Gwiazdy im śpiewały
Przyniosła mu
wiśni,
on jej narwał
kwiatów,
wiśnie jak krwi
krople,
kwiaty jak złe
fatum.
Chodźże mój
Stasienku,
księżyc zaraz
wzejdzie,
mało mamy czasu,
rano cię nie
będzie.
Ściągnął jej
sukienkę,
rozłożył na
trawie,
księżyc patrzył
smutno,
było im wspaniale.
„Nie bój się
Stasienku,
nie patrz z takim
lękiem,
Bóg cię uratuje,
a ja czekać będę.”
Wojna, wojna,
wojna,
jaka to głupota,
brat do brata
strzela,
czołgają się w
błotach,
a nad nimi
świnie,
w pozłacanych
szatach,
pieniądze i chwała,
a dla chłopców
piach.
Drugi raz już
wolniej
kochał się z
dziewczyną,
gwiazdy im
śpiewały,
do umarłych hymn,
jej biodra
szerokie,
mokre, ciasne
łono,
w niej by chciał
utonąć,
ale musi iść.
Wojna, wojna,
wojna,
jaka to głupota,
dla ambicji
garstki,
płynie rzeka
krwi.
„Stasienku kochany,
w lesie wyje
wilk,
przytul mnie
najmocniej,
Nie chcę już stąd
iść.”
Księżyc na minutę
zdrzemnął się nad
nimi,
kiedy znów
popatrzył,
bardzo się
zadziwił.
No bo chłopiec i
dziewczyna
na niebie
tańczyli,
a ich ciała piękne
dwa,
z rzeką popłynęły.
No comments:
Post a Comment