Thursday, 9 September 2010

Proces twórczy 2



Wrzucam jeszcze kawałek ostatnich sesji free writing. Ulubiona część pisania:)

* * *

Free writing, free writing, żeby rozgrzać pióro, a spod pióra nic się nie chce lać, żadne piękne słowa, metafory, chwytające za serce konstrukcje, archetypy i marzenia dzielone z zludzkością – kiedy piszesz o marzeniu dzielonym z ludzkością, archetypowym znaczysię, wtedy rezonans się odzywa w sercach czytelników i myślą, że piszesz prosto do nich, że skądś się znacie, z mitycznych szlaków, podniebnych ścieżek, balów o północy w astralnych frakach, mentalnych garniturach, przy szampanie półbogów, po którym nie ma kaca, a wręcz przeciwnie – człowiek się rano czuje jeszcze lepiej niż się czuł przed imprezą.

Mieszkałem kiedyś na Księżycu. Nie na tym, którego sięgają lunety, ale tym z innego wymiaru. Żyłem 10 000 lat, pijałem soma rasę, miałem przyjaciół, przechadzaliśmy się w niebieskim świetle Ziemi w pełni i rozmawialiśmy o filozofii. Pewnego dnia, po tysiącach lat relaksiku skończył mi się karmiczny kredyt i w trymiga wyskoczyłem z półboskiego ciała. Pod stopami przyjaciele, ukochana, przytulny dom, przewiewany wonnym, mroźnym powietrzem, cyk i po wszystkim. Zabolało mnie, że nikt nawet nie spojrzał w górę, każdy kontynuował rozmowy, zajęcia, recytowania poezji, a ja po prostu przestałem dla nich istnieć. Cholera, nie za miła sytuacja. Później wylądowałem na Ziemi i od teraz to Księżyc mam nad głową, a Ziemię pod stopami, i nie ma soma rasy, ludzie gadają o politycce i meczach, nie o filozofii i poezji, no a zamiast żyć 10 000 lat, żyjemy zaledwie 60, 70, czy sto. Niedużo, co?

Ok – wyczerpuje ci się bateria, czy brakuje ci słów? Nie wyczerp wszystkich, to przecież tylko rozgrzewka. O czym planujesz dziś pisać – chcę przedstawić Zuzkę, Zuzannę, Zuzannę … Nie wiem, jak na nazwisko, nieważne, jeszcze nie teraz. No więc miła dziewczyna, dziewczyna z moich marzeń – samodzielna, o ostrej urodzie, trochę egzotycznej, potrafi mówić ze wzgardą, potrafi się śmiać krystalicznie, choć na co dzień ma głos lekko zachrypniety, jak chłopak. Zuzka. Wylądowała w niezłej kabale, nie ma już grzebienia, nylonowych rajstop, piwa i koleżanek. Wylądowała w mało sympatycznej krainie, i to wcale nie jakaś opowieść fantasy, ale kawał ciężkiego chleba i traumatycznych przejść. Zuzka to nie jest senny cień, ale konkretna dziewczyna. Patrzę na jej zdjęcie, ktoś mógłby powiedzieć, że nie jest za ładna. A mi się podoba.

2 comments:

  1. Powodzenia Marcinsenie. Niechaj Ci życie natchnieniem służy, aż po kres Twych dni. Kopacz!!!

    ReplyDelete
  2. Dzięki Kopacz. Mam nadzieję, że tak będzie:)

    ReplyDelete