Muzyka w hiszpańskim miasteczku.
Stoję na na ulicy,
a skrzypce oparte o ramię
są niczym karabin.
Pociągam gorące struny,
jakby był to spust
i strzelam starymi tańcami
po wieczornych ścianach.
Każdy biały dom
jest nagrobkiem z numerem,
ciche okna ktoś naznaczył
krwawym krzyżem,
moje nuty eksplodują
jak wszędobylskie bomby,
choć raczej powinienem szeptać
w strachu przed umarłymi.
Moje palce drżą i biegają w słońcu
niczym łapki ptaka, który zderzył się z szybą,
moja muzyka na próżno przeszukuje ulice.
Nagle słyszę głośne trzepotanie stóp
i dzieci zbijają się w ciasną grupkę
dookoła mnie,
słuchając poranionymi, zakażonymi uszami,
patrząc pięknymi oczami
i pustymi ustami.
(Cordoba, 1936)
No comments:
Post a Comment