Monday, 28 May 2018

Mały krok

  Wydarzyło się wczoraj i wyglądało to tak: odwoziłem Tatianę do Krakowa. Na dwupasmówce koło Czechowic wjechał na nas TIR. Uderzył mnie w bok samochodu. Rozbita szyba obsypała mnie gradem szkła. Tania zaczęła krzyczeć i zamknęła oczy. Odbiło nas od ciężarówki i uderzyliśmy w barierkę. Odbiliśmy się i nagle znaleźliśmy się przed TIRem, który przez chwilę popychał nas zderzakiem, aż zsunęliśmy się i nagle wylądowaliśmy tyłem do przodu na drugim pasie. Zatrzymaliśmy się. Tania otworzyła oczy, ale zaczęła znów krzyczeć, kiedy z naprzeciwka zaczął zbliżać się na nas na czołowe zderzenie inny TIR. Zatrzymał się metr od nas.
   Nic nam się nie stało, ani zadrapania. Samochód skasowany.

   Najbardziej bałem się o Tanię. Strasznie mi jej było szkoda. Pamiętam też uczucie oczekiwania. W co uderzymy i jakie kości połamiemy. Albo może zginiemy?
   Później, gdy już czekaliśmy na policję i straż pożarną, pomyślałem, że to niezłe zakończenie ostatniego okresu w życiu. Nie będę pisał już o M. Puszczam się jej.

   W firmie zajmującej się ubezpieczeniami dostałem samochód zastępczy. Ponieważ nie mieli niczego w mojej klasie, dostałem ekskluzywnego Forda. Jechałem do domu trochę w szoku, a trochę delektując się jazdą luksusowym samochodem. Pomyślałem, że fajnie byłoby być bogatym.

   Po tym wszystkim nie chciałem siedzieć sam w domu. Wszedłem do chłopaków na Krawcowy, gdzie w przyjaznej atmosferze piliśmy whiskey i rozmawiali do północy.

2 comments: