Saturday, 7 August 2010

Reżimy



Reżimy
(sen)

Jestem wysoko postawionym oficerem hiszpańskim. Bogatym, wpływowym, rozmiłowanym w wyszukanych przyjemnościach, sztuce. Któregoś wieczoru generał Franco przeprowadza pucz. Prawie bez walki przejmuje władzę w Hiszpanii. Udaje się pokonać Republikę przez przejęcie rządu, bez wojny domowej.

Franco przekazuje mi listę oficerów do zlikwidowania. Są to osoby, które stanęły po stronie Republiki, jak i osobiści wrogowie Franco. Zjawiam się w nocy w ich mieszkaniach, z grupą żołnierzy i wykonuję egzekucję na miejscu. Nie sprawia mi to przyjemności, ale nie mam na tyle silnego kręgosłupa moralnego, żeby sprzeciwić się systemowi.

Po kilku dniach widzę, jak w stronę mojego domu zmierzają żołnierze. Zdaję sobie sprawę, że Franco w swojej manii prześladowczej postanowił zlikwidować również mnie. Chwytam, co wpada mi w rękę i uciekam przez okno. Na szczęście jestem przygotowany na taką okazję. Mam wynajęty pokój w hotelu na fałszywe nazwisko. Tam ukrywam gotówkę, cywilne ubrania, podrobione dokumenty.

Jestem załamany. Wiem, że nie ma już dla mnie miejsca w Hiszpanii. Moja twarz jest znana w całym kraju, w końcu byłem jednym z najbliższych współpracowników Franco. Poranne gazety będą pewnie pełne listów gończych i artykułów o mojej zdradzie. Z mieszkania zabrałem butelkę wódki. Po drodze do hotelu piję. Rozochocony, pełen dekadenckiej chęci zabawy, żeby zatopić zmartwienia w zabawie, zabieram z ulicy trzy młode dziewczyny, prostytutki, prześliczne kobietki. Nie przejmuję się, że mogą mnie rozpoznać. Noc jest pełna alkoholu i rozpusty.

Rano, kiedy się budzę, dziewczyn już nie ma. Słyszę jakiś hałas na dole. Wyglądam przez okno. Kilka wozów żandarmerii. Dziwki mnie wydały. Żołnierze wbiegają do hotelu. Nie mam czasu. Wciągam spodnie, zarzucam na plecy marynarkę, chwytam pieniądze i uciekam na dach, stamtąd na kolejny budynek, na następny, aż w końcu dobiegam do portu. Jedyny ratunek dla mnie to wyjechać z kraju. Wsiadam na prom do Czechosłowacji.

Udaje mi się uciec, ale większą część podróży spędzam w kajucie symulując chorobę morską. Boję się rozpoznania. Po kilku dniach podróży przez ocean wpływamy promem na Wełtawę. Piękny widok. Suniemy powoli rzeką, spoglądając na monumentalne budowle, katedry, kamienice emanujące starożytnością, jakby miały tysiące lat, a nie kilkadziesiąt, czy kilkaset. Oddycham z ulgą. Jestem w Czechosłowacji.

Nie zdaję sobie sprawy, że w tym czasie wszystkie światowe dyktatury, w tym komunistyczna dyktatura Stalina sprzymierzają się w walce przeciwko demokracji. W Czechosłowacji czekają na mnie wysłannicy Franco. Przez jakiś czas udaje mi się uciekać, ale w końcu zostaję zapędzony do ślepej, ciasnej uliczki. Z samochodu wysiada sam generał Franco.
- Wsiadaj, nie rób z siebie pośmiewiska – mówi spokojnie. – Chyba nie chcesz, żebym zastrzelił cię tutaj, jak psa, na obcej ziemi.

Zrezygnowany wchodzę do wozu. Jedziemy powoli przez Pragę. Patrzę na krzątających się ludzi, wąwozy ulic, komunistyczne plakaty. Zdaję sobie sprawę, że nie ma gdzie uciec. Dla świata nadeszła era totalitaryzmu.

2 comments:

  1. no szkoda ,ze te prostytutki Cię wydały - strasznie ponury obraz relacji międzyludzkich w i tak już ponurym reżimowym obrazie świata ...no ale może podczas tej egzekucji rozstrzelaliście jej ukochanego czy ojca, to stawiałoby ją [je ] w nieco lepszym świetle;-) , a pieniądze za donos wydala na walkę z dyktaturą ;-)
    ps
    no i hmmm ten prom z Hiszpanii do Czechosłowacji ...no tak, tak ale chodzi o sen

    ReplyDelete
  2. He, he - prom do Czechosłowacji był pierwsza klasa, z oceanu wpłynęlismy do Pragi, jakby to było miasto portowe.
    Często śni mi się wojna domowa w Hiszpanii, ale pierwszy raz byłem po drugiej stronie barykady (choć przez chwilę).

    ReplyDelete