Sunday, 3 November 2019

Przedprzebudzenie



Pani Aniu!
Co za niespodzianka. Kiedy listonosz podał mi seledynową kopertę z nagryzmolonym żuczkiem, od razu wiedziałem, że to od Pani. Zresztą nikt inny nie pisze już listów na papierze.

Na początku chciałbym Panią serdecznie przeprosić za swoje milczenie. Porwał mnie wir codzienności. Pieniądze, praca, a przede wszystkim owa długa niefortunna znajomość, która odcisnęła na mnie silne piętno. Było to jak ciągnący się w nieskończoność, chaotyczny i niezrozumiały sen. Ale nie chcę o tym zbyt dużo pisać. Było, minęło...

Przykro mi słyszeć, że doświadczyła Pani złamanego serca i z tego, co Pani napisała, złamanego w wyjątkowo zimny sposób. Z drugiej strony, widząc, jak udało się Pani dojść do siebie i pozostać tą ciepłą i dobrą osobą, cieszę się bardzo. Dodaje mi to otuchy.

Wyobraziłem sobie Panią na tym spacerze po parku. Jak siedzi Pani na zboczu wzgórza, wśród zmurszałych grobowców i obserwuje skąpane w jesieni ulice. Poczułem, że chciałbym tam z Panią sobie usiąść i wspólnie patrzeć. Nie musielibyśmy nawet nic mówić. Chciałbym czuć Pani obecność i pogodny spokój. Jak to możliwe, że tak młoda osoba może sprawiać wrażenie takiej mądrości? (To nie pusty komplement - ja naprawdę odbieram Panią w taki sposób).
Widok, który Pani opisała, przypomniał mi Ljubljanę. Na wzgórzu koło zamku jest taka ławeczka koło wiekowego dębu, skąd widać stare miasto. Byłem tam w piękny jesienny dzień rok temu. Utkwiło mi to miejsce w sercu bardzo mocno.

W Pani śnie stałem w zimnym, zasypanym śniegiem lesie i płakałem. Może faktycznie byliśmy tam wspólnie. Wierzę, że niektóre dusze mogą spotkać się w snach. Jeśli tak było naprawdę, to dziękuję. Cieszę się, że nie stałem tam sam.

A ja przez 3 dni prawie nie wychodziłem z domu. Żadnych spacerów, podróży. Paliłem w kominku, piłem wino, oglądałem Doctora Who i bawiłem się akrylami i drewnem. Dziś wieczorem nagrzałem wody w bojlerze, podciąłem brodę i włosy, bo zacząłem wyglądać jak syberyjski drwal, wykąpałem się i teraz siedzę i myślę, co jeszcze Pani napisać...

O, proszę sobie zerknąć na mojego akrylowego bazgroła. Nazwałem go "Przedprzebudzenie".

Przedprzebudzenie - akryle na drewnie




















Bardzo polubiłem tę nową pasję. Wie Pani, co cieszy mnie w niej najbardziej? To, że jestem zupełnym nowicjuszem i żadne wielkie dzieło nie wyjdzie spod mojej ręki, więc mogę robić to, co chcę i nie martwić się opiniami. Bardzo oswobadzające uczucie.

Pani Aniu, będę już kończył, późno się zrobiło.
Jeszcze raz: bardzo, bardzo się cieszę, że zdecydowała się Pani odnowić naszą korespondencję. Te listy są dla mnie, jak gwiazdki spadające z nieba.

O Pani również przynajmniej jedna osoba ciepło i przyjaźnie myśli.

Ściskam i pozdrawiam serdecznie
Na zawsze Pani

Marcelino Smutalino

2 comments:

  1. A wiesz, że pachnie tu dziś u Ciebie cynamonem? W tym poście. Może ten pan z obrazu wypomadował swoje wąsiska cynamonową pomadą?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hmmm... (zakłopotane drapanie się po głowie ;)))

      Delete