Taka myśl na piątek wieczór. Schronisko, gitary, kominek. Urwałem się z towarzystwa, żeby zapisać myśl.
Miłość. Która się kończy. Wydaje ci się, że umrzesz, kiedy ta osoba zniknie z twojego życia. Tysiące minut. Rozmów, spojrzeń, spacerów, seksu, kłótni, godzenia się. Wydaje się, że po tym wszystkim świat się skończy, jeśli to zniknie.
Ale to jest trochę inaczej. Kiedy zakochujesz się, to tworzysz pewna opowieść. Twoje marzenia, pragnienia i lęki, układają się w pewna historię. Ta druga osoba ma tak samo. Jej wymarzony chłopiec zjawił się nagle znikąd i wszystko będzie już dobrze. Tajemnica powodzenia tej wspólnej historii leży w tym, żeby te dwie historie się połączyły w jedną. Opowiadamy swoją baśń w tej samej tonacji, a kiedy coś nie pasuje, jesteśmy w stanie doszlifować szczegóły. Ale może tak być, że okaże się, że nasze historie są coraz bardzo różne. Smutno się wtedy robi. Bo każdemu z nas się wydaje, że to drugie zepsuło, zdradziło, odeszło na inną ścieżkę.
I to przeczucie, że człowiek umrze, jeśli nie będzie z tym drugim człowiekiem, jest silne, obezwladniajace, ale wtedy, powoli, odzywa się rozsądek, rozum. I nie czujesz już żalu, złości, zazdrości. Tylko smutek. Że ta opowieść się skończyła. Ale równocześnie wiesz, że nic się nigdy nie kończy. I po tym rozdziale, nastąpi inny. I bardzo możliwe, że będzie jeszcze ciekawszy i piękniejszy niż ten. Dla ciebie i niej.
A za sto lat, już nawet tego żalu nie będzie. Wypijecie lampkę wina w paryskiej Café, czerwone krople popłyną po zmarszczkach i zaśmiejecie się z tego wszystkiego. A dla gwiazd to będzie tylko mgnienie.
Friday, 25 January 2019
Friday, 18 January 2019
Różowe pantofelki
Różowe pantofelki
Zaprosiłem cię do podnóża
ciemnego, groźnego, jak zielona pierzyna lasu.
Chciałem pokazać ci ścieżki ze snów.
Te piękne, zachwycające,
ale nawet te obce i dziwne.
Byłabyś ty i ja,
i niczego byśmy się nie bali.
Gdyby na przykład spadło słońce,
to w oceanie nicości,
siedzielibyśmy sobie na tratwie,
jak u Pana Boga za piecem,
a nasza miłość stworzyłaby nowy świat.
Nie zdążyłem opowiedzieć do końca,
a ona zachichotała lekko,
jak srebrzysta garść leśnych dzwoneczków,
i jeszcze lżej podbiegła
do lśniącego,
z pustki utkanego dziwu.
„Zaczekaj” zawołałem.
Bo przecież plany był taki,
że razem będziemy patrzeć na dziwy.
Zatrzymała się z niechęcią
i niecierpliwie przebierała stópkami
w różowych pantofelkach.
Chciałem w twoich ustach
zaśpiewać piosenkę,
na którą czekałaś całe dziewięć żyć.
Zapadłyby się wtedy miasta,
skruszyły rdzą atomowe elektrownie,
a samochodowa blacha porosłaby mchem.
Czas zacząłby się na nowo.
Zacząłem śpiewać.
Klasnęła delikatnymi dłońmi
i podskoczyła na jednej nodze.
Przy drugiej zwrotce dyskretnie ziewnęła.
Powiedziała: „Naprawdę ładne. To dla mnie?”
Pobiegła znowu
do kolejnego lśniącego, z pustki utkanego dziwu.
Policzki pałały jej jak czerwony bursztyn.
Zacząłem coś wołać,
ale nie słyszała.
Thursday, 17 January 2019
Drobiazgi
Pojechałem do Bielska. Odwiedziłem mój sklep z papierosami elektronicznymi i kupiłem zapasową grzałkę. Później zakopałem się w księgarni na godzinę. Postanowiłem, że kupię sobie książkę za ostatnią kasę. Zdecydowałem się na tomik poezji Haliny Poświatowskiej. Ale i tak mnie serce zabolało, bo okazało się, że wyszło trzytomowe wydanie dzieł zebranych Jeremiego Przybory. Wszystkie piosenki, wiersze, listy z podróży i inne rzeczy. No ale nie było mnie stać na wydanie prawie trzystu złotych. To będzie mój następny zakup, kiedy wpadnie trochę gotówki.
Wracałem już po ciemku, słuchając Trójki i ciesząc się ciepłym schronieniem złotej od świateł autostrady.
Teraz już w domu. Słucham Adama Struga przy kominku (amana mana mana ma:). Ciągle mi smutno. Przydałoby się niedługo rozebrać choinkę. Może jutro się zmobilizuję.
Odczuwam dziś mocno samotność. Zrobiłem cały półmisek suszonych pomidorów z czosnkiem, oliwkami i ziołami. Wyszły przepyszne. Chcesz spróbować, dziewczyno? Posmaruję ci do tego chleba masłem i ukroję kawałeczek sera z dziurami. Tak smakuje najlepiej. Do tego gorąca herbata, albo lampka reńskiego wina, co wolisz. W telewizji puszczają Gordona Ramseya, obejrzymy tego sympatycznego gbura. Mówisz, że jemu też by smakowały moje suszone pomidory na lekko czerstwym chlebie? Ja też tak myślę. Pojedziemy jutro na Słowację? Pooglądamy z oddali Tatry, a później zjemy coś w karczmie, wydamy moje zaoszczędzone euro, co ty na to? Że nic z tego? Bo nie istniejesz? To nic, głuptasie. Takie drobiazgi nigdy mi nie przeszkadzały.
Wracałem już po ciemku, słuchając Trójki i ciesząc się ciepłym schronieniem złotej od świateł autostrady.
Teraz już w domu. Słucham Adama Struga przy kominku (amana mana mana ma:). Ciągle mi smutno. Przydałoby się niedługo rozebrać choinkę. Może jutro się zmobilizuję.
Odczuwam dziś mocno samotność. Zrobiłem cały półmisek suszonych pomidorów z czosnkiem, oliwkami i ziołami. Wyszły przepyszne. Chcesz spróbować, dziewczyno? Posmaruję ci do tego chleba masłem i ukroję kawałeczek sera z dziurami. Tak smakuje najlepiej. Do tego gorąca herbata, albo lampka reńskiego wina, co wolisz. W telewizji puszczają Gordona Ramseya, obejrzymy tego sympatycznego gbura. Mówisz, że jemu też by smakowały moje suszone pomidory na lekko czerstwym chlebie? Ja też tak myślę. Pojedziemy jutro na Słowację? Pooglądamy z oddali Tatry, a później zjemy coś w karczmie, wydamy moje zaoszczędzone euro, co ty na to? Że nic z tego? Bo nie istniejesz? To nic, głuptasie. Takie drobiazgi nigdy mi nie przeszkadzały.
Hopefully
Mam kilka dni wolnego. Pełny bak w Xsarze, kilka groszy i nastrój na wycieczkę. Na drogach trochę zelżało, nie muszę się tak stresować.
Jest mi trochę smutno. Przyzwyczaiłem się do weekendów z dziewczyną. Radości codzienności: wspólne ugotowanie sobie czegoś, spacer, rozmowa, oglądanie głupotki w telewizji, krótka wycieczka w jakieś ukryte miejsce w górach, paskudny obiad w drewnianej karczmie, rozmowy o niczym, czułość. Takie zwykłe rzeczy sprawiają mi radość, dają poczucie sensu i spokoju. Brak tych drobiazgów obudził we mnie smutek. Siądę więc w samochód, włączę mój podróżny miks i powłóczę się bez celu.
Chcemy z chłopakami znów zacząć razem grać. Mam trochę nowego repertuaru, a i stare kawałki też trzeba przećwiczyć, może trochę wzbogacić muzycznie. Maro kupił nowego cajona, jest zainspirowany, Mateo też ma ochotę na granie. Przydałby nam się gitarzysta z okolic. Marcin jest świetny i miło się z nim gra, ale dojazdy z Warszawy są nierealne na dłuższą metę. Coś się wyklaruje.
Chciałbym w weekend zrobić coś innego. Nie chce mi się siedzieć w domu. Nie wiem jeszcze co. Może kolejną wycieczkę?
No dobra, ubieram się i jadę łapać subtelne nastroje i głębokie (hopefully) myśli.
Gwiazdy im śpiewały - Księżycowy Terrorysta
Gwiazdy im śpiewały
Przyniosła mu
wiśni,
on jej narwał
kwiatów,
wiśnie jak krwi
krople,
kwiaty jak złe
fatum.
Chodźże mój
Stasienku,
księżyc zaraz
wzejdzie,
mało mamy czasu,
rano cię nie
będzie.
Ściągnął jej
sukienkę,
rozłożył na
trawie,
księżyc patrzył
smutno,
było im wspaniale.
„Nie bój się
Stasienku,
nie patrz z takim
lękiem,
Bóg cię uratuje,
a ja czekać będę.”
Wojna, wojna,
wojna,
jaka to głupota,
brat do brata
strzela,
czołgają się w
błotach,
a nad nimi
świnie,
w pozłacanych
szatach,
pieniądze i chwała,
a dla chłopców
piach.
Drugi raz już
wolniej
kochał się z
dziewczyną,
gwiazdy im
śpiewały,
do umarłych hymn,
jej biodra
szerokie,
mokre, ciasne
łono,
w niej by chciał
utonąć,
ale musi iść.
Wojna, wojna,
wojna,
jaka to głupota,
dla ambicji
garstki,
płynie rzeka
krwi.
„Stasienku kochany,
w lesie wyje
wilk,
przytul mnie
najmocniej,
Nie chcę już stąd
iść.”
Księżyc na minutę
zdrzemnął się nad
nimi,
kiedy znów
popatrzył,
bardzo się
zadziwił.
No bo chłopiec i
dziewczyna
na niebie
tańczyli,
a ich ciała piękne
dwa,
z rzeką popłynęły.
Wednesday, 16 January 2019
Bez prądu. Przysypany. Wojna i pokój.
Plusy awarii elektryki w domu:
- Czytanie: w ciągu wieczoru przeczytałem prawie cały drugi tom Wojny i pokoju Tołstoja (pierwszy przeczytałem w schronisku – wreszcie udało mi się przebrnąć przez kilka pierwszych rozdziałów, które od lat były dla mnie zaporą nie do przejścia). Czytałem w wannie przy świeczce, a później w łóżku z czołówką.
- Odpoczynek od mediów społecznościowych: to była ogromna ulga. Najpierw jeszcze zerkałem na komórkę, ale kiedy wyczerpała mi się bateria, byłem już zupełnie wolny.
- Spokój i zwolnienie czasu, możliwość skupienia się na jednej rzeczy.
Tydzień pracy w schronisku dłużył mi się niemiłosiernie. Zaczęło chwytać mnie choróbsko, czułem się słaby i rozdrażniony. Podobało mi się, że zasypał nas śnieg. Kilkumetrowe zaspy i szarawa biel, nie było widać, gdzie kończy się śnieg, a zaczyna mgła. To było przyjemne. Schodzenie w dolinę trochę mniej. Kilka razy wpadłem w zaspę po pachy. Cały szlak zawalony połamanymi świerkami. Trasę, którą normalnie pokonuję w 40 minut, tym razem przeszedłem (przeczołgałem) w 2 godziny.
M. Mam trochę smutnych refleksji na ten temat. Nie udało się nam zbudować nic trwałego. Moim zdaniem największym problemem był brak komunikacji z jej strony. M. z jakiegoś powodu odmawiała komunikowania problemów. Zamiast tego wyłączała się, okazując mi przy tym niezadowolenie i opryskliwość. Kiedy ja próbowałem nawiązać kontakt, wyjaśnić nieporozumienie, ona wycofywała się jeszcze bardziej i traktowała mnie jeszcze gorzej. I tak to trwało regularnie przez półtora roku. Przyciąganie, odpychanie, przyciąganie, odpychanie. Do tego inne rzeczy, ale nie chcę tego rozwijać.
Pozostawiło to we mnie pewną pustkę. Przywiązuję się bardzo do partnerki. M. potrafiła być wyjątkowo urocza, interesująca, miła. Próbowałem przez długi czas sprawić, żeby to działało, dałem z siebie wszystko. Przez chwilę myślałem, że może to jest to, że znalazłem przystań. Teraz, kiedy w końcu się rozsypało, czuję dziwną mieszankę ulgi i próżni. No ale życie się nie zatrzymuje. Jestem nastawiony optymistycznie. Wiem już, że tam gdzie kończy się jedna rzecz, tam powstaje miejsce na rozpoczęcie nowego etapu. W gruncie rzeczy czuję się lekko podekscytowany tym wszystkim: zmianami, nowymi horyzontami, nieokreślonością przyszłości.
Jeszcze nie ma 9 rano. Zadzwoniłem po elektryka. Choć fajnie było spędzić wieczór bez prądu, to co ma zrobić moja lodówka, albo pralka, w której kiśnie niedokończone pranie? Wyłożyłem stopy przed kominkiem. Trochę mnie parzy, ale nie chce mi się przestać. Myślę o lekkim śniadanku, do którego otworzę książkę i poznam dalsze losy księcia Andrzeja (czy ożeni się z Nataszą i będą szczęśliwi? Przeczuwam, że nie), Pierra, Rostowskiego. Klasyka mnie uspokaja.
Słyszę, że na plac zajeżdża jakiś samochód. To pewnie elektryk.
Sunday, 6 January 2019
Saturday, 5 January 2019
Tam na rzece
Twórczy dzień. 2019 zaczyna się dobrze. Spokojnie, świeżo, refleksyjnie. Pożegnanie z M. (kolejne z kolejnych, wiem, ale tym razem to już na poważnie). Spędziliśmy wspólnie święta i Nowy Rok, przez chwilę miałem nadzieję, ale później wszystko padło. I wiem, że już nie chcę. To fajna dziewczyna. Piękna, potrafi być miła, urocza, słodka, potrafi sprawić, ze w domu jest domowo. Ale nie pasujemy do siebie. Rzeczy, które są dla mnie naturalne i ważne irytowały ją. Moja spontaniczność, czasami rubaszna wulgarność, duchowość, błądzenie w chmurach. Potrzebowała czegoś innego. Ja zresztą też. Nie mam wobec niej złych uczuć. Lubię ją. Mam nadzieję, że się jej ułoży w życiu, że znajdzie swoją harmonię.
Dobrze mi zrobił dzień w samotności. Słuchając Adama Struga i Raz Dwa Trzy nabrałem twórczej weny, zacząłem nowy obrazek. Ciężko było mi zacząć, ale szybko wskoczyłem na falę i znów poczułem magię i wewnętrzną przestrzeń. Lubię to uczucie, kiedy z codzienności i trywialności powoli wynurza się pulsujące życie i wolność. Na obrazku mężczyzna tonie/śpi/frunie, w każdym razie jest neutralnie szczęśliwy. Na łodzi dziewczyna rzuca sieć. Może chce go uratować. A może po prostu łowi ryby. Może przypadkiem go wyłowi, a może rozminą się i nawet siebie nie zauważą. On w swoim słodkim śnie, w podwodnym mieście, a ona w swoim skupieniu w mieście naziemnym. Cokolwiek się nie stanie, rzeczy będą takie jakie mają być, harmonia wszechświata obejmuje w sobie wszystkie scenariusze, kwantowa nieokreśloność nigdy nie zostanie zakłócona. Enjoy the ride.
W kominku strzela ogień. Śnieg sypie i sypie, na podwórku już ponad metr. Z garażu na pewno bym się nie wydostał, ale to nie ma znaczenia, bo nigdzie się nie wybieram. Przy piecu drewna na dwa dni. Choinka dyskretnie błyszczy w kąciku. Po kąpieli pachnę lotosowym balsamem. Nikt niczego ode mnie nie chce, ani ja nie chcę niczego od nikogo. Rozkoszność.
Tuesday, 20 November 2018
Anarquista Bum Bum - Księżycowy Terrorysta
Tylko dla prawdziwych rebeliantów;)
1
Czasem tak jak ty
wolałbym w ręce mieć pistolet
bum bum
sprawiedliwości przyśpieszona szkoła
rewolucji chylę
czoła, zmiany są potrzebne,
bum bum, wolę
jednak operować bębnem
Czasem tak jak ty
wolałbym w ręce mieć pistolet
bum bum
sprawiedliwości przyśpieszona szkoła
rewolucji chylę
czoła, zmiany są potrzebne,
bum bum, wolę
jednak operować bębnem
2
Jestem zawsze
byłem po bezdrożach podróżnikiem
sensu szukając,
zawsze będę wojownikiem
jedną rzecz
zrozumieć musisz, to jest najważniejsze,
człowiek
człowiekowi bratem, ale nigdy wilkiem.
Przeszedłem
granice, nie znałem obcych języków,
autostop moim
domem, miałem ich bez liku,
czasem głód i
zimno dokuczały mi w podróży,
zawsze jednak
obcy człowiek pomocą mi służył
3
Kiedy słyszysz,
że ciapaty, pedał, arab, murzyn, ,
krew ci uderza do
głowy, w sercu rośnie mroczna burza,
miłość którą
masz, zaczyna nienawiść zachmurzać,
powstrzymaj swój
gniew bo cała miłość legnie w gruzach
Faszystowskie
mordy krzyczą, flagami machają
chciwi politycy w
mediach strachem zatruwają,
zrozum to
nieprawda, propaganda Babilonu
popatrz w oczy
brata swego, wkrótce będziesz w domu
ref 1
Zawsze będziesz
wojownikiem,
zawsze światło
nad ciemnością
zawsze mądrość
nad głupotą
Zawsze będziesz
wojownikiem
zawsze serce nad
rozumem,
zawsze rozum nad
głupotą
ref 2
Ten system jest
chory i zły,
chcą cię uwieść
kłamstwem, lecz pozostań silny,
Ten system jest
chory i zły,
czasem straszy
Bogiem, zawsze kusi zyskiem,
Ten system jest
chory i zły,
Karmi cię oszustwem,
każe nienawidzić,
Ten system jest
chory i zły,
nie daj się
truciźnie, miłością bądź silny
Jesteś gotowy?
Posłuchaj!
3
Jeden – możesz
wierzyć w Boga albo i nie wierzyć
Dwa – w czystości
żyć albo z kobietą miłość przeżyć
Trzy – po
górskich szlakach chodzić, patrzeć za horyzont,
Cztery – anonimowym
być pośród tłumu pieszym
Pięć - nie ma
znaczenia, jaką ścieżką idziesz bracie,
tylko nie
zapomnij o tej prawdzie wojownika:
musisz sercem
patrzeć, z dumą szczerość swoją dźwigać,
nie dać się
pokusom, ich śliskim kłamstwom oszukać.
Thursday, 15 November 2018
Pilot Pirx i Jesienna Dziewczyna
Pani Aniu
Przepraszam za tak długą przerwę w korespondencji. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, oprócz okresowego introwertyzmu. Mam nadzieję, że u pani wszystko dobrze. Ciekaw jestem, jak rozwija się pani kariera, jak życie uczuciowe i co nowego pani czyta. No i wszystko, cała reszta, cokolwiek jest ważne.
Czuję się dzisiaj zmęczony. Poprzedni tydzień w pracy był raczej intensywny, zarówno jeśli chodzi o wysiłek, jak i o nadmiar alkoholu. W tym tygodniu natomiast w podróży zabrnąłem kolejny raz w ślepą uliczkę. Za każdym razem wydaje mi się, że na końcu zobaczę szeroki horyzont, a okazuje się, że trafiam na litą ceglaną ścianę. Ponownie się wycofałem, z silnym postanowieniem, że nie zabłądzę w tamte rejony na nowo. No ale dość o tym. Kontynuujemy zabawę w Trzy Rzeczy? Teraz moja kolej.
Trzy postacie z książek, którymi chciałem kiedyś być:
1. Pilot Pirx. Wiadomo – podróże kosmiczne:) Ale nie tylko to. Pamiętam opowiadanie „Test Pilota Pirxa”. Kiedy underdog wygrywa, a śmiały, pewny siebie, silny as idzie w zapomnienie. Postanowiłem wtedy, że zostanę underdogiem. Jak na razie idzie mi wyśmienicie,
2. Tutejszy. Hmm... Mam takie przeczucie, że pani, jako jedyna z ludzi, których znam, może wiedzieć, o kogo mi chodzi. Była kiedyś taka książka „Kluska, Kefir i Tutejszy”. O trójce dzieciaków, których spotykają niesamowite przygody w różnych wymiarach, miejscach i czasach. O ile pamiętam Kluska i Kefir to było rodzeństwo, a Tutejszy, to tajemniczy chudzielec, który pojawia się znikąd i wydaje się wiedzieć, o co chodzi w tym dziwnym świecie. Kiedy byłem już trochę starszy, dojrzałem tę książkę w bibliotece i ją ukradłem. Zaginęła. Drugi raz znalazłem ją na Allegro. I znów zgubiłem. To chyba jakaś klątwa.
3. Jean Valjean. Mój tata, polecając mi lektury, nie zwracał uwagi na mój wiek. Czasami nie było to mądre (czytanie Edgara Alana Poe w wieku lat 10 może skończyć się długoletnimi koszmarami i fantazją przyciąganą na zawsze w mroczne rejony), ale w przypadku Nędzników, których przeczytałem, kiedy miałem 14 lat, to był dobry wybór. Jean Valjean, prześladowany bohater, który pomimo niesprawiedliwości, porażek, złych ludzi i nieludzkiego systemu, pozostaje człowiekiem, nie traci dobroci i prawego charakteru.
Trzy postacie to za mało... Co z Mistrzem? Z bohaterami Strugackich? Z Arjuną? Z Williamem Foggiem? Winnetou? :)
Teraz pani. Zapraszam.
Z wyrazami szacunku
Redaktor Marceli Szpak
***
Drogi panie Redaktorze
Bardzo dziękuję za list. Przyznam, że już zaczęłam się martwić. Czytając między wierszami, chyba wiem, do czego się pan odnosi. Proszę się nie zniechęcać. Wiem z całą pewnością (nie powiem skąd), że czeka na pana długa, interesująca i z pewnością nie ślepa uliczka. Kiedy obejrzy się pan któregoś dnia za siebie, zobaczy pan ze zdziwieniem i wielkim zadowoleniem, że dzięki tym peregrynacjom, skrótom, błędom i poszukiwaniom, zaszedł pan dalej, niż jeśli starałby się pan iść tylko prostymi, jasno oświetlonymi ścieżkami. Tak więc głowa do góry!
(Wiem, kto to Tutejszy!!! Jest pan pierwszą osobą, która go zna. Mam ochotę podskakiwać pod sam sufit z dzikiej radości!:)
U mnie wszystko w miarę spokojnie. Również mam swoje ślepe uliczki i tak jak pan, czasami na nie zbaczam, ale na szczęście uodporniłam się na ceglane ściany i nawet nie próbuję już przebijać ich głową. Wystarczy, że mignie mi z daleka ich ceglano-ruda czerwień, odwracam się na pięcie i nie poświęcam im zbędnej uwagi. Pyta pan o uczucia. Na tym polu bez fajerwerków. Ale nie narzekam. Fajerwerki są przereklamowane. Cieszę się swoim przytulnym pokoikiem, malutką pracą, którą jestem w stanie zapłacić za dach nad głową, trzy w miarę smaczne posiłki i kilka książek (jeśli nie ma ich jeszcze w bibliotece). Oprócz tego przyznam z lekkim rumieńcem, że nasza korespondencja również wypełnia ciepłem mały kącik w moim sercu.
A teraz przejdźmy do gry:)
Trzy postacie z książek, którymi chciałam kiedyś być:
1. Milady. Proszę się nie bać. Nie jestem mroczną morderczynią (nawet w marzeniach;). Wiem, że to nie była najprzyjemniejsza postać. Ale kiedy Atos obciął jej głowę, to krew mnie zalała! Nadęty hipokryta! Może i nie miała zasad i była okrutna, ale będąc kobietą w świecie mężczyzn, musiała sobie jakoś radzić. Czy będąc skazaną na bycie kobiecą postacią w starej powieści, musiała przyjąć rolę romantycznej, słodkiej i niewinnej niewiasty?;)
2. Alicja Sielezniewa. Tak jak pan, uwielbiałam fantastykę. Książki o Alicji były moimi pierwszymi. Kiryła Bułyczowa też polecił mi tata. Na szczęście Z Edgarem Alanem Poe czekałam do osiemnastki:) Z Alicją zakochałam się w kosmosie i podróżach w czasie. Forever.
3. Tytus... Proszę się nie śmiać! Bardzo go lubiłam. Był o wiele sympatyczniejszy od Romka i A’tomka, miał najlepsze pomysły, niczego się nie bał i gdyby nie on, to ci dwaj harcerze mieliby nudne i głupie życie. I wyrośliby pewnie na polityków, albo programistów. Wie pan, czego nie znoszę? Kiedy w radiu puszczają reklamy Mediamarkt i „Tytus” brzmi tam jak zupełny idiota. Udusiłabym własnymi rękami copywritera, który wpadł na ten świętokradczy pomysł (to mówi Milady:).
Bardzo dziękuję, że jednak podjął się pan gry. Sprawia mi to ogromną przyjemność.
Życzę panu spokojnego weekendu. Kiedy będę przechadzać się po Kopcu Kościuszki (wybieram się tam w sobotę z Ambrożym - moim najbliższym przyjacielem i najbrzydszym kundelkiem w Polsce), będę myślała o panu, otoczonym opadłymi z liśćmi, szaro-burymi Beskidami.
Z ciepłymi uściskami
Anna Słota
znana również jako Jesienna Dziewczyna
PS. Proszę tyle nie pić. Ale naprawdę!
PPS. Załączam zdjęcie Alicji ze starej radzieckiej adaptacji. Nigdy nie widziałam. Może kiedyś będzie okazja obejrzeć to wspólnie? Jeśli nie w tym życiu, to może w następnym. Co pan na to?
Subscribe to:
Posts (Atom)






