Tuesday, 1 November 2016

Dwa sny i refleksja o poczekalni



























    Przysypiałem cały dzień w pracy. Nie wyspałem się za dobrze. W nocy miałem kilka bardzo realistycznych, mocnych snów. Po każdym się budziłem, rozemocjonowany i poruszony.
   W jednym byłem w więzieniu. Był to ogromny budynek, z jednym monumentalnym pomieszczeniem, jak w amerykańskich więzieniach. Dookoła dziedzińca, który był również brudnym basenem, wznosiły się kolejne poziomy zakratowanych pomieszczeń. Mieliśmy stosunkowo sporą wolność wewnątrz więzienia, strażnicy nie wtrącali się w nasze życie. Jedną z głównych rozrywek było pływanie i brodzenie w basenie. Woda była brudna, nieprzejrzysta, pełna starych mebli, śmieci, gazet. Nie było źle, ale któregoś dnia, zniknęło moje ukulele. Okazało się, że więźniowie zniszczyli go, a później się śmiali. Później atakowali mnie na każdym kroku. Nie wiedziałem dlaczego stałem się czarną owcą, czym się naraziłem, a nikt nie chciał mi powiedzieć. Bardzo bolało mnie to wykluczenie.
   W drugim śnie byłem w szkole, u siebie na wsi. Chodziłem do ósmej klasy, ale czułem się dorosłym. Nagle rozpoczął się jakiś kataklizm. Coś apokaliptycznego. nauczyciele kazali nam wracać do domów. pobiegłem do domu. Tam cała rodzina była już spakowana. Czekali na mnie, żeby się pożegnać. Nie widziałem w tym nic dziwnego. Byłem już dorosły, więc naturalne było, że musiałem sobie radzić sam. Podszedł do mnie ojciec i objął mnie mocno. "Kocham cię, Marcyś" powiedział. Przypomniałem sobie, że już nie żyje i ucieszyłem się bardzo, że mimo to, mogę go przytulić. Poczułem w sercu silną miłość do niego. "Wyjeżdżamy do Nowego Sącza" powiedział. "Nie możemy ci powiedzieć, dlaczego, ale kiedy wszystko się skończy, poszukaj nas tam".
  Później jeszcze miałem z dwa sny, ale zapomniałem.

* * *

   Ciągnie mnie, żeby coś porysować, ale zwykle jestem tak zmęczony po pracy, że nie mam siły. Zastanawiam się, czy się nie zmusić, ale boję się, że będę wtedy znów czuł się, jak w pracy.
   Chodzi mi po głowie seria własnych kart Tarota. Nazwałbym je "Stardust Tarot". Gwiazdy to znak szczególny moich ilustracji. Np. ten obrazek powyżej mógłby być "Kochankami" (Lovers). Tylko muszę wygrzebać motywację i energię. Naprawdę kiepsko z tym u mnie. Ciągle mam wrażenie, że na coś czekam, że zabijam czas, do momentu aż wreszcie stanie się "to coś". Nie mam pojęcia, co. Mam silne wrażenie prowizoryczności mojej teraźniejszości. I dlatego chyba ciżęko mi się zmobilizować do czegokolwiek. Kiedy czekamy na pociąg, to nie umeblowujemy poczekalni. Czytamy książkę, słuchamy muzyki, palimy papierosa, zabijamy jakoś czas, aż nadjedzie pociąg, i będziemy mogli wrócić do domu. Tak się czuję. Co jest trochę głupie, bo nie wydaje mi się, żebym miał jakiś dom. Żadne miejsce, ani teraz i żadna osoba, nie są moim domem.

   A może po prostu pozwolić sobie na to czekanie, nie obwiniać się bezczynnością, apatią, dać sobie spokój. Żyć tak jak teraz, z dnia na dzień: praca, później facebook, serial, książka, od czasu do czasu piwo ze znajomymi, i może faktycznie coś się stanie samo z siebie, kiedy przyjdzie właściwy czas?

3 comments:

  1. Do Nowego sącza wyjeżdżali. To niedaleko:)
    Może podświadomie rzeczywiście czekasz na kogoś? Na coś? Może na nową love?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moze nawet bardziej niż podświadomie;) Problemem są na pewno wysokie oczekiwania. Albo głęboki związek dusz na wieki, albo nic, hahaha.

      Delete
    2. Tak radykalne oczekiwanie jest niebezpieczne - wiem to z autopsji.

      Delete