzu znów spotkałem sąsiada. Pierwszy raz w życiu popatrzył na mnie i z uśmiechem pokiwał mi głową. To też wampir! Zaśmiałem się do siebie, kiwając z niedowierzaniem głową. Kto by się spodziewał?

Trzymając dłoń na klamce, pomyślałem nagle o dziewczynie. Hmm, chyba nie byłbym w stanie położyć się teraz spać. Nie, zanim nie zrobię jeszcze jednego szaleństwa. Zbiegłem ze śmiechem po schodach (a może pofrunąłem?) i złapałem stojący pod drzwiami rower. Jazda była inna niż zwykle: nie czułem żadnego wysiłku, serce rozpierała mi radość, która co i rusz wylewała się ze mnie śmiechem, albo piosenką. Już nie jechałem, ale unosiłem się coraz wyżej, jak chłopiec w „ET”, zostawiając pod stopami dachy domów, koty i pojedyncze, oświetlone okna nocnych Marków.

Od tego momentu wszystko stało się pijanym igrzyskiem, chaosem mocy i tajemnicy.
Kiedy przez okno wjechałem rowerem do jej pokoju, nie napotkałem żadnego oporu. Dziewczyna bez słowa usiadła na ramie i objąwszy mnie mocno za szyję, pocałowała w usta, zgadzając się być wieczną towarzyszką naszych wspólnych od teraz, nocnych przygód. Jeszcze tej nocy miałem obdarzyć ją pocałunkiem nieśmiertelności.

2 comments:

  1. Etycznie byłoby zamieścić uwagę, by nie czytać tego o północy. Skoro autor tego nie zrobił, to ja ostrzegam ;)
    Pisane o: 00.35
    :)

    ReplyDelete
  2. Północ to najlepsza pora, żeby to czytać:)

    ReplyDelete