Byłem dziś na mieście, rowerem, wziąłem kilka książek z biblioteki, później usiadłem w Kali, rysowałem, czytałem.
Wróciłem do siebie, kiedy przestało lać.
Mam dzisiaj dobre uczucie. Że jestem osadzony w swojej narracji, opowieści. Jest luty, zima, brak kasy, ważne rzeczy się pokończyły i mógłbym to odczuwać, jako ciężar (czasami odczuwam:). Ale dzisiaj czuję to jako część przygody. Że konsekwentnie idę tym życiem wolności i integralności, i nawet kiedy coś się rozpierdala; miłość, czy przynależność, kiedy świat staje na głowie, to moim oparciem jestem ja i moja historia. Czasami łotrzykowska, czasami smutna, wesoła, miłosna, samotna, ale prawdziwa w chuj:)
Lubię to. Cieszę, się, że wróciłem do pisania bloga. Od października wydarzyło się tyle rzeczy, fajnie będzie do tego wrócić kiedyś.
W piątek jadę do Tychów na pierwszy mój kiermasz w tym roku. Utargowałem z organizatorami opłaty, zgodzili się też, żebym zapłacił po pierwszym dniu kiermaszu. Tak że muszę tylko zorganizować z dwieście na paliwo and hope for the best:)
Adam, wpadnij się poznać. No i zaopatrzyć w moją sztukę ;)

Dzięki, ale jestem na urlopie do 8 marca, 400 km od Katowic. Trzymam kciuki, żebyś się dobrze w Tychach sprzedał.
ReplyDeleteDzięki:)
Delete