Sunday, 3 March 2019

Miałem sen

   Dobry wieczór, kochana.
   Tęskniłaś? Wiem, że tęskniłaś. Ja też. Moja garsoniera migocze świecami i ogniem z kominka, tak jak lubisz. Muzyka lekka, tęskna, spokojna. Tylko czasami dziwniejsza nuta zabrzęczy, ale szybko wraca normalność, tak jak lubisz. Leżysz pod kocem i tylko nos wystaje, tak jak lubię. I świecą w półmroku twoje oczy, przyglądające się mi ufnie i ciekawie, tak jak lubię.
   - Co tam skrobiesz na tym komputerze, Marcjanillo? Chodź już do mnie.
   - Zaraz będę, Małżowinko, o boska Heleno, Natalio Gałczyńska, Zofio Tołstojowa i Gwiazdo Zaranna. Tylko skończę pisać list.
   - Do kogo piszesz? Mam nadzieję, że nie do jakiejś dziewczyny.
   - Ależ oczywiście, że do dziewczyny. Najpiękniejszej i najsłodszej na świecie.
   Twoje oczy rozbłyskują z zadowoleniem i już wiesz, że piszę list do ciebie.
   - Przecież leżę tutaj. To po co do mnie piszesz?
   - Bo jeśli wczołgam się pod koc do twojego pysznego ciałka, objęć i pocałunków, to będę cię wielbił inaczej, wtedy słowa są zbędne.
   - No to pisz, ale skończ szybko, bo marzną mi stópki.
   Więc wracam do pisania i ciągle czuję twój wzrok. Grzeje mi plecy, jak kaloryfer.
   No więc ukochana, dziś byłem w małym miasteczku. Puste, bo niedzielne i dosyć chłodne, bo marcowe. Szukałem lokalu, w którym mógłbym otworzyć malutką knajpkę z najsmaczniejszym jedzeniem na świecie. Będzie tam pachniało zamorskimi przyprawami i korzeniami, a kolorowe kilimy na ścianie i ciepła muzyka sprawią, że ludzie będą wracać po więcej.
   - Ach, te twoje fantazje... - twój głos z sympatyczną drwiną dobiega z pod koca.
   - Nie, poczekaj! - protestuję. - To żadne fantazje. Już zacząłem wypełniać wniosek do Urzędu Spraw Tego Typu, a dobry przyjaciel zgłosił chęć zainwestowania. Więc krok po kroku wszystko się krystalizuje. A kiedy już się całkiem skrystalizuje, to utuczę cię jak małą świnkę. Urośnie ci podbródek i będziesz musiała wymienić całą garderobę.
   - Ty mi wymienisz. Przecież będziesz bogatym szynkarzem.
   - Zgoda.
   - A nie przeszkadza ci, że będę gruba?
   - Nigdy w życiu. Im cię więcej, tym lepiej.
   Ciepło kominka grzeje mnie całego. A wiesz, było mi bardzo smutno. I dzisiaj, i wczoraj, i dłużej. Smutek był przejmujący, mroźny i ciemny.
   Podnosisz się na łokciu.
   - Marcello, ale coś się stało? Coś złego? - pytasz z przestrachem.
   - Nie, nie martw się, ukochana - uspokajam cię. - Miałem zły sen, to wszystko.
   - Chcesz mi opowiedzieć? Czy wolisz nie?
   - Wolałbym zapomnieć, ale ci opowiem. Śniło mi się, że na chwilę obudziłem się w innym świecie. Dziwnym, pokręconym, obcym. Wiesz, jak w książkach Kafki albo Murakamiego.
   - Fuj, nie lubię Kafki.
   - Nie bądź ignorantką, maluchu.
   - A ty się nie wymądrzaj. Też go nie lubisz.
   - Nie, że nie lubię, ale się boję.
   - I co dalej w tym śnie?
   - Byłaś też w nim ty. To było najgorsze. Byłaś zupełnie inna.
   Otwierasz szeroko oczy, kiedy to słyszysz.
   - Jak to inna? Dlaczego tak o mnie śnisz?
   - Wybacz. Mam przestać?
   - Nie... Opowiadaj dalej.
   - W tym śnie wyglądałaś tak jak teraz, ale byłaś zupełnie kimś innym. Jakby podmienił cię zły czarownik. Albo jak z "Koraliny" Gaimana. Tylko jeszcze brakowało dwóch czarnych guzików zamiast oczu. Byłaś zimna, nigdy nie chciałaś mnie słuchać, kłamałaś mi, rzadko chciałaś mnie widzieć...
   - To straszne! Jak rzadko?
   - Raz, może dwa razy w miesiącu...
   - O nie! To nie byliśmy razem każdego dnia?
   - Nie.
   - Spałam co noc sama?!
   - Tak.
   - To straszny koszmar!
   - Tak, bardzo. To nie wszystko. Kiedy miałaś zły humor, to patrzyłaś na mnie obojętnie albo ze złością, miałem wrażenie że wbijają się we mnie kryształki lodu. Mówiłaś mi wtedy przykre rzeczy. A kiedy zjawiałem się bez zapowiedzi, pytałaś, po co tu przylazłem. Flirtowałaś z mężczyznami, kiedy tylko miałaś okazję. Czasami zostawiałaś mnie w towarzystwie i nawet nie zwracałaś uwagi, kiedy smutnie znikałem. Rozdawałaś im swój numer, a oni potem wydzwaniali albo pisali lubieżnie...
   - Fuj! - wołasz ze złością. - Ja bym nigdy tak nie zrobiła!
   - Przecież wiem, ukochana. To tylko głupi sen. Sen, w którym podmienił cię złowrogi czarownik. A najgorsze było to, że pamiętałem cię taką, jaka jesteś na jawie, ale nic nie mogłem zrobić. Zaklęcie czarownika było zbyt silne. Z tego wszystkiego odszedłem. Zmieniłem numer telefonu, wyrzuciłem nasz fortepian, spaliłem zdjęcia, zburzyłem dom...
   - Wiesz co, Marcepalino? Chyba już nie chcę dalej słuchać...
   Podchodzisz i obejmujesz mnie mocno od tyłu. Twoje chude patyczki wystające z rękawów mojej ulubionej piżamy oplatają mnie jak macki przytulnej ośmiornicy. Nachylasz się i szepczesz mi do ucha:
   - Głuptasie, już dobrze. To był tylko zły sen. Na szczęście już się skończył i teraz jesteśmy tutaj tylko ty i ja....
   Wiem, kochana. Dotykam delikatnie twojej dłoni i odchylam głowę, aż stykają się nasze policzki. Ten smutek już prawie się skończył. Zostało tylko odległe wspomnienie czegoś głupiego i nieprawdziwego. Tylko ty i ja, tak jak mówisz. W twoich oczach migoczą płomienie świec i miłość.
   - Ale naprawdę... Jeśli zgrubnę, to nadal będziesz mnie kochał? - pytasz poważnie.
   Robię zamyśloną minę.
   - Hmmm...
   I nagle wstaję, rzucam cię na łóżko i wskakuję na ciebie. Śmiejesz się jak jarzębina w słońcu...

No comments:

Post a Comment