Tuesday, 31 March 2015

Dzień drugi

 



 


















   Po wczorajszych powitaniach, rozmowach do północy i winie obudziłem się na lekkim kacu, ale szczęśliwy. Po śniadaniu poszedłem zobaczyć do naszego domku (zatrzymałem się u mamy, mój dom jest po drugiej stronie podwórka). Napaliłem w kuchni, później w kominku, ale wydaje się, że komin jest zatkany, nie ma ciągu. Zakopciłem całe mieszkanie i w końcu dałem sobie spokój. Zostanę u mamy w kominkowym, i tak mam cały pokój dla siebie, więc wystarczy mi prywatności. W środę przyjeżdża Ania, ale zamieszka w pokoju z dzieciakami.
   Smutno było mi w naszym mieszkaniu. Wspólne rzeczy, nasze książki, drobiazgi. Moja tablica z notatkami i wykresami Najstarszych - powieści, której nie udało się skończyć, pudełko z kolekcją kart tarota, komplet DVD "Wojny domowej", różne bzdurki wyszywane przez Tanię.
   Czuję, że tu należę, że to moje miejsce, z bliskimi ludźmi, z moimi książkami, historią, górami. Żal mi, ze muszę wracać do Londynu, do obojętnego mi miejsca i ludzi, którzy nic mnie nie jarzą. Zostałbym, ale nie wiem, co miałbym tutaj robić. Może to i lepiej mieszkać daleko i mieć takie miejsce, które uważam za dom, które daje mi poczucie, że zawsze mogę gdzieś wrócić.
   Choć czuję nostalgię, to dobry smutek. Inspirujący, nie destrukcyjny. Nawet jutrzejszy dzień nie dołuje mnie: pierwszy kwiecień, nasza rocznica ślubu. gdyby nie rozwód, to byłaby piętnasta. Rzeczy się kończą, co zrobić. Prawdziwa sztuka, to nie utknąć w żalu, ale zestroić się z pięknem przemijalności. Bo przemijanie oznacza zmianę, a zmiana rozwój i człowiek przez to głębszy, mądrzejszy, czuje więcej.
   W piątek idę na Krawców Wierch do chatki Szymka. Ze Słowacji przyjeżdża Tomas, zrobimy sobie jam session, posiedzimy przy piecu, pogadamy, popatrzymy na góry. W niedzielę schodzimy do Złatnej, gdzie jak co roku wszyscy kuzyni, wujkowie i przyjaciele zbierają się razem i łoją ile się da. Co znaczy, że w poniedziałek będę się leczył, ale warto:)
   Teraz biorę się za książkę, poobcować z pięknym umysłem Kropotkina i czekam na obiad (fajne uczucie czekać na obiad, zamiast go robić:)
 

2 comments:

  1. Przemawiając Głosem Herberta ;)

    Ulubioną zabawą
    Pan Cogito
    jest gra Kropotkin

    ma wiele zalet
    gra Kropotkin (...) 'Gry Pana Cogito'

    ReplyDelete
    Replies
    1. czy w całości jest coś o anarchistycznych ideach Mistrza? :P

      Delete