Thursday, 30 October 2025

Wieczorek - samotniolek

 

Wczoraj A. (ta moja kumpela od grania w kości) spytała, czy nie pomógłbym jej znajomym w przewiezieniu szafy. Nie miałem nic do roboty dzisiaj, więc się zgodziłem. Pojechałem autobusem na Muchobor, zadupie straszne. Fajna młoda para, Ewa i Papaj, miło się z nimi gadało, pomogłem ogarnąć dźwiganie. Odwdzięczyli się butelką wina. Ostatnio prawie nie dotykam alkoholu, ale będzie przy okazji, jak ktoś wpadnie w odwiedziny.

No a później, już w drodze powrotnej zrobiło mi się smutno, sam nie wiem dlaczego. Może pozazdrościłem im tej młodej miłości? Tacy zakochani, pełni planów, czułości, pomysłów. Chyba przez to bardziej odczułem swoją samotność.

Planowałem iść posiedzieć w Kali z książką, ale przez ten smutek wróciłem po prostu do Włóczęgi. Przez chwilę wybierałem film, ale za długo mi zeszło i straciłem ochotę, skończyło się na rolkach z Instagrama.

Na zewnątrz wieje straszliwie, suche liście spadające z drzew stukają o dach vana, jest coraz ciemniej, zapaliłem lampkę. Włączyłem grzejnik, żeby było bardziej domowo. Chrupię krakersy, oliwki, zapijam sokiem pomarańczowym. Spytałem Anabel czy ma ochotę wpaść na film i poczęstunek, ale ma jakieś inne zobowiązania. Tak że dzisiaj już chyba nie zapełnię tej samotności.

Ostatnie miesiące czuję się bardzo na uboczu wszystkiego. Ucichły burze, zamieszanie, ale też rzeczywistość odcięła mnie mocno od różnych relacji, poczucie bezpieczeństwa i przynależności bardzo ucierpiało. No i w ogóle tożsamość się pokruszyła. Mam takie dni, że naprawdę nie mam pojęcia kim jestem, co dalej, czy mam coś robić proaktywnie, żeby zacząć nowe, czy dać sprawom płynąć I zobaczyć, co się wydarzy.

Takie rozkminy.

Kilka lat temu zacząłem żyć ze sztuki, wyjechałem z mojej małej górskiej wioski, gdzie naprawdę nie było nic dla mnie. Ruszyłem szukać przygód, misji, swoich ludzi, miłości. Zlałem społeczne oczekiwania, normy, postanowiłem na maksa żyć na własnych zasadach. Teraz nadchodzi moja trzecia zima w vanie. Te trzy lata były mocne. Dużo zmian, pracy nad sobą, działań społecznych, tworzenia, namalowałem kilkadziesiąt obrazów, zagrałem w chuj koncertów, przeżyłem dwie miłości, obie się niestety skończyły, choć bardzo nie chciałem, nawiązałem bliskie relacje z różnymi ludźmi.

Lubię tarzać się w życiu, przeżywać mocno, szczerze, szukać siebie i innych. No ale w takich momentach jak dziś dopada mnie smutek i trochę chyba lęk? Że droga, którą wybrałem nie prowadzi mnie jednak nigdzie. Znaczy... Ja nie wiem, czy jakakolwiek droga gdzieś prowadzi. Im jestem starszy, tym szybciej leci czas i czuję swoją śmiertelność. No ale jednak miałem nadzieję, że znajdę jeszcze jakiś dom, bezpieczne miejsce, swoją osobę. A teraz trochę już nie jestem pewien.

Za tydzień mam wernisaż i koncert w Poznaniu. Zaprosił mnie Michał do swojej nowej knajpki. Pod koniec miesiąca koncert w Zabrzu, w Rzeszowie. Fajnie, że dzieją się takie rzeczy, daje mi to poczucie zaangażowania i jakiegokolwiek sensu.

I już prawie wieczór. Owijam się śpiworem, odpalam Instagrama, pooglądam rolki o wszechświecie. I chyba to już tyle z tego dnia. 

Cieszę się, że pomogłem tym dzieciakom z szafą.





No comments:

Post a Comment