Monday, 4 May 2009

Refleksje z Alhambry.



Refleksje z Alhambry.
(Fragment "Byli też ciemnoocy...")

Usiadłem na ławce, oddając się myślom. Czułem, że muszę spróbować wejść na trochę wyższą falę melancholii i wznieść się z suchej depresji i wyobcowania, na smutną nostalgię, która nawilżyłaby mi duszę choć kilkoma kroplami ciepłej zadumy. Nie wiedziałem, co ściągnęło mnie tak bardzo w dół. Może była to zatłoczona hałaśliwymi turystami Alhambra, która w niczym nie przypominała wierszy Lorci, ani obrazów Giraulta de Prangey, ale raczej supermarket pełen klientów, biegających ze swoimi aparatami od jednego produktu do następnego. A może to dzisiejszy kac zmieszał się z tęsknotą za domem i zmienił mnie z żądnego przygód, siedmiodniowego wagabundy, w zagubionego i gorzkiego faceta ścigającego złudzenia.

Miałem niewielką nadzieję, że uda mi się zobaczyć Alhambrę taką, jaką wyobrażałem ją sobie jeszcze kilka dni temu (a w sumie to kilka lat, od momentu, kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz z jaskini na Sacromonte), ale nie potrafiłem przedrzeć się przez przez spoconych, podekscytowanych turystów, którzy wymieniali się szablonowymi okrzykami zachwytu ani groźnych ochraniarzy, rozmawiających poważnie przez krótkofalówki.

Trudno jest mi napisać coś o samych zabytkach - coś co nie było już napisane tysiące razy. Tak, budowle dawnych mieszkańców tej ziemi różnią się od topornych, grubo ciosanych z kamienia pozostałości po ich chrześcijańskich następcach. Jest w nich lekkość, dbałość o szczegóły , cierpliwość (tak cierpliwi potrafią być tylko ludzie pustyni) i zmysłowość, którą znamy z „Baśni tysiąca i jednej nocy”. Tamci ludzie inaczej postrzegali świat, starali się czerpać z niego radość innymi zmysłami niż my oraz wyrażać siebie w cierpliwej dokładności i delikatności.

Tyle mogłem zobaczyć, ale byłem daleko od prawdziwego dotknięcia tego, co rejestrowałem oczami i aparatem. Może gdybym był tam sam, w ciepłą letnią noc, dawni władcy Alhambry z dumą oprowadziliby mnie po swoich domach i pałacach, opowiadając o swoich marzeniach i wizji świata. Dziś jednak nie było tam żadnych duchów, które wystraszone fleszami aparatów i krzykami biegających po krętych korytarzach dzieci, uciekły; może na pustynie niedalekiej Afryki, ujeżdżając piaskowe konie, a może wróciły do swojego Raju, odpocząć wśród pięknych Hurys. Dziś byłem tam tylko ja, misterne, martwe rzeźby i spoceni turyści.

Przechadzając się po Alhambrze i spoglądając w dół, na Granadę, pomyślałem o tysiącach Arabów, którzy tutaj mieszkali a którzy w końcu musieli opuścić Hiszpanię; ostatni z nich w XVI wieku zostali zapakowani na statki i porzuceni na plażach Afryki.
Kilkaset lat później Walter Starkie, kolejny pisarz, którego bardzo lubię, przemierzając Maroko został zaproszony na kolację do domu pewnej arabskiej rodziny. Po posiłku gospodarz wyciągnął z szafy zawinięty w materiał jakiś ciężki przedmiot i podał go Starkiemu.
- Zobacz.
Starkie wyciągnął z zawiniątka masywny, metalowy klucz i spojrzał pytająco na gospodarza, na co ten powiedział uroczyście:
- Kiedy Hiszpanie wyrzucali nas z naszych domów, każda z rodzin zachowała klucz do swojego domu i od tego czasu jest on przekazywany z pokolenia na pokolenie.
- Ale po co? – spytał zaciekawiony Starkie.
Oczy starego Araba zabłysnęły ogniem.
- Bo pewnego dnia wrócimy do domu.




4 comments:

  1. A ja myślę, że Alhambra - taka, jaką widziałeś - może połączyć się z tą wyobrażaną wcześniej. Są obrazy, które zapamiętuje się podświadomie, mimo całego tego zgiełku, a nawet to, co widziane przechodzi przez filtr, działają mechanizmy pamięci, potem czytasz jakąś książkę, przypominasz sobie inną (może "Pamiętnik znaleziony w Saragossie" - dziwna, piękna książka, mam wrażenie, że ją znasz) i sam budujesz obraz Alhambry.

    ReplyDelete
  2. Masz rację. Teraz po jakimś czasie, widzę Alhambrę inaczej, bardziej nastrojowo. Czas zawsze koloruje wspomnienia i często, dopiero po latach widzi się mistycyzm i czar. Czasami jednak są chwile, które udaje się przeżywać tu i teraz, i to ma szczególną wartość. W tamtym momencie załowałem, ze nie była to jedna z takich chwil.

    Jasne, że znam "Pamietnik znaleziony w Saragossie":) Jedna z moich ulubionych książek.

    ReplyDelete
  3. To wspaniała książka - przeczytałam ją nie mogąc się oderwać i tego samego wieczora... zaczęłam czytać po raz drugi :) No tak, to zdecydowanie jedna z 'tych' książek. Mam to szczęście, że mogłam ją przeczytać w oryginale, potem próbowałam czytać polskie tłumaczenie, ale w moim przekonaniu jest nieco zbyt archaiczne, jakoś nie mogłam się przekonać.

    To ponoć jest legenda, ale słyszałam, że Potocki pisał kolejne rozdziały właściwie z dnia na dzień i czytał je żonie, która była wówczas bardzo ciężko chora...

    I nie daje mi spokoju, że dzień po dniu, przez całe lata, metodycznie polerował srebrną kulę do pistoletu. Geniusz i szaleniec, niezwykły człowiek, wykraczał całkowicie poza swoją epokę.

    ReplyDelete
  4. Czyli w oryginale była po francusku? Byłem przekonany, że po polsku.
    Masz rację, książka jest niesamowita. Podobnie zresztą jak film, który choć ma chyba tylko 10 % wszystkich opowieści, ma jednak niepowtarzalny urok.

    Ja tak zrobiłem z "Mistrzem i Małgorzatą":) Po przeczytaniu ostatniej strony, wróciłem po prostu do pierwszej:)

    ReplyDelete