Saturday, 5 November 2016

The Fool

 

























     Kolejny weekend na nowej, "kawalerskiej" drodze życia. Postanowiłem zrobić wycieczkę w dawne nastroje i ściągnąłem na kindla wszystko, co mogłem znaleźć, napisane przez Dostojewskiego. Kochałem go kiedyś na zabój, ale później odkryłem Tołstoja, który Dostojewskiego nie cierpiał. Idee Tołstoja - wolność, odrzucenie zorganizowanej religii, anarchizm były mi o wiele bliższe od monarchizmu i centralizmu Dostojewskiego, więc z ideologicznym zacięciem odrzuciłem go daleko. Ostatnio jednak przypomniałem sobie, jak głęboko przeżywałem kiedyś idealizm i indywidualizm Dostojewskiego, jego cierpienie, chorobę, długi i zupełne oddanie żonie, no i postanowiłem zanurzyć się znów w tej rzece. Zaczynam od "Białych Nocy", kiedyś mojego ulubionego opowiadania. Zobaczymy, jak wejdzie:)
   Dziś zrobiłem porządek w domu. Zapuściłem mieszkanie przez ostatnie tygodnie. W końcu nie mogłem już znieść farfocli z kurzu o rozmiarze myszy, zacieków pod prysznicem i pleśni na parapecie. Przez dwie godziny oddałem się z zapałem zamiataniu, ścieraniu, praniu, a na koniec ugotowałem ziemniaczaną tortillę z fasolką na ostro. Do tego kupiłem butelkę białego, francuskiego wina za ostatnie pieniądze. Wypłata dopiero w piątek. Jakoś spróbuję przetrwać na pracowniczych obiadach i chlebie z humusem. Do piątku niedaleko.
    Słucham Chill Zet (Trójki już nie mogę, nie wiem, czy przez autosugestię, czy pecha przy wyborze audycji w ostatnich tygodniach, ale mam wrażenie, że robi się z tego kolejna pisowska gadzinówka). A na Chill Zet głównie relaksująca muzyka, prawie nie gadają i chwała Bogu. Nie chce mi się słuchać tych pierdół.
   Wczoraj z ciekawości poogladałem portale randkowe. Trochę mnie to zdołowało. Zabójcza ilość zwykłej głupoty. Wymalowane dzidzie z dziubkiem, ukrywające desperację i samotność za pozą żałosnej seksualności z odzysku, szukające "prawdziwej miłości". Żal mi się ich zrobiło, ale równocześnie poczułem niesmak. Skojarzyło mi się z zakupami w Lidlu.
   Kiedy wybrałem się do sklepu po wino i humus, przed budynkiem zobaczyłem dziewczynę w moim wieku (czyli w sumie dojrzałą kobietę;), stojącą w rozkroku na kontenerze na śmieci. Popatrzyła na mnie zmieszana.
   - Nie masz czegoś długiego? - zapytała ze wschodnim akcentem.
   Nie byłem pewny, czy zrozumiałem dobrze pytanie. Podszedłem bliżej.
   - Mogę jakoś pomóc?
   Pokazała bezradnie na kontener. Na dnie leżał pęk kluczy.
  Bez zastanowienie wskoczyłem do środka, tak że wystawały mi tylko nogi i wyciągnąłem klucze.
   - Jesteś moim bohaterem! - zawołała z wdzięcznością. Poczułem się wielki i doceniony. Pomachałem jej na pożegnanie i odszedłem. Całą drogę do sklepu wyobrażałem sobie płomienny romans z moją dojrzałą sąsiadką, zaczynający się od niewinnej kawy w jej kuchni, a kończący na ognistej orgii w mojej sypialni. Tak że moje życie towarzyskie kwitnie.
   Ostatni tydzień był ciężki emocjonalnie, ale czuję, że na teraz najcięższe chmury przepłynęły dalej. W radzeniu z sobą pomagają mi medytacje z moją nową talią Tarota. Buszując wśród archetypów, jestem w stanie postrzegać moje życie jako opowieść, wędrówkę Głupca, a nie bezsensowny galimatias nonsensownych zbiegów okoliczności.

6 comments:

  1. Dostojewski to mój numer 1 z czasów młodości. Zachęciłeś mnie do konfrontacji wrażeń. Jestem ciekawa, jaki będzie mój odbiór tej literatury dzisiaj.

    ReplyDelete
  2. Dokładnie tak samo wygląda to na portalach gejowskich. Aż smutek ogarnia jak się na to patrzy.
    "You're my hero" zawołała. No, no, wszystko może się jeszcze zdarzyć. Nawet niewinna kawa w Twojej sypialni i dzika orgia w jej kuchni:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cos ty. Wyobrażałem sobie że na gejowskich będzie pełno głębokich gości, czytających Thoreau, słuchających jazzu i pijących yerva mate:)

      Delete
  3. Kiedyś Sympatia miała w mojej ocenie cudowną opcję blogowania. To były czasy, kiedy jeszcze nie byłam z moim byłym mężczyzną, nie było we mnie też jeszcze otwartości na nowy związek, ale lubiłam pisać i czytać blogi. Założyłam sobie profil na S. i w ten sposób poznałam dwóch fantastycznych mężczyzn. Czytających nie tylko Thoreau, nie tylko słuchających jazzu i pijących mate, ale też rewelacyjnie piszących prozę i poezję, genialnie uzdolnionych w podtrzymywaniu i rozwijaniu rozmowy, sympatii, przyjaźni. Owszem, jak w każdej relacji męsko-damskiej pojawiał się między nami flirt, ale taki raczej wynikający z różnicy płci i fascynacji tymi różnicami, bo też zwierzaliśmy się sobie ze wszystkiego, także z problemów męsko-damskich, podtrzymywaliśmy na duchu, bywało, że godzinami wisieliśmy na telefonie i fascynującym rozmowom nie było końca, a relacje trwały kilka lat i pewnie trwałyby jeszcze dłużej, gdyby nie to, że wchodząc w związek z byłym mężczyzną zerwałam prawie wszystkie kontakty (bardzo stare udało mi się odbudować, tych niestety już nie). Od wielu lat na S. nie ma możliwości blogowania, a więc i poznawania drugiego człowieka w różnych sytuacjach, w różnych nastrojach i okolicznościach, teraz to się zrobił typowy dom publiczny i przyciąga określony typ ludzi. Szkoda. Po krótkiej próbie w 2014 roku porzuciłam to miejsce zniesmaczona.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jakby coś to zawsze możesz odezwać się na maila:)

      Delete
  4. A jakby co, to się odezwę :-)

    ReplyDelete