Taka myśl na piątek wieczór. Schronisko, gitary, kominek. Urwałem się z towarzystwa, żeby zapisać myśl.
Miłość. Która się kończy. Wydaje ci się, że umrzesz, kiedy ta osoba zniknie z twojego życia. Tysiące minut. Rozmów, spojrzeń, spacerów, seksu, kłótni, godzenia się. Wydaje się, że po tym wszystkim świat się skończy, jeśli to zniknie.
Ale to jest trochę inaczej. Kiedy zakochujesz się, to tworzysz pewna opowieść. Twoje marzenia, pragnienia i lęki, układają się w pewna historię. Ta druga osoba ma tak samo. Jej wymarzony chłopiec zjawił się nagle znikąd i wszystko będzie już dobrze. Tajemnica powodzenia tej wspólnej historii leży w tym, żeby te dwie historie się połączyły w jedną. Opowiadamy swoją baśń w tej samej tonacji, a kiedy coś nie pasuje, jesteśmy w stanie doszlifować szczegóły. Ale może tak być, że okaże się, że nasze historie są coraz bardzo różne. Smutno się wtedy robi. Bo każdemu z nas się wydaje, że to drugie zepsuło, zdradziło, odeszło na inną ścieżkę.
I to przeczucie, że człowiek umrze, jeśli nie będzie z tym drugim człowiekiem, jest silne, obezwladniajace, ale wtedy, powoli, odzywa się rozsądek, rozum. I nie czujesz już żalu, złości, zazdrości. Tylko smutek. Że ta opowieść się skończyła. Ale równocześnie wiesz, że nic się nigdy nie kończy. I po tym rozdziale, nastąpi inny. I bardzo możliwe, że będzie jeszcze ciekawszy i piękniejszy niż ten. Dla ciebie i niej.
A za sto lat, już nawet tego żalu nie będzie. Wypijecie lampkę wina w paryskiej Café, czerwone krople popłyną po zmarszczkach i zaśmiejecie się z tego wszystkiego. A dla gwiazd to będzie tylko mgnienie.
No comments:
Post a Comment