Wednesday, 21 April 2010

Ambroży i Weronika



Kolejny niedokończony projekt. Zaczęło się ekstatycznie i romantycznie, ale po kilku stronach straciłem serce do opowieści. Miało być o podróżach, rozczarowaniu, wszechświecie, rozbójnikach, a skończyło się na Cygance pod Biedronką. Na jedną napisaną historię mam chyba z pięć takich, niedokończonych. Może jeszcze się kiedyś za to wezmę, ale na razie daję sobie spokój. Zapraszam na umarłą śmiercią naturalną historię o miłości:)

Ambroży i Weronika

Opowieść dwutorowa z zakończeniem do wyboru

Jeśli ktoś powiedziałby, że istnieją dwie połówki duszy, jak dwie połówki jabłka, wyśmiałbyś go. Nie zaprzeczaj. Minęły już czasy romansów, Volandów nad Newą, samobójstw z miłości.

Ostatni raz o śmierci z miłości słyszałem od babci. Miała amanta, któremu odmówiła ręki. Nie zastanawiając się wiele, poszedł do lasu i strzelił sobie w łeb z myśliwskiego sztucera. Idiota? Być może. Unieszczęślił babcię? Z pewnością. Z czego więc się cieszyć? A z tego, że dureń wierzył w miłość. W jedną, niepodzielną i niepowtarzalną. Za to czapki z głów. Takich ludzi już teraz nie robią.

Obecnie wierzymy w relatywność. Wszystko jest względne, jak powiada Albert. Nie ta, to inna. Miłość to tylko kompatybilność charakterów. Biorąc pod uwagę osiem miliardów ludzi na świecie, ma się spore szanse na znalezienie odpowiedniej partii. I to nie jednej.

Jak to więc jest z tymi dwoma połówkami? Prawda, czy fałsz?
Lepiej od domorosłej filozofii przemawiają fakty. Czas na opowieść… Aha – i wycofuję się. Nic tak nie wkurza, jak nachalny narrator.

1

Siedzieli trzy rzędy od siebie. On z przodu, na środku, gdzie mógł się czuć królem kina. Ona z samego brzegu. Idąc do toalety - co miało wydarzyć się na sto procent - nie byłaby zmuszona przeciskać się przez gąszcz nóg i ukłucia surowych spojrzeń. Też lubiła być królową kina, ale miała na to za słaby pęcherz.

Ich włosy były tego samego, mysiego koloru. Co zabawniejsze mieli też podobne fryzury – rozczochrane i chłopięce. Jemu nadawało to wyglądu wiecznego Adasia Niezgódki, a jej... też. Może tylko w rozczochraniu dziewczyny było więcej zadziorności i bezkompromisowości. Ubrania. On był dżins-man, ona sztruks-woman. On lubił koszulki bez napisów. „Definiuję sam siebie” – popisywał się. Ona przez jakiś czas nosiła Che Guevarę, później Tytusa. Tego dnia wyjątkowo zdecydowała się na prostą białą bluzkę. „Wreszcie wyglądasz jak dziewczyna” – ucieszyła się babcia. On pachniał Persilem i trawą, ona potem i rumiankiem.

Byli nieznajomymi. Weszli do kina oddzielnie, samotnie, już po zgaszeniu świateł. Nie mieli okazji zmierzyć się wzrokiem. Gdyby to zrobili, nie udałoby im się skupić na filmie. Byli przecież stuprocentowo w swoim guście. Po seansie natomiast… Za chwilę. Nie uprzedzajmy faktów.

Film. Zaczęło się od filmu.

Nic oryginalnego. Fabuła w starym stylu. Zderzają się dwa światy – jeden stary, cyniczny, racjonalny - drugi świeży, niewinny, wolny. Bohater ze starego świata spotyka bohaterkę z nowego. Zakochuje się, przeżywa kryzys, przewartościowuje swój system wierzeń, a w końu porzuca stare życie i jednoczy się z ukochaną.

Nie było to z pewnością arcydzieło kinematografii. Pozostałych czterdziestu dwóch widzów nie uniosło się zachwytem. Żując popcorn i sącząc colę, większość z nich wpatrywało się w ekran z umiarkowanym zainteresowaniem, a trzech gości w ogóle nie było tam dla filmu.

Jak każdej soboty, starszy łysiejący pan w przedostatnim rzędzie wypatrywał przytulonych par (nie, nie żaden zboczeniec). Kiedy już jakąś znalazł, wyobrażał sobie, że chłopak to on, a dziewczyna to pewna kobieta, która dawno temu wyszła za kogoś innego. W marzeniach zawsze odważał się na pocałunek, i życie szło innym torem.

Urzędnik w eleganckim garniturze i gładko zaczesanych do tyłu włosach półleżał w fotelu. Pod przymkniętymi powiekami tańczył i śpiewał w musicalu. Co za banał. Urzędnik śniący o karierze artystycznej. I dlaczego w kinie? Bo żona była również jego szefem, i nie tolerowała głupot zarówno w pracy, jak i w domu.

Brzydka licealistka spała bez snów w siódmym rzędzie. Odsypiała zeszłonocną imprezę, na której straciła cnotę z kolegą, którego nawet nie lubiła.

Zapomnijmy teraz o zwykłych widzach i przypadkowych gościach.

Chłopak i dziewczyna.

Film wepchnął ich w fotele. Wyświechtane schematy i banały nie miały znaczenia. W fikcji zobaczyli przebłyski prawdziwego uczucia, dążenia do wolności, przygody, podniecenia nieprzewidywalnością losu.

Sami się zdziwili. Przecież nie byli idiotami. Widzieli, że film nie jest najwyższych lotów. W porządku – główna bohaterka była ładna, sceny z obcej planety zapierały rozmachem dech w piersiach, czarne charaktery dostały w kość porządnie i bezpardonowo. Ale to jeszcze nie świadczy o dobrym filmie.

Po dwóch godzinach rozbłysły światła. Rozgadany tłumek przepychał się ku drzwiom, rozdeptując porozrzucane plastykowe kubki. Chłopak nie lubił robić scen, więc posłusznie dołączył do reszty. Dziewczyna ciężko oddychała. Wpatrując się w napisy końcowe, liczyła na coś. Nie wiedziała na co. Wreszcie rozczarowana skierowała się do wyjścia. Była ostatnia. Po drodze spróbowała uprzejmie obudzić brzydką licealistkę, która odepchnęła jej rękę i odwróciła się na drugi bok.

Wyszła na zewnątrz. Noc, latarnie, blask księżyca przytłumiony poświatą miasta. Chłopak stał w kolejce do kiosku. Skończyły mu się papierosy. Zamówił paczkę Sobieskich light i teraz w roztargnieniu szukał drobnych. Dziewczyna przypomniała sobie, że ma dokupić podpaski. Już stawała w kolejce, kiedy poczuła, że musi do toalety. Z niewytłumaczalnym żalem zerknęła na plecy nieznajomego, który po raz drugi wywlekał wszystkie kieszenie na drugą stronę. Wróciła do kina. Przeszywające rozczarowanie wytłumaczyła goryczą ponownego zetknięcia z szarą rzeczywistością. Nie zdawała sobie sprawy, że dokładnie w taki sposób dusza odczuwa przegapienie drugiej połówki jabłka.

Kiedy robiła siku, chłopak zapłacił za papierosy i poszedł w swoją stronę. Trzeba mu oddać, że zanim zniknął w ciemności, zawahał się, odwrócił głowę, zmarszczył czoło i nawet lekko pociągnął nosem. Rumianek?

W tym punkcie czasoprzestrzeni rozeszły się ścieżki Weroniki i Ambrożego.



2

Cyganka siedziała pod Biedronką, koło wjazdu na Osiedle Dobrego Losu. Choć sklep był już zamknięty, zgarbiona staruszka nie ruszała się z miejsca. Spod kolorowej chusty nie było widać twarzy. Można by pomyśleć, że spała, ale kiedy mijali ją nieliczni przechodnie, unosiła lekko głowę i mówiła coś cicho. Wypłoszeni ludzie potrząsali odmownie głowami i przyśpieszali kroku.

Kiedy w świetle latarni pojawił się młody rozczochrany mężczyzna, Cyganka strząsnęła z pleców chustę i wyprostowała się dumnie. Ambroży (bo był to właśnie nasz bohater wracający z kina) odskoczył, wystraszony nagłym ruchem. Odetchnął z ulgą widząc, że to nie dresiarz zbierający na wino. Spróbował wyminąć kobietę.

- Tu jesteś, gagatku – powiedziała, chwytając go za ramię. – Ileż można czekać?
Z trudnością strząsnął zaciśnięte na kurtce kościste palce.
- Chwileczkę – powiedział nieśmiało, sięgając do kieszeni. – Mam jakieś drobne…
Cyganka prychnęła z niezadowoleniem.
- Nie denerwuj mnie chłopcze.
Nic nie rozumiał.
- O co chodzi, proszę pani? – wydukał zbity z tropu i z obawą rozejrzał się po pustej ulicy. Wypatrywał wspólników Cyganki, którzy mieli go zaraz sprać i obrabować.
- O twoje życie – zachrypiała złowieszczo.
Czyli miał rację!
Kobieta zaśmiała się, widząc jego zakłopotaną minę.
- Spokojnie. Nie o to mi chodzi kochaneczku. – Nachyliła się bliżej. Zapach kadzidełek i bigosu wypełnił mu nozdrza. – O twoim życiu mówię – szepnęła. - O skrzyżowaniach kosmicznych dróg. O zaprzepaszczonych szansach. Szukających się wędrowcach. O tym, że czasami warto zerknąć za siebie w kolejce do kiosku…

Brzęk tłuczonej butelki rozbił ciszę. Cyganka odwróciła z przestrachem głowę. Gdzieś w ciemności rozległ się głupi śmiech. Druga butelka roztrzaskała się o ścianę albo asfalt – ciężko powiedzieć; w ciemnościach nie było nic widać.

- Gówniarze – mruknęła staruszka, odwracając się z powrotem do Ambrożego. Pozostał po nim jedynie oddalający się tupot butów.
- Oj, nie – jęknęła. – Nie dzisiaj.
- I znów nie uratowałaś miłości – powiedział z wyrzutem znajomy głos.
- Znów… - powtórzyła smutno.
- Dziś wyjątkowo jednak, będziesz miała drugą szansę – szepnął Wszechświat i mrugnął gwiazdą. – Już idzie…


4 comments:

  1. Zaczyna się ciekawie, chętnie przeczytałbym ciąg dalszy. Zawsze lubiłem takie historie w których kryła się jakaś nieoznaczoność, siła wyższa, pewnego rodzaju fatum na które jednak mamy wpływ. Może jeszcze wrócisz to tego projektu...

    Kerim256

    ReplyDelete
  2. Czyli Coś kieruje naszymi myślami, czasami każe nam się odwrócić w tej kolejce, a czasami nie pozwala nam w niej stanąć. To Kolejka Losu, lepiej nie znać "co by było gdyby"..
    Cyganką ciężko być.. chyba, że Wszechświat mruga do niej gwiazdą od czasu do czasu ;)
    Ale mi się To czytało!!! Dziękuję :)

    ReplyDelete
  3. Dzięki za pozytywne opinie. Może kiedyś to skończę, ale na razie zostaje w szufladzie. Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  4. Skończ, kiedyś, w końcu masz jeszcze całe lata na pisanie i powroty do ciekawych tematów :)

    ReplyDelete