Ostatnio zegar mi się przestawił. Kładę się po północy.
Dzień spoko. Niedługo wakacje, więc w collegu luz. Dziś wzięliśmy młodzież do pubu na wyżerkę. Oczy się im śmiały, jak zobaczyli wielkie porcje, ociekające tłuszczem i kufle napojów (niewyskokowych:).
Po pracy wyskoczyliśmy z Fernandą na piwo do tego samego pubu. Pogadaliśmy z dwie godziny, później Fe na północ Londynu pociągiem, bo strajk metra, a ja rowerem do domu. W kuchni znalazłem przesyłkę. Hiszpańskojęzyczny "Prorok" Khalila Gibhrana. Pożegnalny prezent dla Fernandy.
Guia znów przyprowadziła jakiegoś kolegę i przez pół godziny jęczała i krzyczała namiętnie przez ściany, aż mi się za kobietą zatęskniło.
Na fejsbooku zaprosił mnie do znajomych facet - pisarz, scenarzysta, autor piosenek. Spodobały mu się moje rysunki i zaproponował, że wyśle mi swoją najnowszą książkę dla dzieci, nad którą jeszcze pracuje i może spróbowałbym ją zilustrować. Obiecałem, że przeczytam i jeśli zaiskrzy ze mną, to narysuję i wyślę mu ze dwie ilustracje, żeby zobaczył, czy to jego klimat. Gość wyjątkowo jarzący, lewicujący, zaangażowany w wiele artystycznych projektów od lat osiemdziesiątych. Mam nadzieję, że zarezonuje ze mną jego pisanie. Zrobiłbym coś konkretnego plastycznie. Konkretnego,czyli coś więcej niż na bloga, czy fejsa.
Podekscytowany jestem nagrywaniem piosenki w weekend. Może nawet już jutro zacznę, po pracy.
Piosenka na dobranoc:
Friday, 10 July 2015
Wednesday, 8 July 2015
Zabierz mnie do domu
Nie planowałem napisać smutnej piosenki, ale samo wyszło. Wczoraj brzdękałem na charango i weszła mi dosyć ciemna, smutna melodia. Odstawiłem, ale dziś mnie męczyła, aż w końcu napisałem do niej tekst. Nie można uciekać, kiedy coś ze środka woła, prawie zmusza, żeby wyrazić. Nie czuję się do końca wygodnie z tym kawałkiem, trudny emocjonalnie, klimatycznie. Myślę, że z muzyką jest jeszcze trudniejszy. Spróbuję zgrać to w weekend.
A do tego wczoraj wieczorem obejrzałem Solaris. Dużo w tym tekście jest filmu.
Zabierz mnie do domu
Intro:
„Kim jesteś” spytał on.
„Nie wiem” odpowiedziała smutno ona.
W dłoni trzymała księgę, pełną mądrych słów.
Mały Książę, Prorok i Kubuś Puchatek,
Yossarian, Martin Eden, zapach starego druku.
„Czytasz jeszcze?” spytała. Dźwięk jej głosu…
Potarł nerwowo czoło. Skądś znał.
„Nie czytam już. Pełne zdrajców strony. Kim jesteś?” zapytał znów.
Uśmiechnęła się bezbrzeżnie smutno.
„Jestem Kapłanką, Gwiazdą i Księżycem,
Złudzeniem, raną, ukojeniem…”
„Ukojeniem? Co mi przynosisz? Spełnienie marzeń? Wyczarujesz dom?
Przytulisz do piersi? Pocałujesz? Wypełnisz wiarą serce?
Co mi przynosisz, powiedz?”
„Przynoszę ci sen.”
1.
Już późno, zabierz mnie do domu, ten hałas boli, zabierz mnie,
nie powiemy nikomu, nikt się nie dowie, że stchórzyłem,
i tam po kryjomu z koców utkamy ślubną suknię,
a dla mnie ze szlafroka ślubny frak.
Już późno, czy nie widzisz drżenia, słońce już zaszło i nie
lśnimy tak w jego promieniach, jak lśniliśmy przedwczoraj,
nie odrodzą się marzenia, jeśli nie uciekniemy stąd,
więc zabierz mnie do domu.
ref.
A w domu cicho radio gra, na Trójce notowania.
Gdy włączą wiadomości, uciekniemy na kraj świata.
Nie walczę już o wolność, dość mam świata naprawiania.
Wstaw wodę, zaparz Inkę, dziś jest wieczór pożegnania.
2
Jak to możliwe, że ty nie drżysz, spójrz na niebo straszne.
Księżyc pęknął na połowę, ognistych deszcz aniołów.
Smutny Bóg odleciał w kosmos, zostawił nas na pastwę nas
i nigdy już nie wróci
Więc proszę zabierz mnie do domu, ulice mgłą przeklęte.
Nie mam oddać siebie komu, oczy wódką opuchnięte.
Weź za rękę i nikomu nie powiedz ani słowa, że
stchórzyłem i już uciec chcę.
ref.
A w domu cicho radio gra, na Trójce notowania.
Gdy włączą wiadomości, uciekniemy na kraj świata.
Nie walczę już o wolność, dość mam świata naprawiania.
Wstaw wodę, zaparz Inkę, dziś jest wieczór pożegnania.
Sunday, 5 July 2015
Niedzielna noc
Niedzielna noc. Jutro do pracy, basen z dzieciakami, może przejażdżka na rowerze. Dziś większą część dnia spędziłem w domu. Wyszedłem tylko do sklepu rowerowegu kupić śrubki, napiłem się kawy, później w ogrodzie reperowałem Strzałkę.
W tym tygodniu dowiem się, czy zakwalifikowałem się na interview o pracę. Nie rzucam starej, ale pojawiła się pozycja na wyższym stanowisku w moim collegu, mam szansę awansować na STA (senior teaching assistant). Interview jakoś w połowie lipca. Oznaczałoby to dla mnie trochę więcej kasy i odpowiedzialności, ale ciągle będę miał dużo urlopu.
Trzy osoby były oglądać pokój Gui, ale nie wybraliśmy nikogo z nich. Simon chce jednak wynająć jak najszybciej, więc zdecydowaliśmy się na Portugalczyka,który był w zeszłym tygodniu. Nie byliśmy pewni, co do niego, no ale zobaczymy co to za gość. Póki co w domu mieszkają oprócz mnie: Guia (jeszcze tydzień), Simon i Katia, która wprowadziła się dzisiaj. Wydaje się bardzo sympatyczna, równa. Pomagałem jej chłopakowi wnosić bagaże i teraz trochę mnie plecy bolą.
Petra wyjechała tydzień temu do Czech. Znów się rozstaliśmy. Miałem dzisiaj wątpliwości, tęskniłem, zadzwoniłem więc, ale ma dosyć, nie chce już próbować. Zabolało, ale też i ulżyło. Chciałbym nauczyć się być "pełny" bez konieczności czyjegoś uczucia.
W tym tygodniu dowiem się, czy zakwalifikowałem się na interview o pracę. Nie rzucam starej, ale pojawiła się pozycja na wyższym stanowisku w moim collegu, mam szansę awansować na STA (senior teaching assistant). Interview jakoś w połowie lipca. Oznaczałoby to dla mnie trochę więcej kasy i odpowiedzialności, ale ciągle będę miał dużo urlopu.
Trzy osoby były oglądać pokój Gui, ale nie wybraliśmy nikogo z nich. Simon chce jednak wynająć jak najszybciej, więc zdecydowaliśmy się na Portugalczyka,który był w zeszłym tygodniu. Nie byliśmy pewni, co do niego, no ale zobaczymy co to za gość. Póki co w domu mieszkają oprócz mnie: Guia (jeszcze tydzień), Simon i Katia, która wprowadziła się dzisiaj. Wydaje się bardzo sympatyczna, równa. Pomagałem jej chłopakowi wnosić bagaże i teraz trochę mnie plecy bolą.
Petra wyjechała tydzień temu do Czech. Znów się rozstaliśmy. Miałem dzisiaj wątpliwości, tęskniłem, zadzwoniłem więc, ale ma dosyć, nie chce już próbować. Zabolało, ale też i ulżyło. Chciałbym nauczyć się być "pełny" bez konieczności czyjegoś uczucia.
Thursday, 2 July 2015
Oprzyj się o mnie
Eh Boże, co za ciężki wieczór wczoraj miałem. Leżałem w łóżku w środku nocy, przygnieciony wszystkim, wykorzeniony, samotny tak, jakbym spadł z Ziemi i runął gdzieś w mroźną pustkę. Wiecie, kiedy człowiek jest tak smutny i niezrozumiały samemu sobie, że sam siebie pyta, po co to wszystko, co jeszcze zostało w życiu do przeżycia?
Czasami, kiedy jest mi tak źle i nie mogę zasnąć, wyobrażam sobie siebie widzianego z góry, małego człowieka. Unoszę sie wyżej, tak że jestem jeszcze mniejszy, a później jeszcze wyżej i wyżej, aż znikam, Ziemia też robi się coraz mniejsza, Słońce umyka, a ja lecę coraz w górę, aż pode mną lśni mała galaktyka, a wokół mnie nic, tylko bezmiar. I wtedy udaje mi się złapać spokój i mogę zgasnąć we śnie.
Wczoraj nawet to nie pomogło. Wreszcie włączyłem Trójkę na komórce, żeby coś tam brzęczało w tle, żeby rozproszyć samotność, ciemność. I wtedy usłyszałem przepiękną piosenkę, a później jeszcze jedną. I jakoś odnalazłem siebie na chwilę w samotności kogoś innego.
Bycie człowiekiem to piękna, ale bolesna sprawa.
Czasami, kiedy jest mi tak źle i nie mogę zasnąć, wyobrażam sobie siebie widzianego z góry, małego człowieka. Unoszę sie wyżej, tak że jestem jeszcze mniejszy, a później jeszcze wyżej i wyżej, aż znikam, Ziemia też robi się coraz mniejsza, Słońce umyka, a ja lecę coraz w górę, aż pode mną lśni mała galaktyka, a wokół mnie nic, tylko bezmiar. I wtedy udaje mi się złapać spokój i mogę zgasnąć we śnie.
Wczoraj nawet to nie pomogło. Wreszcie włączyłem Trójkę na komórce, żeby coś tam brzęczało w tle, żeby rozproszyć samotność, ciemność. I wtedy usłyszałem przepiękną piosenkę, a później jeszcze jedną. I jakoś odnalazłem siebie na chwilę w samotności kogoś innego.
Bycie człowiekiem to piękna, ale bolesna sprawa.
Wednesday, 1 July 2015
Nocne marki
Już środek nocy. Niegrzecznie zdecydowałem, że jutro zadzwonię do pracy, że jestem chory. Zwykle nie robię takich rzeczy, ale co tam. Dziś ze wspólkoatorami siedzieliśmy do późna przy winie i konwersacjach. Teraz leżę w łóżku i jedną ręką klikam, słuchając Bakszyszu.
Tęsknię za Tanią, za spokojem i normalością. Ale co zrobić? Życie idzie swoją drogą. Na razie pałętam się w poczekalni, ale kiedyś przyjedzie pociąg i poczuję, że jadę wreszcie gdzieś.
Dynie i cukinie rosną jak złoto.
Szukam kogoś, kto wynająłby mój pokój w sierpniu, kiedy mnie nie będzie, 500 funtów podratuje mi budżet wakacyjny (dla blogowiczów 400:)
Dziś doszły mi dwa soki do vape'a: jabłkowy i truskawkowo-śmietankowy. fajne nawet.
Dobranoc.
Sunday, 28 June 2015
Vila Amalka, Wenecja, cajon i Gra o tron
1. Petia dziś się postarała. Narysowała Vila Amalkę (Rusałka Amalka chyba po polsku) i ozdobiła naszymi suszonkami z zeszłego tygodnia. Powieśiliśmy na ścianie. Strasznie się przejęła, nigdy takich rzeczy nie robiła wcześniej, cieszy się jak dziecko, bidulka.
2. Wczoraj siedliśmy w Ruskin Park i myśleliśmy nad wakacjami. Wpadliśmy na pomysł, żeby pojechać stopem do Wenecji. Mam tam znajomą, która od dawna mnie zaprasza. Posiedzielibyśmy z dwa tygodnie, później ja do Polski na resztę wakacji, a Petra do Londynu, z powrotem do pracy. Plan wydaje się spoko. Wczoraj byłem nawet podekscytowany, choć dzisiaj jakoś energia mi spadła. No ale trzeba coś robić, popychać się do przodu.
3. Powiedziałem Simonowi, że nie będzie mnie cały sierpień. Zasugerował, żebym podnajął swój pokój. Nie pomyślałem o tym wcześniej. Dodatkowe 500 funtów pomogłoby mi przetrwać jakoś to lato. Jutro wrzucę ogłoszenie na spareroom.
4. Dużą część dnia uczyłem się flamenco na cajonie (bulerias). Wchodzę już na średniozaawansowane poziomy. Cieszę się, że mi to coraz lepiej wychodzi.
5. Petra rysowała i kleiła, ja bęniłem i oglądałem Game of Thrones. Sześć odcinków do końca. Świetny sezon. Akcja wyszła już poza tomy, które czytałem, więc się nie nudzę. Obstawiam, że Ruda uratuje Śniega w następnym sezonie.
Thursday, 25 June 2015
Piwko w parku
Fajny dzień, naprawdę. Rano w pracy, ale urwałem się już o dwunastej, bo miałem wizytę u studentów-dentystów. Na rowerze smignąłem do Guy's Hospital pod Shardem. Założyli mi piekną koronę w dziurze, która świeciła ciemnością od lat. Prywatnie kosztowałoby mnie to około 800 funtów, tak że czułem się jakbym wygrał w totka:)
Fernanda wysłała mi smsa, czy mam ochotę na piwo po pracy, w malym parku koło collegu. Akurat wróciłem przed czwartą. Szybko wchłonąłem trochę żywności w domu i wszystkich spotkałem w parku.
Było fajnie. James, Barry, Barbara, Moya i Fernanda. Posiedzieliśmy z dwie godziny, gadając o bzdurkach. Później wszyscy się rozeszli, została tylko Fernanda i ja. Gadaliśmy o polityce, historii (mój konik- hiszpanska wojna domowa), poezji i milości. Takich rozmów mi brakuje na co dzień.
Pęcherz mi pękał, odważyłem się siurnąć pod drzewem. Stary Jamajczyk pokiwał mi z uznaniem mojej buntowniczości. Słuchaliśmy Ana Tijoux. Podszedł Chrześcijanin Afrykańczyk nauczać o Jezusie. Nawet był spoko. Nie mówił o ogniach piekielnych (co jest standartem wśród lokalnych kaznodziejów). Kiedy powiedziałem mu, że wierzę w Boga, ale nie wierzę, że konkretna religia ma monopol na niego, zareagował dojrzale. Powiedział, że nie ma to dla niego znaczenia i żebym po prostu zwracał się do niego, jakkolwiek go nazywam. Ujął mnie tym za serce.
Wreszcie stwierdziliśmy z Fernandą, że czas do domu, w końcu to czwartek, nie piątek, jeszcze trzeba będzie jutro przetrwać cały dzień z naszymi podopiecznymi.
To, co trzyma mnie w pionie, to świadomość, że dużo jest ludzi, z którymi mam o czym porozmawiać. Inne rzeczy, nie są aż tak ważne.
Tuesday, 23 June 2015
Na górce, przy Trójce
Dziś do collegu pojechałem rowerem. Myślałem, że jeśli będę miał nastrój to pojadę później na miasto, ale nie chciało mi się. Zamiast tego podjechałem na East Street, warzywny targ, żeby nazbierać trochę zieleniny. Dziś rano wydałem oficjalnie ostatniego funta, a do wypłaty jeszcze sześć dni. Zresztą lubię skipowanie. Zbiory nie były jakoś podniecające. Znalazłem pąk bliżej niezidentyfikowanych liści odciętych od jakiegoś warzywa oraz lekko zwiędłą nać selera. Później pojechałem do Burgess Park i siadłem sobie na górce. Piłem sajdera i słuchałem trójki z komórki. Duży chłopak walczył z latawcem, ale bezwietrzna pogoda nie dawała mu poszaleć. Para czarnych nastolatków leżała pod wielką kurtką, myśląc, że nikt nie wie, co tam kombinują. Dwie matki z dziećmi przesiadły się dalej, żeby nie gorszyć potomstwa. Na Trójce wiadomości. Amerykanie przysyłają ciężką broń do Polski i innych krajów okołorosyjskich. Ta sama durna gra od lat. Jakaś wielka chińska firma chce zainwestować w Polsce. Ekspert mówi, że pieniądze nie mają narodowości, kapitał musi się rozwijać, dziennikarz przytakuje gorliwie.
Zerknąłem na fejsa. Parę postów od znajomych z Kopenhagi. Pomyślałem, że może bym tam niedługo wyjechał? Choć pracę mam spoko, to daje mi sie już we znaki monotonia codziennego robienia tego samego. Jestem po rozwodzie, nie mam planów, dalekosiężnego celu, jestem wolny. Londynu nie lubię za bardzo, zresztą cała Anglia nudna trochę. W sumie mogę zrobić, co chcę. Jest Petia, ale oboje wiemy, że ten nasz związek jest tymczasowy. Pewnie byłoby ciężko się rozstać na początku, ale dalibyśmy radę. Choć martwię się o nią.
W domu wziąłem prysznic, później ugotowałem zupę. Do końca miałem nadzieję, ze te liście znalezione na targu to botwinka, ale szary kolor wywaru pozbawił mnie złudzeń. Dołożyłem pastę curry, trochę ziół i fasolę z puszki. Dało się zjeść, choć jadłem lepsze.
Teraz słucham radia (Folk Off) i myślę, jaki następny krok w życiu. Jakiś postęp, bo ostatnio wisiałem w limbo, bez chęci na zmiany. Dobrze czuć, że są możliwości, że mam kontrolę nad życię (życiem! co z moją ortografią?:), przynajmniej w zakresie decyzji, co do następnego ruchu. A co po uczynieniu ruchu, to już w rękach Wszechświata.
Stary rysunek z Kopenhagi z serii "Cienie". Lubiłem ten projekt.
Zerknąłem na fejsa. Parę postów od znajomych z Kopenhagi. Pomyślałem, że może bym tam niedługo wyjechał? Choć pracę mam spoko, to daje mi sie już we znaki monotonia codziennego robienia tego samego. Jestem po rozwodzie, nie mam planów, dalekosiężnego celu, jestem wolny. Londynu nie lubię za bardzo, zresztą cała Anglia nudna trochę. W sumie mogę zrobić, co chcę. Jest Petia, ale oboje wiemy, że ten nasz związek jest tymczasowy. Pewnie byłoby ciężko się rozstać na początku, ale dalibyśmy radę. Choć martwię się o nią.
W domu wziąłem prysznic, później ugotowałem zupę. Do końca miałem nadzieję, ze te liście znalezione na targu to botwinka, ale szary kolor wywaru pozbawił mnie złudzeń. Dołożyłem pastę curry, trochę ziół i fasolę z puszki. Dało się zjeść, choć jadłem lepsze.
Teraz słucham radia (Folk Off) i myślę, jaki następny krok w życiu. Jakiś postęp, bo ostatnio wisiałem w limbo, bez chęci na zmiany. Dobrze czuć, że są możliwości, że mam kontrolę nad życię (życiem! co z moją ortografią?:), przynajmniej w zakresie decyzji, co do następnego ruchu. A co po uczynieniu ruchu, to już w rękach Wszechświata.
Stary rysunek z Kopenhagi z serii "Cienie". Lubiłem ten projekt.
Monday, 22 June 2015
Bazgrolenia
Wieczorne bazgrolenia. Chce mi się spać, ale jeśli zasnę, to wolny wieczór się skończy, a nie chcę jeszcze.
Po pracy jechałem ostro na rowerze do ćwiczeń, oglądając przy okazji najnowsze odcinki Louie'go. Później prysznic, pranie, mantrowanie, cajon, sałatka makaronowa z pracy, facebook i jakieś celtyckie-mistyczne starocie z głośników. Na fejsie nie tak do końca bezowocnie, bo był miły wiersz Gałczyńskiego i czyjś cytat (but darling, you've got to be your own hero, because everyone else is too busy trying to save themselves), Jakoś pozytywnie mi zabrzmiał. Inspiracja do przebaczania, bo przecież każdy jedyne, co robi, to próbuje ratować siebie w chaosie wszechświata. Jak można mieć więc komukolwiek, cokolwiek za złe? Dzieci w wielkim lesie.
Chciałbym zrobić nową piosenkę, ale znikąd natchnienia. W tej posusze mogę przynajmniej ćwiczyć na instrumentach. Jak wróci muza, to skillsy będą lepsze.
Ostatnio mało, albo prawie nic się nie włóczę. Nie wiem, dlaczego. Kiedyś lubiłem szwendać się po mieście. Ostatnio praca, dom, praca, w weekend park. Brakuje mi. Może jeśli pogoda dopisze któregoś dnia w tym tygodniu, po pracy śmignę na Londyn z dziennikiem i książką.
Sunday, 21 June 2015
Lista donkiszotowska
1. Niedziela wieczór. Zmęczony, ale pozytywnie. W głośnikach plumkanie, Petia czyta ploteczki na czeskim pudelku, dom pusty.
2. Byliśmy w Burgess Park. Wzięliśmy latawiec, bo nieźle wiało, ale chwycił nas leń, więc tylko leżeliśmy na górce i patrzyli na Londyn.
3. Petra narzekała, że nic nie umie, a chciałaby robić coś artystycznego. Zrobiliśmy burzę muzgów i wpadliśmy na pomysł kolaży z suszonych kwiatów i liści, tym bardziej, że mam puste ściany.
4. Poszwendaliśmy się więc po parku, zbierając dzikie kwiaty, listki, później podkradliśmy jeszcze parę rzeczy z ogródków. Zaszliśmy też do sklepu artystycznego i kupili kilka dużych kolorowych kartek.
5. W domu zeszło nam trochę na wkładanie tego do książek. Już po fakcie stwierdziliśmy, że rośliny puszczą soki i zniszczymy Simonowi książki, więc następna godzina nam zeszła na rwaniu gazet i wkładaniu między strony.
6. Fajny sen miałem przedwczoraj. Z grupą przyjaciół zgubiliśmy się w dżungli u stóp wielkiej góry. Polowały na nas dzikie zwierzęta, dinozaury, potwory, było groźnie, przerażająco. Wiedziałem, że musimy się dostać na szczyt góry. Gdy wreszcie się udało, okazało się, że to nie góra, ale drapacz chmur. Spojrzałem w dół, a tam ani śladu dżungli, tylko ulice, domy, samochody. Nagle zjawił się jakiś mężczyzna. Wskazał palcem w dół. "Popatrz jeszcze raz". Zerknąłem z niepokojem. Ulice i wszystko inne ciągle tam było, ale zobaczyłem pojedyncze drzewa i dzikie zwierzęta. Popatrzyłęm jeszcze raz. Dżungli było coraz więcej. "Ale dlaczego?" spytałem. "Przecież okazało się, że to iluzja, byliśmy już bezpieczni". Mężczyzna uśmiechnął się. "Żeby wyzwolić się od iluzji, musisz pokonać strach. Dopiero wtedy będziesz naprawdę bezpieczny. Jeśli tego nie zrobisz, zawsze będą ścigać cię potwory". Obudziłem się.
7. Ostatniej nocy znów ciekawy sen. Swami dawał wykład. Bardzo głęboki, przemawiający do serca. W pewnym momencie powiedział: "Gdy myślisz, że nie ma dookoła ciebie dobra, że sam jesteś zły, zagubiony, nijaki, uświadom sobie, że na całym świecie jest jedna naprawdę dobra rzecz: ty. Bo jesteś czystą duszą, podobną do Boga, więc nic nie może cię skalać. Nie musisz się więc martwić, bo zawsze jesteś blisko czystego dobra."
8. Tydzień był wyjątkowo ciężki. Znalazłem na końcu śpiewnika stare notatki Tani; projekt bloga o Bzdurce i Kłopotku, który mieliśmy wspólnie zrobić. Wstrząsnęło mną to strasznie. Miałem w lodówce pół butelki tequili, wypiłem, ale nie pomogło. Prawie nie spałem, a kolejne dni były wyjątkowo do dupy. Ale w weekend jakoś się pozbierałem.
9. Czytam świetną książkę, najlepsze SF, na jakie trafiłem od wielu lat. "Światło" Johna Harrisona. Dużo podobieństw do "Pikniku na skraju drogi" Strugackich (prastara cywilizacja, która znikła, ale zostawiła po sobie dużo dziwnego śmiecia, które ludzie próbują ogarnąć, ale jak to ludziom, nie idzie to za dobrze), ale z większym zamachem i zakręceniem. Dobre.
10. Zostało mi jeszcze sześć odcinków "Gry o tron". Może w tym tygodniu się zabiorę. Zacząłem też nowy sezon "Orange is a New Black".
11. Dobranoc.
Subscribe to:
Posts (Atom)





