Wykupiłem karnet w pobliskim klubie sportowym, więc mam zadbane podstawowe potrzeby, jak prysznic i toaleta. Zacząłem chodzić na spacery.
Dzisiaj poszedłem jak już się ściemniło, po parku, w śniegu, bez muzyki i podcastu na słuchawkach. Słuchałem po prostu skrzypienia śniegu pod butami, dźwięków ulicy, czułem zapach dymu, Odry. Myśli, które towarzyszą mi od miesięcy, niedokończone konwersacje w głowie lekko brzmiały, ale już bardziej jak echo. To było całkiem fajne.
Staram się też gotować pożywne jedzenie. Dziś kupiłem drugi garnek, żeby móc np w jednym zrobić ryż, a w drugim curry, tak jak dzisiaj. Wpadłem też na pomysł, żeby powysyłać maile sprzedażowe do hoteli, pensjonatów, gabinetów terapeutycznych.
Małe akty odbudowywania autonomii.
Lista konkretna:
- w niedzielę zrobiłem w Kali małe przyjęcie urodzinowe. Było sympatycznie, zabawnie. Była A., Marta, Anabel, Iras i jeszcze parę innych osób. Troszkę picie wymknęło nam się spod kontroli, szoty mnie załatwiły, więc w poniedziałek miałem gigantycznego kaca.
- przygotowałem dla wszystkich loterię prezentową. Każdy wyciągnął numerek i wygrał moje kolaże i ziny. Fajny pomysł, odgapiłem go od Kasi. Tak zrobiła na swojej imprezie pożegnalnej.
- zawiozłem rano rzeczy do A. Zostawiła u mnie podręczniki i jakieś ubrania. Przy okazji doładował się akumulator.
- przestałem być aktywny na socjalach. Dla mnie it's a big thing. Po prostu straciłem chęć do dzielenia się sobą. Chcę przeżywać to, co się dzieje samemu, w środku. Mam uraz do ludzi, ale to jest drugorzędna sprawa. Głównie to potrzeba przeżywania prywatnie.
- wczoraj na kacu obejrzałem Before Sunrise, Before Sunset i dzisiaj oglądam Before Midnight.
- pękła mi podeszwa w Martensach. Szewc powiedział, że nie da się naprawić. Wymiana podeszw to 290 zł. Taniej niż kupno nowych. No ale nie mam takiej sumy, więc jakoś będę łaził z dziurą. Szkoda ze nie pękło za jakieś 2 miesiące.

No comments:
Post a Comment