Wednesday, 29 October 2025

Słońce, microdosing, artystyczny nieład

 

Słońce wyszło dzisiaj, wspaniale! Najpierw wyprałem pościel, rozpachniła mi vana. Później poszedłem na długi spacer. Robię microdosing grzybów psylocybinowych ostatnio, co drugi dzień 0.2 g. Podsunęła mi pomysł koleżanka, kiedy wspomniałem, że zastanawiam się nad antydepresantami. Cieszę się bardzo, naprawdę widzę dużą różnicę. Nabrałem szerszej perspektywy, ruminacje osłabły, jest mi po prostu mniej smutno.

No więc po microdosingu połaziłem po mieście, odwiedziłem bibliotekę, więc mam sporo dobrej lektury. W bibliotece poznałem się z dziewczyną, wymieniliśmy się numerami. Ładna, drobna, elegancko ubrana. Tak pod czterdziestkę. Spytałem, czy się mam przesunąć, żeby znalazła swoją książkę, na co powiedziała żartobliwie, że jesteśmy oboje tak szczupli, że damy radę (mówiłem że fajki i złamane serce mi służą?;). No i z tego nawiązała się sympatia.

A teraz już w Kali. Pasza zrobił mi zielonej herbaty, palę skręcane fajki (dużo), czytam, a później może wpadnie A., pogramy w kości i ponapierdalamy się z życia.

Miałem przykry moment, natknąłem się przy barze mlecznym na ludzi z otoczenia Z. Odwrócili się ostentacyjnie plecami i coś tam chichotali. Moje wewnętrzne dziecko poczuło się ukłute, a dorosły pomyślał, jprdl, ale high school. A później: "stary, sam sobie jesteś winien". Relacje same w sobie są trudne, a dołóż do tego jeszcze różnice pokoleniowe i przepis na katastrofę gotowy.

Gadałem dziś z Paszą o tym wszystkim. Powiedziałem, że jakbym mógł cofnąć czas, to zresetowałbym cały ten rok.
- Jesteś pewny, że pozbawiłbyś się tych doświadczeń i lekcji? - zapytał, przygotowując mi herbatę.
- Kurwa... No nie. Ten kryzys zmusił mnie, żeby przyjrzeć się sobie bardzo blisko. To cenne w chuj.

Utrata najważniejszych rzeczy w życiu popchnęła mnie do tego, żeby się zbliżyć do siebie, wesprzeć siebie. Nie miałem innego wyjścia. Tzn. przez chwilę myślałem, że mam. Ale to był głupi pomysł i na całe szczęście nie wprowadziłem go w życie. 

Właśnie pogadałem z Michałem, właścicielem Kalaczakry. Będę miał tutaj wystawę, dogadywaliśmy się przez maile, ale chciałem, żeby połączył moją gębę z sytuacją. Kiedy dowiedział się, że śpiewam, podsunął pomysł, żebym zagrał tutaj kilka kawałków na wernisażu i powiedział parę słów o anarchizmie. Ale się kurwa cieszę:) Fajnie tak zaznaczyć swoją obecność w knajpie, która jest praktycznie moim drugim domem. 

No comments:

Post a Comment